Fabryki imigrują do Polski – nawet z Chin

Deweloperzy: firmy masowo przenoszą do nas produkcję. Eksperci od inwestycji i relokacji: jeszcze tego nie widać

Deweloperzy, którzy budują fabryki, mówią o silnym trendzie przenoszenia fabryk ze świata do Polski.

— Liczba zapytań jest dziś kilkakrotnie wyższa niż przed rokiem. Zainteresowane są głównie firmy amerykańskie oraz niemieckie. O ile wcześniej popularna była lokalizacja tuż przy zachodniej granicy, to teraz zauważamy zainteresowanie także okolicami Warszawy, przy autostradzie — mówi Radosław Krochta, członek zarządu MLP Group, spółki, która wynajmuje fabryki dla przemysłu lekkiego.

Można by mnożyć

W listopadzie deweloper Pannatoni poinformował o kontrakcie na budowę fabryki dla niemieckiego producenta foteli lotniczych Recaro Aircraft Seating w Świebodzinie. Z Mediolanu przeniósł się producent wyrobów gumowych Manuli Hydraulics Manufacturing. Zacumował w Radomsku, gdzie wkrótce ma zatrudnić nawet 400 osób. Do parku magazynowego Prologis Park Wrocław przeniesione zostały fabryki części samochodowych Toyota Tsusho Europe oraz części dla przemysłu energetycznego i automatyki ABB. Do Gliwic przeniosła się też fabryka zbiorników chemicznych Mauser, a wcześniej produkcję kokpitów samochodowych do Gorzowa przeprowadziła Faurecia.

— W trakcie negocjacji jest przeniesienie do Polski fabryk, które łącznie mogłyby zająć nawet kilkadziesiąt tysięcy metrów kwadratowych. Klienci pytają przede wszystkim o tereny w strefach ekonomicznych. Są zadowoleni z polskich pracowników, którzy nie dość, że są tańsi, to również wykwalifikowani. Problem nadgodzin, nocnych zmian czy strajków jest u nas rzadki, czego nie można powiedzieć o Francji czy Niemczech — mówi Maciej Chmielewski, partner i szef działu magazynowego Colliers International.

Zachęcające są też stawki czynszów lub zakupu nieruchomości — znacznie niższe w porównaniu z całą Europą Zachodnią oraz konkurencyjne z osiąganą w Czechach, na Węgrzech czy Słowacji. Kilka miesięcy temu część produkcji z Chin do Poznania przeniosła firma PS Concept International, która zajmuje się ozdabianiem produktów reklamowych. Będzie zatrudniać nawet do 1 tys. osób.

— Firmie zależało na szybkości reakcji i możliwości dostarczenia krótkich serii produktów. O relokacjach fabryk coraz częściej nie decyduje cena wytworzenia, ale jakość produkcji — mówi Piotr Bzowski, który odpowiada za najmy w firmie deweloperskiej PointPark Properties. — Dalekowschodnie rynki dla naszych klientów już nie są tak atrakcyjne kosztowo jak kilka lat temu — dodaje Maciej Chmielewski.

Nic nie widzą

Trendu, o którym mówią deweloperzy, nie obserwują eksperci od inwestycji zagranicznych.

— Gdybym zauważył, że firmy zamykają fabryki i przenoszą je do Polski, musiałbym złożyć skargę na siebie do Komisji Europejskiej, bo nie wolno wspierać relokacji. Ale obserwuję zainteresowanie inwestycjami produkcyjnymi, które i tak stanowiły dotąd większość, bo 60 proc. wszystkich projektów. Teraz jest ich znacznie więcej — mówi Sławomir Majman, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. Wtórują mu przedstawiciele tzw. wielkiej czwórki.

— Obserwuję raczej zmianę struktury organizacyjnej i lokowanie nowych procesów poza Europą Zachodnią. W takich przypadkach Polska ma bardzo duże szanse, bo jesteśmy na topie — twierdzi Adam Żołnowski z PwC.

— Mamy do czynienia z nowymi inwestycjami, gdzie przenoszona jest część maszyn. Nie dochodzi już do takich sytuacji, jak w przeszłości, gdy firmy zamykały fabryki w Wielkiej Brytanii, we Francji czy Niemczech, pakowały wszystko i transportowały do Polski — uważa Paweł Tynel z Ernst & Young.

— Prowadzimy 50 projektów. Jest wśród nich dużo inwestycji produkcyjnych, ale delokalizacji jest niewiele i dotyczą w zasadzie jedynie inwestycji spoza Europy, głównie z USA — mówi Magdalena Burnat- Mikosz, partner w Deloitte.

— Niewykluczone jednak, że za kilka miesięcy zaobserwujemy to, co deweloperzy widzą już dziś — przypuszcza Kiejstut Żagun z KPMG.

Nasza gwiazda zgasła

Boomu na Polskę nie widzi także Bartosz Świderek, wiceprezes i współwłaściciel Pol-Inoweksu, firmy, która od ponad 20 lat zajmuje się przenoszeniem fabryk.

Według niego, to Rumunia jest dziś gwiazdą relokacji, tak jak Polska w połowie lat 90. ubiegłego wieku. Nadal wiele firm decyduje się produkować tam, gdzie jest taniej. Pol-Inowex przenosi fabrykę z Holandii do Polski czy silos duńskiego koncernu Nordzucker z Węgier na Litwę (to największy w historii spółki kontrakt, według litewskiego dziennika Lietuvos Rytas wartość całej inwestycji wyniesie 5,8 mln EUR). Jednak w wielu przypadkach nie chodzi o cięcie kosztów. Pol -Inowex ma klientów, dla których relokuje zakłady z Polski do Włoch i z Tajwanu do Niemiec, bo firmy chcą umieścić całą produkcję w jednym ośrodku. W przypadku dużych koncernów decydują kwestie polityczne i społeczne. Przykładem może być odebranie produkcji pandy tyskim zakładom Fiata.

— Zdarzało się nam przenosić fabryki, które były zamykane, choć osiągały najlepsze wyniki w grupie. Zarząd najpierw podejmował decyzję o ich zamknięciu, a dopiero potem zlecał analitykom znalezienie uzasadnienia tej decyzji. Jakiś argument zawsze się znalazł — opowiada Bartosz Świderek. Wspomina też o niedoszłym kliencie z Niemiec, który chciał przenieść zakład do Polski, ale nie pozwolili na to związkowcy.

— Fabryka została w Niemczech, gdzie pracuje na jedną zmianę, a powinna na trzy. W Polsce nie byłoby z tym problemu. Dwa lata temu nikt by się związkami zawodowymi nie przejmował. Teraz, gdy bezrobocie jest wysokie, to dla koncernów bardzo trudne decyzje. Wiele fabryk egzystuje, bo nikt nie ma siły przeciwstawić się związkom — mówi wiceprezes Pol -Inoweksu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk, Emil Górecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Fabryki imigrują do Polski – nawet z Chin