EXBUD NIE POZWOLI NA WROGIE PRZEJĘCIE

Michał Kobosko
opublikowano: 2000-01-18 00:00

EXBUD NIE POZWOLI NA WROGIE PRZEJĘCIE

Witold Zaraska nie chce słyszeć o związku z firmą typowo wykonawczą

DWA RÓŻNE ŚWIATY: Między mną a Michałem Sołowowem są znaczne różnice. On jest typem przedsiębiorcy, ja jestem menedżerem. Dla niego liczy się przede wszystkim dobry biznes, niezależnie od branży, w której działa. Mnie wynajęto do spełnienia misji budowy najsilniejszego koncernu budowlanego w Polsce. fot. GK

Prezes Exbudu konsekwentnie twierdzi, że kielecka firma nadal jest w stanie zablokować każdą próbę wrogiego przejęcia. Na wszelki wypadek nie czeka jednak na rozwój wypadków z założonymi rękami i konsekwentnie przekonuje inwestorów finansowych do swojej strategii, a potencjalnych agresorów straszy wizją exodusu kadry zarządzającej.

„Puls Biznesu”: Minęło kilkanaście dni od czasu, gdy część prasy i analityków uznała, że Exbud już został przejęty przez Michała Sołowowa. Czy zgadza się Pan z takim wyrokiem?

Witold Zaraska: Nie chcę dywagować na temat planów pana Sołowowa. Mogę natomiast powiedzieć, że tuż po ujawnieniu jego inwestycji w akcje Exbudu w relacjach prasowych i wypowiedziach niektórych analityków było wiele nieprawdy i tendencyjności. Nie wiem, czy była to czyjaś celowa działalność, ale inwestorzy mieli prawo poczuć się skołowani. Tymczasem analityk powinien mieć wyczucie tego, co i kiedy mówi.

— Z Pana słów wynikałoby, że ostatnie wydarzenia nie wpłynęły na Państwa strategię. Trudno w to uwierzyć.

— Oczywiście, że nie wpłynęły, bo nasza strategia od lat znajduje uznanie wśród właścicieli firmy. Tylko dzięki temu możemy kontynuować budowę silnego holdingu budowlanego — takiego, który będzie jedną z najlepszych firm w Europie. Ten plan jest całkowicie realny.

— Mówi Pan o poparciu właścicieli, tymczasem część zachodnich akcjonariuszy instytucjonalnych sprzedała ostatnio akcje. Czy nie jest to swoiste wotum nieufności dla zarządu?

— To prawda, że kilka funduszy wyprzedało akcje, ale my wiążemy to z założonym przez nie horyzontem czasowym inwestycji. Z rozmów z innymi akcjonariuszami widzę, że możemy nadal liczyć na ich poparcie.

— Jak duże jest to poparcie?

— Do niedawna mogliśmy — jako zarząd — liczyć na około 45 proc. głosów na WA Exbudu. Po ostatnich miesiącach, gdy właściciela zmieniła blisko połowa naszych akcji, możemy być jednak absolutnie pewni około 30 proc. głosów, w tym należących do posiadaczy GDR-ów.

— To znacznie więcej, niż oficjalnie posiada pan Sołowow. Ile akcji jest jednak w posiadaniu jego całej grupy? Prasa spekulowała nawet o 37 proc.

— Nie mam podstaw, by sądzić, że pan Sołowow ma więcej akcji, niż oficjalnie podał. Uważamy nadal, że jest to z jego strony inwestycja kapitałowa, która ma przynieść widoczne zyski. Jestem przekonany, że kupując nasze akcje mój kielecki kolega postąpił słusznie.

— Czy jest Pan z nim w kontakcie?

— Mieliśmy spotkanie, na którym każdy z nas przedstawił własną strategię działania. Nie da się ukryć, że są między nami znaczne różnice. Michał Sołowow jest typem przedsiębiorcy, ja jestem menedżerem. To dwa zupełnie różne zawody. Dla niego liczy się przede wszystkim dobry biznes, niezależnie od branży, w której działa. Mnie wynajęto do spełnienia pewnej misji. Jest nią budowa najsilniejszego koncernu budowlanego w Polsce.

— Czyli nadal nie bierze Pan pod uwagę zagrożenia w postaci wrogiego przejęcia firmy. Tymczasem akcjonariat jest rozproszony, co ułatwia przejęcie.

— Nigdy nie da się wykluczyć takich prób. Ale robimy wszystko, by zminimalizować szansę na ich powodzenie. Spotykamy się z akcjonariuszami, którym tłumaczymy strategię działania firmy. I znajdujemy poklask dla naszych działań.

Z drugiej strony, wysłaliśmy wyraźne sygnały ostrzegawcze do zachodnich koncernów, które chciały nas kupić. Daliśmy do zrozumienia, że próba wrogiego przejęcia zakończy się exodusem menedżmentu holdingu. A firma usługowa, taka jak nasza, opiera się przede wszystkim na ludziach. Trzeba być bardzo krótkowzrocznym inwestorem, by chcieć coś zmieniać niezgodnie z tym, do czego dąży zarząd Exbudu.

— Rozumiem, że wyklucza Pan wejście do firmy inwestora branżowego?

— Nie widzimy potrzeby wiązania się z inwestorem będącym typową firmą wykonawczą. Taki partner mógłby wnieść pewne wartości w zakresie organizacji pracy, wykonawstwa, nowych technologii, a pod tym względem Exbud osiągnął poziom europejski.

Nie wykluczamy natomiast aliansu z aktywnym inwestorem finansowym — takim, który np. mógłby finansować nasze projekty developerskie.

— Ostatnie wyniki finansowe, a zwłaszcza poziom kosztów, nie świadczą jednak najlepiej o zarządzie. Drukowaliśmy niedawno analizę wykazującą, że nie wykorzystali Państwo najlepiej środków z ostatniej emisji.

— Proszę porównać nasze ruchy z zapisami w prospekcie. Okaże się, że wykorzystaliśmy pieniądze dokładnie tak, jak zapowiadaliśmy. Powszechnie popełnianym błędem jest przyjmowanie zbyt krótkiej perspektywy czasowej dla oceny działań restrukturyzacyjnych i ich wpływu na bieżącą efektywność firmy. Nasza strategia pociąga za sobą przejściowe pogorszenie wskaźników finansowych. Ale prowadzi ona do powstania zdrowego silnego holdingu. Ja walczę o przyszłe miejsce firmy na rynku.

— A co dalej z wyprzedażą innych firm? Poligrafia to już temat zamknięty, ale ze sprzedażą Odlewni macie Państwo kłopoty. Chyba, tak jak Poligrafia, trafi ona do inwestora zagranicznego?

— Kłopoty są, ale tylko ze sprzedażą Odlewni w całości. Początkowo chcieliśmy, by firma przeszła w ręce jednego z polskich inwestorów. Niemniej jest to produkcja wysoce wyspecjalizowana i trudno znaleźć dobrego nabywcę.

— Czy grupa budowlana będzie jeszcze powiększana?

— Zakończyliśmy rozbudowę ilościową grupy. Teraz koncentrujemy się na podnoszeniu efektywności naszych przedsiębiorstw i tworzeniu silnych centrów regionalnych. Trzeba w tym miejscu podkreślić, że nie zamierzamy dokonywać fuzji wewnątrz grupy, zwłaszcza zaś łączyć spółek zależnych z Exbudem SA. Uważamy bowiem, że struktura holdingowa zapewnia najlepsze funkcjonowanie wszystkich spółek grupy.

Z drugiej strony, zwiększamy udział działalności developerskiej w przychodach grupy. Chcemy w tej branży współpracować z samorządami lokalnymi i z poszczególnymi branżami przemysłowymi. Nie jesteśmy tu oryginalni — podobną drogę od wykonawstwa do developerki przeszły największe europejskie grupy budowlane. Ten proces wymaga silnych podstaw finansowych, ale my mamy już dostęp do odpowiednich pieniędzy.

Właściwie jedynym, czego nam dotąd brakowało w grupie, była silna firma drogowa na południu kraju. Jak wiadomo, przegraliśmy ze szwedzkim NCC przetarg na kupno Przedsiębiorstwa Robót Inżynieryjnych. Ale w piątek kupiliśmy Przedsiębiorstwo Robót Drogowo-Mostowych we Wrocławiu.

— Przetarg na PRInż przegraliście, bo NCC oferowało więcej.

— Nasza oferta była tylko o 13,5 proc. niższa od propozycji NCC. Źle się stało, iż sprzedający znowu zwracał uwagę tylko na oferowaną cenę. Proszę zwrócić uwagę, że po tej transakcji i po przejęciu Dromexu przez Strabag branża drogowa jest już praktycznie kontrolowana przez obcy kapitał.

Od dawna tłumaczę wszystkim, że ja nie chcę szczególnej ochrony krajowego budownictwa. Uważam natomiast, że powinniśmy korzystać z podobnych udogodnień, jakie mają na własnych rynkach zachodnie firmy budowlane. Jeśli w Niemczech przygotowywane są projekty na poziomie samorządowym, to pierwszeństwo w ich realizacji zawsze mają firmy niemieckie. Inny przykład z ostatnich tygodni: sprawa Holzmanna. Gdyby nie to, że firma jest kontrolowana przez banki niemieckie, zapewne pozwolono by jej upaść. A tak może liczyć na pomoc zarówno właścicieli, jak i władz federalnych.

Od zawsze powtarzam, że w Polsce brakuje jakiejkolwiek strategii wobec budownictwa. A przecież to nie jest przemysł samochodowy czy lotniczy. To powinny być usługi narodowe.

— Ale czy krajowe firmy nie są same sobie winne? Prezesi największych grup nie są w stanie zgodzić się na fuzję z konkurencją.

— To prawda, że po ubiegłorocznych doświadczeniach przestałem wierzyć w szanse na konsolidację największych grup budowlanych. Szanse maleją także przez to, że część firm jest przygotowywana na wejście inwestorów branżowych. Ja mówię wyraźnie: w Exbudzie nie widzimy potrzeby wiązania się z firmą typowo wykonawczą.

POCZĄTEK DROGI: Na początku grudnia zamieściliśmy w „PB” bardzo krytyczną analizę ostatnich działań zarządu Exbudu. Na razie nie widzimy powodów do zmiany naszej ówczesnej rekomendacji „trzymaj”.