Fed zasłużył na brawa za doskonałe wyczucie

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2001-04-24 00:00

Fed zasłużył na brawa za doskonałe wyczucie

Na naszym rynku jest równie ciężko jak na amerykańskim. Wszystko powinno rozstrzygnąć się w ciągu najbliższych kilku sesji.

Znane powiedzenie giełdowe mówi wyraźnie: nie walcz z Fedem. Można powiedzieć jedno: brawo za wyczucie czasu na obniżkę stóp. Fed wstrzelił się bardzo dokładnie w moment, w którym decydowały się techniczne losy rynku. Jakoś nie mogę uwierzyć, że stało się to przez przypadek. Alan Greenspan musi mieć dobrych doradców specjalizujących się w analizie technicznej. Zastanawiałem się niedawno, czy taki kowboj jak A. Greenspan okiełzna giełdowe zwierzę (byka/niedźwiedzia). Wydaje się, że w tym rodeo odnosi sukcesy. Niewątpliwie udało mu się wywołać bardzo duży wzrost indeksów (znacznie zwiększony zamykaniem krótkich pozycji) i oddalić na długi czas możliwość dalszych spadków poniżej osiągniętego dna.

Fundamenty bez zmian

Wielu analityków zastanawiało się, co tak przestraszyło Fed, że obniżył stopy nie czekając na oficjalny termin posiedzenia. Nie było przecież żadnych istotnych danych wskazujących na pogorszenie koniunktury, a inflacja jest pod kontrolą. Ja uważam, że tym ruchem Fed nie tylko chciał pomóc powrotowi wzrostu w gospodarce, ale przede wszystkim wyraźnie pokazał, że troszczy się o giełdę, która w USA ma olbrzymi wpływ na całą koniunkturę.

W fundamentach nic się nie zmieniło. Spółki dalej prezentują w olbrzymiej większości kiepskie wyniki i dużo czasu upłynie, zanim wrócą do poprzedniej dynamiki zysków. Nawet te wyniki, które są lepsze od oczekiwań, biorą się jedynie z wcześniejszego, znacznego obniżenia tych oczekiwań. Giełdą rządzą jednak przede wszystkim nastroje. A to się zmieniło na lepsze już przed obniżką stóp. Fed tylko wygenerował impuls wzmacniający ten stan ducha inwestorów. Czy taka sytuacja ma szansę utrzymać się w dłuższym czasie? To dobre pytanie, ale odpowiedź nie jest prosta. Pierwszy krok został zrobiony, ale jak da się łatwo zobaczyć w analizie technicznej, teraz rzeczywiście zaczną się schody. Ciągle nie ma odpowiedzi na podstawowe pytanie: czy ożywienie rzeczywiście zacznie się w drugiej połowie roku? Działania Fed zwiększają jednak szanse na optymistyczne rozwiązanie.

Jest pod co grać

Abstrahując od technicznego obrazu rynku można zakładać, że w najbliższym czasie inwestorzy mają pod co grać. Spółki ogłaszają wyniki (w większości zgodne z oczekiwaniami) — tutaj ważniejsze są jednak prognozy na dalszą część roku, przedstawiane podczas konferencji poświęconych prezentacji wyników. 15 maja jest posiedzenie Fed, a co za tym idzie — znowu czekanie na kolejną obniżkę stóp. Nastroje nie powinny być złe.

Pokazują to dane dotyczące przepływu kapitałów w funduszach inwestycyjnych. W ostatnim tygodniu do funduszy inwestujących w akcje (szczególnie krajowe) wpłynęło 1,6 mld USD. Przypominam, że ostatnio były duże odpływy kapitału. Tym razem do większości funduszy wpłynęło najwięcej kapitału od tygodnia kończącego się 24 stycznia. Niestety, trwa odpływ z funduszy inwestujących na emerging markets.

W tym tygodniu wszystko zależy od prognoz spółek i od danych makroekonomicznych, których będzie sporo. Uważam, że szczególnie trzeba zwrócić uwagę na indeks zaufania konsumentów (24.04), zamówienie na dobra trwałego użytku (25.04), wstępną ocenę PKB za pierwszy kwartał i indeks nastrojów z Uniwersytetu Michigan (27.04). Te dane pokażą, czy następuje poprawa koniunktury czy wręcz przeciwnie, i mogą mocno wpłynąć na koniunkturę giełdową.

Szansa na wzrosty

Spójrzmy teraz, co nowego widać w obrazie technicznym rynku. A tutaj sytuacja jest bardzo ciekawa i daleka od klarownej. DJIA jednym ruchem powrócił nad sześcioletnią linię trendu wzrostowego, dał sobie bez problemu radę z bokiem diamentu negując tę formację i z impetem przebił opór na 10 300 pkt. Pokonał również średnie 50. i 200. sesyjną. To wszystko są znakomite sygnały. Można jednak wyrysować kanał trendu spadkowego z oporem na 10 850 pkt. Widać, że wstępnie oporem jest 10 700 pkt. Zaczynają się więc następne, poważne problemy techniczne. Jednoznacznym sygnałem kupna byłoby dopiero pokonanie 11 000 pkt, w co dosyć trudno uwierzyć.

Bardzo podobnie wygląda S&P 500. Owszem, indeks powrócił do kanału, ale jest to kanał trendu spadkowego, a jego górne ograniczenie jest bardzo blisko (1280 pkt). Bardzo pozytywnie wygląda obraz prezentowany przez moją metodę stosowania TRIN. Nie widać na razie możliwości wygenerowania sygnału sprzedaży.

Równie niejednoznacznie wygląda sytuacja na Nasdaqu. Indeks jedynie naruszył sześcioletnią linię trendu wzrostowego, po czym z impetem nad nią powrócił, co samo w sobie jest sygnałem bardzo pozytywnym. Jednocześnie porusza się w kanale ośmiomiesięcznego trendu spadkowego, do którego górnego ograniczenia właśnie dokładnie doszedł. Teraz mamy sytuację typu albo, albo. Przebicie tego górnego ograniczenia da ruch w kierunku spadkowej linii trendu wyższego rzędu, która w tej chwili jest w okolicach 3000 pkt. Wyraźne odbicie od poziomu 2250, do którego indeks powinien dojść, może spowodować nawet testowanie dna z początków kwietnia.

Jak można podsumować ten cały obraz? Rynki są w punkcie przełomowym, co bardzo wyraźnie pokazuje analiza techniczna, która nakazuje zachowanie zwiększonej ostrożności. Z fundamentalnego punktu widzenia nie ma podstaw do wzrostu, ale nastroje są bardzo dobre, a posiedzenie Fed już blisko. To bardzo odważne stwierdzenie w ustach zatwardziałego niedźwiedzia, ale uważam, że jeśli dane makro nie pokażą dramatycznego spowolnienia gospodarki, to rynki mają większe szanse na wzrosty, a w najgorszym przypadku na trend horyzontalny.

To był krótki, ale bardzo dobry dla giełdy tydzień. Wszystkie pozytywne elementy zgrały się w jeden, co dało bardzo przyzwoity wzrost kursów akcji (szczególnie sektora TMT) i indeksów. Doszliśmy jednak do poziomów, na których zaczynają się problemy. Dokładnie tak jak w USA. Jest kilka informacji pozytywnych, ale nie mniej negatywnych.

Rządy gigantów

Na koniunkturę giełdową najbardziej wpływają duże spółki. Sytuacja w tym sektorze znacznie się poprawiła. Vivendi zrezygnował z walki z resztą akcjonariuszy i zaakceptował termin NWZA Elektrimu. Daje to nadzieję na pozytywne rozwiązanie problemów spółki i znacznie zmniejsza stopień ryzyka inwestycji w jej akcje. Poza tym w dalszym ciągu możliwy jest skup akcji przed NWZA. MSP postanowiło przesunąć duże oferty publiczne, co daje więcej czasu na utrzymanie dobrej koniunktury. Poza tym informacje o tym, że MSP jest na dobrej drodze w negocjacjach z France Telecom w sprawie sprzedaży akcji TP SA, oraz że istnieje możliwość bezpośredniej sprzedaży akcji PKN Orlen inwestorowi strategicznemu, a nie przez giełdę, znacznie zmniejszają proces wycofywania z rynku kapitału niezbędnego do wchłonięcia tych ofert.

Rada nie słucha

W tym tygodniu odbędzie się posiedzenie RPP. Wielu analityków twierdzi, że takie agresywne obniżki stóp w USA będą tworzyły presję na ECB i naszą RPP, żeby również stopy obniżyła. Już nawet rząd apeluje o takie posunięcie. Czy doczekamy się w tym tygodniu następnej obniżki? Ja od dawna twierdzę, że to jest absolutnie niezbędne. Wystarczy spojrzeć na najniższy od 8 lat wskaźnik koniunktury bankowej PENGAB, żeby dojść do wniosku, iż recesja jest możliwa. Jednak RPP zamknęła się w wieży z kości słoniowej i nic do niej nie dociera. Jej stanowisko jest takie, że do agresywnych obniżek stóp konieczne jest zmniejszenie deficytu budżetu państwa, a to przecież jest w obecnej sytuacji całkowicie niemożliwe. Obawiam się, że obniżki nie będzie, ale do momentu ogłoszenia decyzji (posiedzenie jest w dniach 25-26.04) giełda może mieć nadzieję.

Trzecim, pozytywnym elementem jest koniec miesiąca i wzmożone zakupy OFE oraz oczekiwania, że OFE będą starały się w końcówce drugiego kwartału osiągnąć jak największą stopę zwrotu. I to wyczerpuje listę pozytywów.

Zatroskani ministrowie

Jarosław Bauc, minister finansów, wreszcie przyznał to, co wszyscy już od początku mówili (król jest nagi) mówiąc: — Jeśli dynamika wzrostu gospodarczego i poziom złotego nie zmienią się w kolejnych miesiącach, będziemy mieli ewidentne problemy z realizacją budżetu. Nie da się tego ukryć.

Oczywiście, że nie da się ukryć, szczególnie że po marcu wykonanie deficytu wyniosło 73 proc. Inwestorzy polscy się tym nie przejmą, bo doskonale wiedzieli, jaka jest sytuacja, ale zagraniczni mogą się nieco speszyć. Ja jednak myślę, że to będzie miało znaczenie później, a nie teraz, kiedy nastroje są zbyt dobre.

W te rewelacje ministra finansów doskonale wpisuje się raport Komisji Europejskiej, mówiący o tym, że kandydatom do UE grozi kryzys finansowy. Może rzeczywiście jest to nieco zbyt czarny obraz, ale inwestorzy zagraniczni są na takie informacje mało odporni. Do tego dochodzi analiza Salomon Smith Barney, który zapowiada znaczny spadek złotego w drugiej połowie roku. To akurat zgadza się z technicznym obrazem złoty/dolar, na którym ja już od dłuższego czasu widzę formację odwróconej RGR.

Niepokoi mnie również sytuacja w Ameryce Łacińskiej. Narastają tam obawy o to, że Argentyna może zdewaluować swoją walutę i znowu zacząć renegocjować terminy spłaty zadłużenia. W ostatnich dniach mocno na te pogłoski (minister gospodarki Domingo Cavallo nazywa je nieodpowiedzialnymi) reagują giełdy Argentyny i Brazylii. Nie twierdzę, że musi to mieć wpływ na nasz rynek, ale jak wszyscy wiemy, inwestorzy zagraniczni reagują na wszystkich emerging markets, jeśli pojawią się kłopoty na jednym z nich.

Zdyskontowane wyniki

Pozostają jeszcze wyniki spółek. Te, które do piątku widziałem, nie zachwycają. Nie ulega jednak wątpliwości, że kursy będą w dużym stopniu od tych wyników zależały. Wbrew pozorom nie jest oczywiste, jak wpływają złe wyniki na kursy. W dalszym ciągu są one tak niskie, że złe wyniki mogą już być zdyskontowane.

Obraz w świetle analizy technicznej wcale nie staje się bardziej jasny. Indeks cenowy powrócił nad linię trendu długoterminowego, ale jednocześnie doszedł do górnego ograniczenia kanału trendu wzrostowego. To duże zagrożenie. Wybicie z tego kanału umożliwiałoby wzrost nawet o 30 proc. Fakt, że wydaje się to bardzo nieprawdopodobne. TechWig też jest w rozterce. W ramach kanału trendu spadkowego doszedł do wewnętrznego oporu. Przełamanie tego oporu (wyjście ponad 1000 pkt) to ruch przynajmniej o 11 proc. WIG nie jest mniej niejednoznaczny. Do tego momentu wzrost był jedynie powrotem do linii szyi dużej formacji RGR. Pokonanie tej linii to zanegowanie całej formacji i duży wzrost. Odbicie w dół to potwierdzenie formacji i duży spadek.

WIG 20 utworzył podwójne dno i powinien osiągnąć w ciągu dnia przynajmniej 1530 pkt. Osiągnął w ramach kanału krótkoterminowego trendu wzrostowego 1524 pkt (w czasie dnia), co może wyczerpywać wzrost. Doszedł do mocnego oporu na 1500 pkt na którym wykreślił dwie kolejne świece doji, co sygnalizuje niepewność rynku co do dalszego kierunku, ale może być również sygnałem zmiany trendu. Wsparciem jest okolica 1450 pkt. Sytuacja jest więc wysoce niejednoznaczna. Pokonanie 1500 pkt. to wzrost przynajmniej do 1560 pkt. Przełamanie 1450 pkt to powtórne testowanie 1400 pkt. Moja metoda stosowania TRIN nie daje sygnału sprzedaży również dla rynku polskiego.

Umiarkowany optymizm

Podsumować sytuację na naszym rynku jest równie ciężko jak na amerykańskim. Wszystko powinno rozstrzygnąć się w ciągu najbliższych kilku sesji i do tego czasu lepiej nie podejmować żadnych decyzji. Przełamanie 1500 pkt na WIG 20 to równocześnie wyjście indeksu cenowego z kanału trendu spadkowego i zanegowanie przez WIG formacji RGR, czyli bardzo mocny sygnał kupna. Odbicie się od 1500, a szczególnie przełamanie 1450 pkt zapewne spowoduje wejście indeksu w trend boczny 1400-1500 pkt. Ponieważ sytuacja jest tak mocno skomplikowana, nie pozostaje nic innego jak czekać, co wyniknie z technicznego obrazu rynku. Ja jestem umiarkowanym optymistą.

Rada Polityki Pieniężnej zamknęła się w wieży z kości słoniowej i nic do niej nie dociera. Twierdzi, że do agresywnych obniżek stóp konieczne jest zmniejszenie deficytu, a to przecież jest niemożliwe.

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface