FBI rozkręca się w Polsce

Karol JedlińskiKarol Jedliński
opublikowano: 2015-04-08 00:00

Amerykańscy agenci mają pełne ręce roboty. Pod lupą śledczych nad Wisłą są nie tylko korporacje zza oceanu

Przy wejściu ochroniarze świdrują cię wzrokiem, prześwietlają torby, za bramką zabierają wszelką elektronikę. Każde drzwi otwierane są kodem lub kartą — w końcu to ambasada najpotężniejszego państwa na świecie. W pokoju szefowej Federalnego Biura Śledczego (FBI) w Polsce panuje lekki półmrok. Na stoliku amerykańska klasyka: kubek kawy z ekspresu przelewowego. Nie będziemy jednak rozmawiać o szmuglerach diamentów z Meksyku, lądowaniu kosmitów w Roswell czy strzelaninach w opustoszałych fabrykach. To nie plan filmowy, lecz twarde biznesowe realia.

TAJEMNICA:
TAJEMNICA:
To tu, w amerykańskiej ambasadzie, pracują agenci FBI w Polsce. Nad czym? To jest tajne. Na pewno nie ślęczą nad drobną przestępczością, lecz nad aferami dużego kalibru, które trafią na pierwsze strony gazet.
Marek Wiśniewski

Monika A. Wasiewicz, najwyższa rangą agentka FBI w Polsce, ma ręce pełne roboty tam, gdzie amerykański i polski biznes łamie reguły gry. Jej zespół, w zależności od obowiązków, ma nawet 8 osób. Agenci śledzą, szukają, dowodzą łapówkarstwa, szpiegostwa przemysłowego, defraudacji czy wszelkich odmian korupcji.

— Właśnie przyjechał do Warszawy kolejny agent do wsparcia naszych działań. Jest dużo spraw — mówi Monika A. Wasiewicz.

Afera za 100 mln

FBI w Polsce to nie jest państwo w państwie — zastrzega agentka. Amerykańskie służby mają umowy o współpracy z polskimi służbami. O każdym swoim ruchu informują polskich partnerów, muszą też mieć zgodę na poszczególne działania. Co nie zmienia faktu, że FBI to najskuteczniejsza policja śledcza na świecie, dysponująca największym budżetem.

— Bywa tak, że badamy coś w Polsce, ponieważ FBI w USA znalazło dowody na przestępcze praktyki w danej firmie i jej oddziałach, także w Europie. Nie ma jednak jednej reguły. Nierzadko jest tak, że np. korupcja to inicjatywa lokalnych oddziałów korporacji — ocenia szefowa FBI nad Wisłą.

Pod lupą amerykańskich śledczych (Monika A. Wasiewicz zrzekła się polskiego obywatelstwa, by móc wstąpić do służb) są nie tylko spółki z amerykańskim kapitałem, ale także działające w USA lub powiązane z tamtym systemem finansowym (np. notowane na amerykańskich giełdach). Według informacji „PB”, dużą część pracy FBI w Polsce wciąż pochłaniają trzy głośne sprawy na tle korupcyjnym. W 2012 r. podejrzenia łapówkarstwa padły na polskie struktury HewlettPackard oraz IBM (tzw. infoafera, w której Hewlett-Packard przyznał się do winy i zapłacił ponad 100 mln USD kary).

W ostatnich latach śledczy drobiazgowo sprawdzali także biznesowe ścieżki koncernu Stryker (sprzęt dla szpitali) czy GlaxoSmithKline (brytyjska korporacja notowana na nowojorskiej giełdzie, podejrzana o masowe łapówki dla polskich lekarzy). Kilka innych, równie głośnych, afer wypłynąć może jeszcze w tym roku.

Słuch i sygnały

W jaki sposób działają agenci FBI w Polsce? Raczej mało hollywoodzki.

— Podsłuchy, śledzenie poczty elektronicznej? To jest jeden ze środków, ale używamy go w ostateczności — twierdzi Monika A. Wasiewicz. Agent pod przykryciem? Owszem, jednak wprowadzanie agenta w struktury firmy, bezpośrednie prowokacje nie wchodzą w grę. Coraz większą rolę odgrywają tzw. sygnaliści, czyli osoby, które donoszą o nieprawidłowościach w firmach. Robią też to same firmy, które np. korzystają w Polsce z pośrednictwa dystrybutorów. — Amerykańskie firmy w umowach dystrybucyjnych mają zazwyczaj zapisane prawo do audytu pośrednika. Jeśli same powiadomią służby o wykrytych przestępstwach, mogą liczyć na obniżenie kary — wyjaśnia Monika A. Wasiewicz.

Więcej — oddani sygnaliści z rynków finansowych od 2010 r. mogą liczyć nawet na milionowe wypłaty. Ustawa Dodd-Frank Act przewiduje nagrody pieniężne w wysokości od 10 do 30 proc. wartości należności otrzymanych przez instytucje nadzorcze dzięki informacji od sygnalisty w przypadku, gdy ich suma przekroczy 1 mln USD. Ustawa obejmuje także obywateli spoza USA. Przedstawicielka FBI zaznacza, że mury ambasady otwarte są dla sygnalistów. Kawy jest dosyć. © Ⓟ

Afery z amerykańskim akcentem

Ostatnie lata działalności FBI to głównie cztery głośne śledztwa, z czego dwa dotyczyły dwóch amerykańskich gigantów informatycznych: HP oraz IBM. Według ustaleń śledczych zza oceanu, koncerny niewłaściwie nadzorowały swoich pracowników zatrudnionych w filiach w Polsce. Menedżerowie HP i IBM w latach 2008-10 wręczali wielomilionowe łapówki urzędnikom odpowiedzialnym za cyfryzację urzędów publicznych i przetargi związane z tym procesem. Efekt? HP ograniczył działalność polskiego oddziału firmy, wycofując się w dużym stopniu z przetargów.

Po przyznaniu się do winy zapłacił też ponad 100 mln USD kary orzeczonej przez amerykańskiego nadzorcę giełdowego. Pod lupą śledczych w Polsce znalazł się również brytyjski koncern farmaceutyczny GlaxoSmithKline (GSK), notowany na nowojorskiej giełdzie. Koncern już w 2012 r. zapłacił 3 mld USD kary za nakłanianie pracowników do korumpowania lekarzy m.in. w USA.

Okazało się, że ten proceder uprawiał także w Polsce. Na grząski grunt w sektorze medycznym wszedł także sprzedający sprzęt ortopedyczny koncern Stryker. Śledztwo FBI i CBA wykazało, że wsparciem sprzedaży także były łapówki.

Możesz zainteresować się również: