Faktoring spodobał się przedsiębiorcom nie tylko jako usługa finansowa, ale także… pomysł na biznes. Nic dziwnego — branża co roku notuje około 20-procentowy wzrost obrotów. Dlatego zainteresowanych oferowaniem tego typu usług jest coraz więcej. I to nie tylko w branży finansowej. Pojawiają się również niezależne spółki faktoringowe, ale przede wszystkim firmy, które tworzą produkty quasi-faktoringowe.

— Faktoring cieszy się coraz większym powodzeniem, więc naturalne, że mamy coraz więcej ofert. Musimy być przygotowani, że konkurencja będzie jeszcze większa — mówi Małgorzata Szymańska, dyrektor departamentu faktoringu w Banku Ochrony Środowiska.
Przyjemność kosztuje
Rozwiązania, które się pojawiają, są coraz bardziej oryginalne. Niedawno opisywaliśmy inviPay, platformę internetową, której mechanizm działania polega na tym, że sprzedawca wprowadza zamówienia albo faktury do inviPay, a kupujący akceptuje je do rozliczenia. Po tym jak jedna ze stron potwierdzi, że usługa została wykonana albo produkt odebrany, kupujący może zapłacić za transakcję gotówką albo fakturami sprzedaży. W pierwszej kolejności inviPay płaci sprzedawcy, a kupujący rozlicza się z platformą w dogodnym dla siebie terminie, maksymalnie po 120 dniach. Taka przyjemność kosztuje 1,99 proc. wartości faktury sprzedaży, ale opłata zależy od terminu wymagalności i jest naliczana za każde 15 dni.
Do tego przelew pieniędzy przed terminem wymagalności wymaga zapłaty dodatkowych 0,99 proc. od wartości wypłaty. Kolejny przykład to działająca od 2013 r. Faktorama — internetowa platforma aukcji faktur. Umożliwia przedsiębiorcom umieszczenie na aukcji faktury po jej wystawieniu. Zainteresowane jej zakupem podmioty w postaci firm faktoringowych, banków oraz prywatnych inwestorów konkurują między sobą, przebijając cenę.
Po zakończeniu aukcji inwestor przelewa na konto wierzyciela zaliczkę (z reguły 70-90 proc. wartości faktury), a po otrzymaniu płatności od odbiorcy pozostałą część należności. Dzięki temu wierzyciel na pieniądze za daną fakturę nie musi czekać, ale w zamian nie dostaje 100 proc. jej wartości. Przy tym, oprócz prowizji inwestora, Faktorama pobiera opłatę w wysokości 0,5 proc. wartości aukcji, ale nie mniej niż 50 zł, niezależnie od dyskonta wylicytowanego przez inwestora.
Funkcja edukacyjna
Zdaniem Pawła Kacprzaka, dyrektora ds. faktoringu w Raiffeisen Polbanku, takie rozwiązania mają bardzo wiele wspólnego z faktoringiem, ale różnią się ceną.
— Wygląda to jak porównanie „chwilówki” z kredytem konsumpcyjnym w banku — różnica jest bardzo duża, jednak z drugiej strony takie rozwiązania dają szansę, że produkty a’la faktoring trafią do mikrofirm, dla których my ofertę mamy nadal skąpą — twierdzi Paweł Kacprzak. Podobnego zdania jest Jerzy Dąbrowski, dyrektor generalny Bibby Financial Services.
— Wydaje się, że większość firm, które tworzą także rozwiązania quasi-faktoringowe, to podmioty, które raczej uzupełniają ofertę instytucji faktoringowych, nie stając się dla nich poważną konkurencją. To istotne zwłaszcza w segmencie mniejszych firm, gdzie poza kilkoma podmiotami nie mamy zbyt wielu instytucji na rynku, które oferowałyby faktoring najmniejszym przedsiębiorcom — tłumaczy Jerzy Dąbrowski. Jego zdaniem, każdy nowy podmiot na tym rynku pełni też funkcję informacyjną i edukacyjną. A niska świadomość dotycząca potrzeb zabezpieczenia w handlu przez lata blokowała rozwój rynku faktoringu. Do tego miejsca starczy dla wszystkich, pomimo że konkurencja jest duża i od kilku lat trwa wojna cenowa.
— Szacujemy w Polskim Związku Faktoringu (PZF), że firm, które mogłyby skorzystać z faktoringu, jest w Polsce ok. 80 tys., a korzysta z niego zaledwie ok. 8 tys. podmiotów. To prawda, że wśród faktorów panuje spora konkurencja, ale firmy faktoringowe często nie walczą o tych samych klientów — wśród każdych dziesięciu zdobytych przez nas nowych klientów jest jeden, góra dwóch, dla których złożenie oferty wiąże się z rywalizacją z innym faktorem — twierdzi Jerzy Dąbrowski.
Na własną rękę
Większa konkurencja to dobra informacja dla klientów faktorów. Będzie taniej. Podobnemu zjawisku może sprzyjać jeszcze inny trend, który obserwują na swoim poletku faktorzy. Chodzi o tworzenie własnych rozwiązań faktoringowych również przez same firmy — potencjalnych klientów faktorów. Podobne praktyki coraz częściej stosują duże koncerny, oferując faktoring rzeszy dostawców, którymi są zwykle znacznie mniejsi przedsiębiorcy.
Tworzone przez nich programy polegają na tym, że dostawca, który normalnie otrzymuje od koncernu termin płatności 60 dni, może pieniądze dostać szybciej, np. 14 dni od daty dostawy. Ale nie za darmo. Dłużnik w zamian za to, że zapłaci wcześniej, potrąci sobie co nieco z faktury, w efekcie wierzyciel otrzyma np. 98 proc. jej wartości.
— W tym wariancie można oczekiwać rozwiązań polegających na finansowaniu zarówno kontrahentów, jak i dostawców. Ze względu na siłę finansową koncernów może to mieć wpływ na kształt naszego rynku w dłuższej perspektywie. Krótkofalowo taka sytuacja może być bardzo korzystna dla firm korzystających z faktoringu, gdyż każde wejście nowego dużego gracza będzie się wiązało z kolejnymi obniżkami cen, co w efekcie może doprowadzić do drastycznego spadku dochodowości w branży i rozpoczęcie wycofywania faktoringu z oferty, jako produktu nierentownego — twierdzi Dariusz Steć, przewodniczący Komitetu Wykonawczego PZF. Zdaniem Sebastiana Grabka, dyrektora centrum faktoringu w banku HSBC Polska, oferowanie rozwiązań faktoringowych przez koncerny ich dostawcom funkcjonuje już od kilku, lat nie jest jednak zjawiskiem na dużą skalę.
— Warto zauważyć, że takie rozwiązania często nie są tworzone od podstaw przez koncerny, ale we współpracy z bankiem lub faktorem, a więc nie stanowią zagrożenia dla dalszego dynamicznego rozwoju faktoringu oferowanego przez wyspecjalizowane podmioty — twierdzi Sebastian Grabek.
Specjalizacja w cenie
Jerzy Dąbrowski zwraca uwagę, że jesteśmy w dobie outsourcingu. Jego zdaniem, doświadczenie pokazuje, że najlepsze efekty przynosi skupienie się na kluczowych aspektach prowadzonej działalności. Pozostaje zatem zastanowić się, czy takie koncerny prędzej czy później nie uznają, że lepiej będzie faktoring po prostu zlecić na zewnątrz. Warto też zwrócić uwagę, czy koncern, oferując tego typu usługi, nie zachowuje się nieuczciwie.
— Część sieci w zamian za to, że akceptuje danego dostawcę do programu finansowania dostawców, wymaga wydłużenia np. o 14 dni pierwotnego terminu płatności. Czyli: chcesz dostawać pieniądze przed terminem, najpierw zgódź się na wydłużenie terminu płatności z 60 dni do 75 dni — przestrzega Paweł Kacprzak. Generalnie faktorzy skłaniają się raczej ku innemu scenariuszowi rozwoju rynku faktoringu. Ich zdaniem, nowe firmy będą wypełniać nisze.
— Oferta faktoringu powinna iść w kierunku większej specjalizacji — a więc podmiotów nastawionych na obsługę firm danej wielkości albo działających w danych branżach. W tym właśnie kierunku rozwinęło się wiele zachodnich rynków europejskich, gdzie działa mnóstwo wyspecjalizowanych firm faktoringowych — twierdzi Małgorzata Szymańska.