Faktoring odwrotny zamiast kredytu

Sylwia WedziukSylwia Wedziuk
opublikowano: 2013-03-08 00:00

Zatory płatnicze sprawiły, że coraz więcej przedsiębiorców interesuje się rozwiązaniem, które w pewnych przypadkach doskonale zastąpi im kredyt

W czasie spowolnienia gospodarczego rynkowi kredytowemu nie powodzi się najlepiej. Banki zaostrzają wymagania, a firmy niechętnie zaciągają zobowiązania. Obu stronom przydałaby się alternatywa. W tej roli dobrze rokuje faktoring odwrotny — i firmy, i banki dostrzegły jego potencjał.

SUKCES BEZ PROMOCJI: Faktoring odwrotny to dobra alternatywa dla kredytu. Firmy odkryły to same. — Rzadko się zdarza, żeby produkt zaczął się dobrze sprzedawać, choć nigdy nie był w żaden sposób promowany. Tak się obecnie dzieje z faktoringiem odwrotnym — twierdzi Paweł Kacprzak, dyrektor ds. faktoringu w Raiffeisen Polbank. [FOT. WM]
SUKCES BEZ PROMOCJI: Faktoring odwrotny to dobra alternatywa dla kredytu. Firmy odkryły to same. — Rzadko się zdarza, żeby produkt zaczął się dobrze sprzedawać, choć nigdy nie był w żaden sposób promowany. Tak się obecnie dzieje z faktoringiem odwrotnym — twierdzi Paweł Kacprzak, dyrektor ds. faktoringu w Raiffeisen Polbank. [FOT. WM]
None
None

Jak to działa

Aby wyjaśnić, na czym polega faktoring odwrotny, posłużymy się przykładem. Będzie nim cukiernia, która produkuje i sprzedaje wyłącznie ciasteczka maślane, do czego potrzebuje trzech składników: mąki, masła i cukru. Współpracuje więc na stałe z trzema dostawcami. Wszyscy najchętniej za dostarczone produkty dostaliby pieniądze od razu. Ale to nie takie proste — nasza cukiernia chciałaby, wziąć mąki, masła i cukru dużo więcej niż ma na to gotówki — dzięki temu będzie mogła wyprodukować więcej ciasteczek, a dostawców składników spłacić, dopiero gdy ciasteczka sprzeda. Najlepiej za 60 dni.

Dostawcy natomiast nie tylko boją się, że nie dostaną swoich pieniędzy, ale też potrzebują ich na bieżącą działalność, więc najchętniej skróciliby termin płatności do minimum. Mogą się zabezpieczyć, kupując faktoring klasyczny — wtedy od firmy faktoringowej dostaną pieniądze (a przynajmniej większą ich część) od razu, a dłużnik (czyli cukiernia) zostanie poinformowany o cesji wierzytelności i zapłaci już do faktora w późniejszym umówionym terminie (np. za 60 dni).

To dobre rozwiązanie. Tyle że faktoring to dla dostawców dodatkowy koszt — faktorzy nie świadczą swoich usług za darmo. A więc cukiernia zyska dłuższe terminy płatności, ale trudniej będzie jej negocjować jakiekolwiek upusty czy lepsze warunki współpracy z dostawcami.

Jeśli ci faktoringu nie kupią — muszą się liczyć z utratą płynności. Tym bardziej że w naszym kraju nawet umówienie się na późniejszy termin płatności wcale nie gwarantuje, że pieniądze trafią do nas dokładnie w tym terminie.

Co może zrobić odbiorca (cukiernia), któremu też zależy na dobrej współpracy z dostawcami? Może się godzić na krótsze terminy płatności, a na sfinansowanie zakupów wziąć kredyt. Ale kredyt to dzisiaj dla firm ostateczność. Samo uzyskanie nie jest takie proste, bo trzeba się pochwalić dobrą kondycją finansową i posiadać zabezpieczenie, a do tego liczyć się ze sporym kosztem takiego finansowania.

I tutaj do akcji wkracza faktoring odwrotny. W przeciwieństwie do klasycznego, w tym przypadku do faktora przychodzi cukiernia, a nie jej dostawcy. To cukiernia zawiera umowę z firmą faktoringową i pokrywa koszt jej usług. W ramach tej umowy faktor będzie płacił dostawcom cukierni za dostarczone jej towary i usługi od razu, a na pieniądze od niej samej poczeka dłużej (np. wymarzone przez cukiernię 60 dni). Tym sposobem wszyscy będą zadowoleni — dostawcy, bo dostaną swoje pieniądze szybciej, cukiernia, bo będzie mogła zapłacić w wydłużonym terminie, i faktor — bo za darmo nie pracuje.

Wiele wspólnego z kredytem

Faktoring odwrotny trudniej dostać niż klasyczny. Z jednej strony dlatego, że na naszym rynku to jeszcze bardzo niszowy produkt. Nie znajdziemy go więc w każdej instytucji zajmującej się tego typu finansowaniem.

— Taką formę faktoringu oferuje około połowa funkcjonujących na naszym rynku instytucji faktoringowych — szacuje Jerzy Dąbrowski, dyrektor Departamentu Faktoringu i Finansowania Handlu w Banku Millennium.

Po drugie faktoring odwrotny jest dla faktorów bardziej ryzykowny niż klasyczna wersja tego produktu, ponieważ całe ryzyko firmy faktoringowej koncentruje się na jednym podmiocie — odbiorcy (czyli cukierni).

— Produkt w całości opiera się na odbiorcy. Nie mamy żadnych regresów do dostawców. Więc jak odbiorca nie zapłaci, to nie mamy skąd ściągnąć pieniędzy — przyznaje Paweł Kacprzak, dyrektor ds. faktoringu w Raiffeisen Polbank.

Fakt, że klientów starających się o faktoring odwrotny trzeba oceniać surowszym okiem, zbliża tę formę finansowania do kredytu.

— Stopień akceptacji klientów zainteresowanych faktoringiem odwrotnym jest podobny do tego przy kredycie — przyznaje Jerzy Dąbrowski.

Banki mają plany

Firmy faktoringowe w ostatnim czasie zauważyły wzmożone zainteresowanie przedsiębiorców faktoringiem odwrotnym.

— Rzadko się zdarza, żeby produkt zaczął się dobrze sprzedawać, choć nigdy nie był w żaden sposób promowany — mówi Paweł Kacprzak. Zainteresowanie klientów skłoniło Raiffeisen Polbank do refleksji, że trzeba na produkt zwrócić większą uwagę. Teraz bank wiąże z nim wiele planów.

— Dzięki faktoringowi odwrotnemu możemy klientowi zaproponować rozwiązanie dla faktur nie tylko sprzedażowych, ale również zakupowych — mówi Paweł Kacprzak.

Plany wobec faktoringu odwrotnego ma również drugi bardzo ważny gracz na tym rynku — BZ WBK Faktor, który wprowadzado oferty nowy produkt będący rozbudowaną formą dotychczas dostępnego w banku faktoringu odwrotnego. Tak więc informacje o śmierci tego produktu w BZ WBK Faktor są mocno przesadzone.

— Nie wycofaliśmy się z faktoringu odwrotnego. Jest on u nas jak najbardziej dostępny i cieszy się dużym zainteresowaniem, choć w ostatnim czasie został nieco zmodyfikowany. Ponieważ jest to produkt obarczony większym ryzykiem niż klasyczny faktoring zawsze zabezpieczaliśmy się w jego przypadku dodatkowym ubezpieczeniem, którego koszty ponosił klient. Ale od kiedy stawki ubezpieczeń mocno poszły w górę, przestało się to opłacać naszym klientom. Zaczęliśmy więc stosować twarde zabezpieczenia, np. hipotekę czy też poręczenia, lub też szukamy zabezpieczenia w formie faktoringu na należności — tłumaczy Sebastian Kunicki z BZ WBK Faktor.

Stąd faktoring odwrotny w BZ WBK jeszcze bardziej przypomina kredyt. Interesujące może się jednak okazać nowe, wprowadzane przez BZ WBK Faktor rozwiązanie — rozszerzona wersja faktoringu odwrotnego, który firma chce oferować dużym korporacjom. Od zwykłego faktoringu odwrotnego „Confirming® finansowanie dostaw” różni się, między innymi tym, że koszt finansowania leży po stronie dostawców korporacji, choć to korporacja pozostaje klientem faktora. Wiele wskazuje więc na to, że w dobie słabnącego rynku kredytowego banki mogą się skupić właśnie na faktoringu.

— Myślę, że popularność faktoringu odwrotnego będzie rosła, szczególnie że łączy on w sobie zalety finansowania celowego z możliwością wydłużenia okresu na spłatę własnych zobowiązań handlowych, nie powodując przy tym zmiany charakteru samego zobowiązania — przyznaje Jerzy Dąbrowski.

W kolejnym tekście na temat faktoringu odwrotnego damy głos firmom, które z takiego rozwiązania korzystają. I podpowiemy, jak na faktoringu odwrotnym można zarobić.