Słupsk. Należące do Grupy Schiedera, niemieckiego potentata w produkcji mebli, Słupskie Fabryki Mebli nie uruchomią już produkcji w obiektach przy ul. Bolesława Krzywoustego w Słupsku, co szefowie firmy obiecywali kilka miesięcy temu, gdy dzierżawiące od nich pomieszczenia i załogę Bydgoskie Fabryki Mebli zwalniały 400 pracowników.
— Recesja w branży i analiza kosztów spowodowała, że właściciel SFM zrezygnował z tego projektu — mówi Karol Lange, prezes SFM.
Według niego, fabryka musiałaby ponosić wysokie koszty związane z opłatami środowiskowymi. Wniosek SFM o zwolnienie z tych opłat nie zyskał akceptacji magistratu.
Teraz SFM koncentruje się na zarządzaniu nieruchomościami spółki i tworzeniu sieci tanich sklepów meblowych.
— Pierwszy już działa przy ul. Krzywoustego. Następne powstają pod marką Aldi Meble. Działają one już w Poznaniu, Łodzi, Dzierżoniowie, a w najbliższym czasie uruchomimy je także w Gdańsku i Wrocławiu — wyjaśnia Karol Lange.
Podkreśla, że obecnie SFM nie mają długów. Spółka na bieżąco płaci podatki i rozlicza się ze wszystkimi kontrahentami.
Rolf Demuth, główny właściciel Grupy Schiedera, obiecywał też otwarcie fabryki w Słupskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Prezes Lange zapewnia, że ta sprawa jest nadal aktualna, a firma kończy negocjacje z władzami strefy.
Od przedstawicieli zarządu SSSE dowiedzieliśmy się, że do końca roku wszystkie formalności zostaną załatwione i wtedy grupa Schiedera będzie mogła kupić ziemię w Redzikowie, na której spółka zamierza uruchomić produkcję mebli włoskich. Na budowę fabryki będzie jednak musiała zarobić SFM.
— Obecnie szukamy chętnych na wynajem nieczynnych hal przy ul. Krzywoustego pod hipermarket. Bez pieniędzy ze sprzedaży lub za wynajem hal nie zbudujemy nowej fabryki, w której produkcja będzie rentowna — mówi Karol Lange.