Przy wejściu ochroniarze świdrują cię wzrokiem, prześwietlają torby, za bramką zabierają wszelką elektronikę. Każde drzwi otwierane są kodem lub kartą — w końcu to ambasada najpotężniejszego państwa na świecie. W pokoju szefowej Federalnego Biura Śledczego (FBI) w Polsce panuje lekki półmrok. Na stoliku amerykańska klasyka: kubek kawy z ekspresu przelewowego. Nie będziemy jednak rozmawiać o szmuglerach diamentów z Meksyku, lądowaniu kosmitów w Roswell czy strzelaninach w opustoszałych fabrykach. To nie plan filmowy, lecz twarde biznesowe realia.

Monika A. Wasiewicz, najwyższa rangą agentka FBI w Polsce, ma ręce pełne roboty tam, gdzie amerykański i polski biznes łamie reguły gry. Jej zespół, w zależności od obowiązków, ma nawet 8 osób. Agenci śledzą, szukają, dowodzą łapówkarstwa, szpiegostwa przemysłowego, defraudacji czy wszelkich odmian korupcji.
— Właśnie przyjechał do Warszawy kolejny agent do wsparcia naszych działań. Jest dużo spraw — mówi Monika A. Wasiewicz.
Afera za 100 mln
FBI w Polsce to nie jest państwo w państwie — zastrzega agentka. Amerykańskie służby mają umowy o współpracy z polskimi służbami. O każdym swoim ruchu informują polskich partnerów, muszą też mieć zgodę na poszczególne działania. Co nie zmienia faktu, że FBI to najskuteczniejsza policja śledcza na świecie, dysponująca największym budżetem.
— Bywa tak, że badamy coś w Polsce, ponieważ FBI w USA znalazło dowody na przestępcze praktyki w danej firmie i jej oddziałach, także w Europie. Nie ma jednak jednej reguły. Nierzadko jest tak, że np. korupcja to inicjatywa lokalnych oddziałów korporacji — ocenia szefowa FBI nad Wisłą.
Pod lupą amerykańskich śledczych (Monika A. Wasiewicz zrzekła się polskiego obywatelstwa, by móc wstąpić do służb) są nie tylko spółki z amerykańskim kapitałem, ale także działające w USA lub powiązane z tamtym systemem finansowym (np. notowane na amerykańskich giełdach). Według informacji „PB”, dużą część pracy FBI w Polsce wciąż pochłaniają trzy głośne sprawy na tle korupcyjnym. W 2012 r. podejrzenia łapówkarstwa padły na polskie struktury HewlettPackard oraz IBM (tzw. infoafera, w której Hewlett-Packard przyznał się do winy i zapłacił ponad 100 mln USD kary).
W ostatnich latach śledczy drobiazgowo sprawdzali także biznesowe ścieżki koncernu Stryker (sprzęt dla szpitali) czy GlaxoSmithKline (brytyjska korporacja notowana na nowojorskiej giełdzie, podejrzana o masowe łapówki dla polskich lekarzy). Kilka innych, równie głośnych, afer wypłynąć może jeszcze w tym roku.
Słuch i sygnały
W jaki sposób działają agenci FBI w Polsce? Raczej mało hollywoodzki.
— Podsłuchy, śledzenie poczty elektronicznej? To jest jeden ze środków, ale używamy go w ostateczności — twierdzi Monika A. Wasiewicz. Agent pod przykryciem? Owszem, jednak wprowadzanie agenta w struktury firmy, bezpośrednie prowokacje nie wchodzą w grę. Coraz większą rolę odgrywają tzw. sygnaliści, czyli osoby, które donoszą o nieprawidłowościach w firmach. Robią też to same firmy, które np. korzystają w Polsce z pośrednictwa dystrybutorów. — Amerykańskie firmy w umowach dystrybucyjnych mają zazwyczaj zapisane prawo do audytu pośrednika. Jeśli same powiadomią służby o wykrytych przestępstwach, mogą liczyć na obniżenie kary — wyjaśnia Monika A. Wasiewicz.
Więcej — oddani sygnaliści z rynków finansowych od 2010 r. mogą liczyć nawet na milionowe wypłaty. Ustawa Dodd-Frank Act przewiduje nagrody pieniężne w wysokości od 10 do 30 proc. wartości należności otrzymanych przez instytucje nadzorcze dzięki informacji od sygnalisty w przypadku, gdy ich suma przekroczy 1 mln USD. Ustawa obejmuje także obywateli spoza USA. Przedstawicielka FBI zaznacza, że mury ambasady otwarte są dla sygnalistów. Kawy jest dosyć. © Ⓟ
Afery z amerykańskim akcentem
Ostatnie lata działalności FBI to głównie cztery głośne śledztwa, z czego dwa dotyczyły dwóch amerykańskich gigantów informatycznych: HP oraz IBM. Według ustaleń śledczych zza oceanu, koncerny niewłaściwie nadzorowały swoich pracowników zatrudnionych w filiach w Polsce. Menedżerowie HP i IBM w latach 2008-10 wręczali wielomilionowe łapówki urzędnikom odpowiedzialnym za cyfryzację urzędów publicznych i przetargi związane z tym procesem. Efekt? HP ograniczył działalność polskiego oddziału firmy, wycofując się w dużym stopniu z przetargów.
Po przyznaniu się do winy zapłacił też ponad 100 mln USD kary orzeczonej przez amerykańskiego nadzorcę giełdowego. Pod lupą śledczych w Polsce znalazł się również brytyjski koncern farmaceutyczny GlaxoSmithKline (GSK), notowany na nowojorskiej giełdzie. Koncern już w 2012 r. zapłacił 3 mld USD kary za nakłanianie pracowników do korumpowania lekarzy m.in. w USA.
Okazało się, że ten proceder uprawiał także w Polsce. Na grząski grunt w sektorze medycznym wszedł także sprzedający sprzęt ortopedyczny koncern Stryker. Śledztwo FBI i CBA wykazało, że wsparciem sprzedaży także były łapówki.