U nas zaowocowało to ponad 30-groszową przeceną, wskutek czego kurs USD/PLN przez chwilę był poniżej 3,90 zł. Od początku tego tygodnia widać próbę odreagowania, ale karty w tej grze rozdaje amerykański bank centralny.

We wcześniejszych wystąpieniach Jerome Powell dawał do zrozumienia, że Rezerwa Federalna pozostaje w gotowości do dalszych działań. Niewykluczone, że kolejnym programem, który może zacząć być wdrażany, będzie tzw. kontrola krzywej rentowości pozwalająca na jak najdłuższe podtrzymywanie niskich stóp procentowych, które będą kluczowe w procesie odbudowywania gospodarki.
Rynki mogą te zapowiedzi przyjąć dobrze, ale tylko na początku — rynki akcji będą kontynuować zwyżki, a dolar osłabnie — później może się okazać, że taki ruch Fedu oznaczać będzie jednak sumaryczne zmniejszenie skali zakupów obligacji, gdyż będą one prowadzone głównie na tzw. długim końcu krzywej. A to już może zachęcić inwestorów do realizacji zysków przed wakacjami, zwłaszcza że rajd ryzykownych aktywów zaszedł nieco za daleko, a tematy do obaw są. Pandemia przecież się nie skończyła, a droga do wypracowania skutecznej szczepionki może być długa.
Korekta na rynkach mogłaby wesprzeć amerykańskiego dolara, gdyż brakuje mu alternatywy. Euro czekać będą teraz polityczne przepychanki wokół europejskiego programu ratunkowego, a funt może zostać pogrążony przez kłótnie i ambicje polityków — w przyszłym tygodniu odbędą się tzw. negocjacje na szczycie między Unią Europejską a Wielką Brytanią. Ich fiasko może ostatecznie doprowadzić do tzw. bezumownego brexitu z początkiem 2021 r.