Nie będzie wcześniejszych emerytur dla nauczycieli
W rządzie zaiskrzyło z powodu emerytur pomostowych. Minister pracy ustępuje związkowcom, premier pozostaje twardy.
W niedzielę rząd świętował pierwszą rocznicę działalności. Niemal wszyscy ekonomiści podkreślali, że największym osiągnięciem gospodarczym gabinetu Donalda Tuska jest konsekwencja w uzdrawianiu finansów publicznych przez cięcie przywilejów emerytalnych. Dwa dni potem ten sukces w kilka minut przerodził się w porażkę.
Ekonomiści: to bez sensu
Minister pracy Jolanta Fedak powiedziała, że wbrew przegłosowanym wcześniej przez Sejm przepisom zamierza do 2032 r. zostawić wcześniejszą emeryturę dla nauczycieli. W porównaniu z obecnymi przepisami wydłużyłby się jedynie wiek emerytalny. Związkowcy przyjęli te słowa z radością. Eksperci osłupieli.
— To złamanie reformy, według której tylko kryteria medyczne miały decydować o wcześniejszej emeryturze. Jeśli propozycje pani minister wejdą w życie, nie będzie ani reformy emerytalnej, ani reformy finansów publicznych. Zmieniłaby się też moja ocena działalności rządu — komentuje ekonomista Ryszard Petru, który wcześniej chwalił działalność rządu.
Obecnie wcześniejsze emerytury obejmują 1,1 mln osób. Według uchwalonych przez Sejm najnowszych przepisów, od 1 stycznia 2009 r. przywilej zachowa tylko 270 tys. pracowników, którzy — zdaniem ekspertów medycyny pracy — nie mogą pracować tak długo jak inni. Gdyby emeryturami objąć nauczycieli, liczba ta wzrosłaby o blisko pół miliona.
— Dlatego przyznanie przywileju tylko tej grupie sprawiłoby, że szlag trafiłby całą reformę. Jeśli wykluczamy jedną grupę, takiego samego traktowania zaczną domagać się inne, np. kolejarze — mówi Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.
Podobnie myślą pracodawcy.
— Propozycja minister pracy byłaby wyłomem w reformie — mówi Andrzej Malinowski, prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich.
Zaskoczenia nie kryje też prof. Marek Góra, twórca reformy emerytalnej.
— Wydłużanie listy jest bezzasadne, kryteria medyczne zostały ustalone. Podważanie tych uzgodnień wywraca sens zmian. Gdyby propozycje weszły w życie, byłby to duży koszt dla społeczeństwa. Lepiej byłoby te pieniądze przeznaczyć na podwyżki dla nauczycieli. Albo jedno, albo drugie — mówi prof. Marek Góra.
Premier: pierwsze słyszę
Wypowiedź PSL-owskiej minister zszokowała nie tylko ekonomistów, ale też koalicjanta. Najpierw od propozycji Jolanty Fedak odciął się Zbigniew Chlebowski, szef Klubu Parlamentarnego PO.
— Uzgodniliśmy, że potrzebny jest projekt dotyczący jakiegoś okresu przejściowego dla nauczycieli, ale nie ma mowy, żeby były to emerytury pomostowe. Nie ma i nie będzie zgody na jakiekolwiek rozszerzenie wcześniejszych emerytur o nauczycieli. To była samodzielna decyzja pani minister — podkreślił Zbigniew Chlebowski.
Kilkadziesiąt minut potem wątpliwości rozwiał przebywający nad Zatoką Perską premier. Nazwał wypowiedź minister nieporozumieniem.
— Jeśli dobrze rozumiem, jest to jakiś pomysł poselski PSL. On oczywiście nie był ze mną konsultowany — oświadczył Donald Tusk.
Premier zapowiedział, że po powrocie wyjaśni zajście.
— Rząd wie, co robi. Jeśli pani Fedak będzie forsować swoją propozycję, można zastąpić ją bardziej racjonalnie myślącym ministrem — mówi Janusz Jankowiak.