Expander: Na GPW brakuje popytu

Katarzyna Siwek
19-11-2008, 11:31

Warszawski parkiet, podobnie jak inne rynki wschodzące, szczególnie z naszego regionu, najwyraźniej założył przełamanie przez S&P 500 październikowego dołka i kontynuację zniżek na amerykańskiej giełdzie.

Tymczasem wczoraj rzutem na taśmę wsparcie w USA udało się ocalić. Widać, że ma ono duże znaczenie. Inwestorzy traktują je jako symboliczne miejsce, po przekroczeniu którego daliby wyraz zwątpieniu, że podejmowane działania przez rządy i banki centralne, mające poprawić trudną sytuację w branży bankowej i w gospodarkach, okażą się skuteczne i przyniosą w niedalekiej perspektywie zatrzymanie negatywnych tendencji. To tym bardziej słuszne myślenie, że główny plan pomocowy, czyli plan Paulsona niekoniecznie będzie wprowadzony w życie w takiej formie, w jakiej poznaliśmy go kilka tygodni temu. Do tego umacnia się przekonanie, że nie będzie on wystarczający, by wspomóc wszystkie potrzebujące sfery gospodarki. Zresztą mówił o tym wczoraj sam Paulson.

Obrona październikowego dołka na S&P 500 nie rozstrzyga jego losów. Walka o jego zdobycie trwa nadal. Ze względu na słabość odbicia od tego wsparcia wciąż w lepszej sytuacji są niedźwiedzie. Wystarczy praktycznie najmniejszy spadek, by dopięły swego.

U nas WIG przełamał wczoraj ostatnie wsparcie, jakie broniło dostępu do tegorocznego dołka. Zasłonięta została luka hossy, z dolną granicą przy 26,2 tys. pkt. Widać, że rynek jest słaby, głównie ze względu na ograniczoną aktywność kupujących. Świadczy o tym skromna aktywność inwestorów. Wczoraj obroty co prawda były wyraźnie większe od poniedziałkowych (co trzeba zapisać na korzyść pesymistów), ale generalnie ich poziom nie zadowalał. Duży spadek indeksów wynikał głównie z bierności popytu. Łapacze dołków wykazali swoją aktywność pod koniec października, teraz nie mają powodów do bardziej aktywnych działań. Natomiast inwestujący o nieco dłuższym horyzoncie wciąż czekają.

Próbując odgadnąć koniunkturę na najbliższe dni warto jeszcze odwołać się do analizy technicznej. Wczoraj MACD, popularny wskaźnik obrazujący kierunek i siłę trendu, na wykresie S&P 500 wysłał sygnał sprzedaży, przebijając linię sygnalną. W przypadku naszego WIG wciąż takiej wskazówki nie mamy, co dodaje znaczenia najbliższym sesjom. Wysłanie takiego sygnału w USA wskazuje, a u nas wskazywałoby, że w perspektywie najbliższych dni nie można liczyć na poprawę koniunktury.

Warto też odnotować wzrost bazowej inflacji PPI w USA do 4,4%, czyli najwyższego poziomu od końca lat 80. Mimo całej radości ze spadku ogólnych wskaźników inflacji to pokazuje, że kwestia nadmiernego wzrostu cen w amerykańskiej gospodarce nie została jeszcze całkowicie rozwiązana. Dziś nikt na to nie zwraca uwagi, bo dominuje przekonanie, że nadchodząca recesja rozwiąże same te problemy, ale jeśli w kolejnych miesiącach bazowe wskaźniki nie zaczną topnieć, to ta sprawa może wrócić w centrum uwagi. W tym kontekście warto przyjrzeć się dzisiejszym danym o inflacji CPI w USA. Uwagę też na pewno przykują dane z rynku nieruchomości o liczbie rozpoczętych budów i pozwoleń na budowę.

Katarzyna Siwek
Autorka jest specjalistką Expandera


 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Siwek

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Expander: Na GPW brakuje popytu