Jeszcze kilka lat temu Donald Trump przekonywał Niemców, że finansują rosyjską machinę wojenną, kupując gaz od Gazpromu. Nord Stream nazywano w Waszyngtonie zagrożeniem dla bezpieczeństwa Europy, a amerykańskie sankcje miały powstrzymać ukończenie drugiego gazociągu. Dziś ten sam projekt może wrócić do gry, tyle że z amerykańskim udziałowcem. Najwyraźniej rosyjski gaz staje się mniej niebezpieczny, kiedy część pieniędzy z jego transportu trafia za Atlantyk.
Jak ustaliła agencja Reuters, Jared Kushner, zięć prezydenta USA, i Kiriłł Dmitrijew, zaufany człowiek Putina, kierujący Rosyjskim Funduszem Inwestycji Bezpośrednich, omawiali możliwość wprowadzenia amerykańskiego inwestora do Nord Streamu. Rozmowy mają być częścią szerszego porozumienia gospodarczego, które mogłoby towarzyszyć zakończeniu wojny w Ukrainie. Biały Dom zastrzega, że ostatnio nie prowadzono dyskusji konkretnie o gazociągach. Jednocześnie podkreśla, że ewentualne transakcje powinny przynosić korzyści amerykańskim firmom i podatnikom.
Kto chce kupić Nord Stream 2? Amerykański miliarder i człowiek Putina
Pomysł nie narodził się wczoraj. Już w listopadzie 2024 r. „Washington Post” opisał starania amerykańskiego przedsiębiorcy Stephena Lyncha o przejęcie Nord Stream 2. Lynch zna rosyjski biznes od podszewki. Uczestniczył w transakcjach dotyczących aktywów rozbitego przez Kreml Jukosu, współpracował z Rosnieftem, a po rosyjskiej inwazji na Ukrainę kupił szwajcarski oddział objętego sankcjami Sbierbanku. Do tej ostatniej transakcji potrzebował specjalnej zgody władz USA.
W przypadku Nord Stream 2 również zabiegał o zezwolenie Waszyngtonu. Przedstawiał swoją ofertę jako sposób na ograniczenie rosyjskich wpływów. Amerykański właściciel miałby kontrolować strategiczną infrastrukturę, którą dotąd trzymał w ręku Gazprom. Tyle że bez rosyjskiego gazu ta infrastruktura pozostaje kosztownym zbiorem rur ułożonych na dnie Bałtyku. Aby inwestycja zaczęła zarabiać, ktoś musiałby ponownie otworzyć rosyjski kurek, a ktoś inny zgodzić się na odbiór surowca.
W marcu 2025 r. „Financial Times” ujawnił kolejną inicjatywę. Jej bohaterem był Matthias Warnig, były oficer enerdowskiej Stasi, wieloletni współpracownik Putina i dawny szef Nord Stream 2. Według gazety zabiegał o reaktywację projektu z udziałem amerykańskiego kapitału. Warnig tym doniesieniom zaprzeczał. Jednak w maju sam Kreml potwierdził, że możliwość przywrócenia dostaw rosyjskiego gazu do Europy pojawiała się w rozmowach z Amerykanami. Wszystko to działo się przed sierpniowym spotkaniem Trumpa i Putina na Alasce. Nie ma natomiast dowodów, że podczas szczytu w Anchorage uzgodniono sprzedaż gazociągu.
Kushner, Łukoil i miliardowe interesy USA z Rosją
Dziś na stole pojawia się coś więcej niż Nord Stream. Według doniesień Reutersa i „New York Timesa” Amerykanie rozmawiają również o przejęciu zagranicznych aktywów Łukoilu. W tej historii przewijają się nazwiska amerykańskich miliarderów, w tym Todda Boehly'ego, współwłaściciela Chelsea, oraz inwestorów z Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Rozważany jest także udział amerykańskiej państwowej instytucji finansowej DFC.
Wszystko układa się w osobliwą koncepcję dyplomacji. Pokój miałby otworzyć drogę do wielomiliardowych interesów, a perspektywa zarobku zachęcać strony do utrzymania porozumienia. Kushner mówi o umowach na rzecz dobrobytu. Problem polega na tym, że wśród przyszłych beneficjentów tego dobrobytu znalazłaby się Rosja, której dochody z eksportu surowców współfinansują wojnę.
Czy Niemcy wznowią import rosyjskiego gazu przez Nord Stream?
Jest jeszcze Berlin. Niemcy, które przez lata traktowały Nord Stream jako przedsięwzięcie czysto gospodarcze, po rosyjskiej inwazji musiały w pośpiechu przebudować swój system zaopatrzenia w gaz. Zapłaciły za to wysoką cenę, ale znalazły alternatywnych dostawców. Obecny rząd nie chce powrotu do rosyjskiego surowca. Domaga się go natomiast partia AfD oficjalnie wspierana przez Elona Muska.
Na dodatek Unia Europejska objęła oba Nord Streamy sankcjami i przyjęła przepisy przewidujące całkowite wygaszenie importu rosyjskiego gazu. Waszyngton może znieść własne ograniczenia, ale nie może jednostronnie zmienić europejskiego prawa. Zmiana właściciela gazociągu nie zmieni też pochodzenia płynącego nim surowca.
Nord Stream a sprawa Polska. Powrót rosyjskiego gazu zagrożeniem dla Europy?
Dla Polski ewentualna reaktywacja gazociągu to szczególnie niekorzystna perspektywa. Przez lata ostrzegaliśmy, że Nord Stream pozwoli Rosji ominąć państwa tranzytowe Europy Środkowej i uczynić dostawy gazu narzędziem politycznego nacisku. Historia przyznała tym obawom sporo racji. Teraz mielibyśmy przyglądać się próbie odbudowy tego samego mechanizmu, tyle że z amerykańskim pośrednikiem.
Nie wiadomo, czy z obecnych rozmów cokolwiek wyniknie. Nie znamy ceny, przyszłego inwestora ani nawet uzgodnionego modelu transakcji. Wiadomo natomiast, że infrastruktura uznawana jeszcze niedawno za strategiczne zagrożenie znów jest przedmiotem negocjacji biznesowych.
Europa przez lata uczyła się, jak kosztowne może być uzależnienie energetyczne od Moskwy. Byłoby osobliwym finałem tej lekcji, gdyby miała ponownie kupować rosyjski gaz tylko dlatego, że tym razem rachunek wystawiałaby jej amerykańska firma.
