Fenghua nie dostanie punktów za pochodzenie

opublikowano: 16-10-2014, 00:00

Niepowodzenia poprzedników nie zniechęcają kolejnej spółki z Chin do oferty publicznej na naszym rynku

Dwucyfrowy wzrost przychodów, marża EBITDA na poziomie przynajmniej 30 proc., rozsądne zadłużenie oraz niski, jednocyfrowy wskaźnik cena do zysku i perspektywa dywidendy — po takie spółki inwestorzy zazwyczaj ustawialiby się w kolejce. Przykłady chińskich firm Peixin i JJ Auto pokazują jednak, że — tak jak w poprzednim ustroju — liczą się także punkty za pochodzenie.

W obu przypadkach są to punkty ujemne. Ani Peixin, który na GPW debiutował niemal dokładnie rok temu, ani tym bardziej JJ Auto, które z miernym rezultatem szukało wiosną kapitału m.in. na polskim i niemieckim rynku, nie przekonały inwestorów do swoich atutów. Mimo to Fenghua SoleTech, producent podeszew do butów sportowych i rekreacyjnych, podjął wyzwanie i z zapisami na 1,2 mln akcji rusza w piątek 17 października.

— Oznacza to, że w wolnym obrocie znalazłoby się 10,7 proc. akcji. Oferta będzie zawierała jedną transzę, bez podziału. Pewną normą Unii Europejskiej jest nieróżnicowanie inwestorów. Przedział cenowy akcji określiliśmy na 10-12 EUR za akcję, a przedział cenowy w złotych według kursu NBP z 15 października zostanie określony 16 października — mówi Jarosław Dąbrowski, prezes DF Capital, domu maklerskiego oferującego walory spółki. Zapisy przyjmować będą ponadto BM Alior Banku, BM BGŻ oraz DM BOŚ. Subskrypcja potrwa do 23 października.

Cena zysków

Fenghua to spółka zarejestrowana w Niemczech, ale zakład produkcyjny znajduje się w chińskim mieście Jinjiang. Firma chce go rozbudować i właśnie na to potrzebne są pieniądze z oferty publicznej.

— Chcemy się stać największym graczem w Chinach i wyprodukować w 2016 r. 80 mln podeszew, czyli podwoić obecną produkcję. Rynek obuwia będzie rósł i ta tendencja utrzyma się w kolejnych latach. Jest to związane ze zmianą stylu życia i zwiększaniem zamożności społeczeństwa chińskiego. Obecnie w Chinach mamy około 400 klientów — odbiorców naszych podeszew — powiedział dyrektor finansowy spółki Shiau Wuee Yong.

W wariancie optymistycznym oferta publiczna może przynieść od 10,4 do 12,7 mln EUR netto, czyli 44-53 mln zł, co oznaczałoby, że spółkę wyceniono na 470-565 mln zł. Przykład Peixin (kapitalizacja to 130 mln zł) i JJ Auto (207 mln zł) pokazują jednak, że bez dyskonta (i to dużego) raczej się nie obejdzie, co i tak nie zwiększy szans na dodatnią stopę zwrotu z akcji w średnim terminie. Notowani obu firm są dziś wyraźnie poniżej ceny z oferty publicznej, choć przez ten czas wyniki się poprawiły, a wskaźniki rynkowe spadły do skrajnie niskich poziomów.

C/Z dla JJ Auto to 2,8, a dla Peixin 1,9. Relacja ceny do wartości księgowej w obu przypadkach to 0,75. Podobieństw jest zresztą więcej i dotyczą one m.in. wartości przychodów i zysków oraz wysokich wskaźników rentowności.

Na poziomie EBITDA Fenghua i Peixin notują ponad 30-procentową marżę, a rentowność JJ Auto przekracza 20 proc. Dla porównania — hołubione przez rodzimych inwestorów instytucjonalnych spółki przemysłowe, takie jak Zetkama, ZPUE czy Apator notują marże EBITDA na poziomie około 15 proc., a marża Amiki nie przekracza 10 proc. Średnia dla spółek z WIG250 to 7 proc. Chińską trójkę łączy też gotowość do dzielenia się zyskiem.

Peixin z ubiegłorocznego wypłacił 0,5 zł dywidendy na akcję, JJ Auto zapowiedziało wypłatę 15 proc. z zysku za 2014 r., a Fenghua deklaruje wypłatę 10-20 proc. Kandydat do debiutu na GPW nie przedstawił prognoz wyników na ten rok, ale gdyby udało się powtórzyć rezultat z 2013 r., stopa dywidendy sięgałaby 3-5 proc.

Poza radarami

Ani w akcjonariacie Peixinu, ani JJ Auto nie ujawnił się dotychczas żaden z inwestorów instytucjonalnych, a sprawy nie ułatwia to, że kapitalizacja spółek się kurczy, a wraz z nią wartość free float (w JJ Auto jest symboliczny, w Fenghua już na starcie nie jest wielka). Dystans do spółek z Chin powiększa ponadto bariera językowa i geograficzna, a cieniem na ich postrzeganiu kładą się też negatywne doświadczenia z kilkoma firmami zagranicznymi, zwłaszcza z Ukrainy. Pod adresem niektórych z nich inwestorzy mają poważne zastrzeżenia dotyczące jakości komunikacji.

OKIEM EKSPERTA

Trzeba skracać dystans

KATARZYNA SADOWSKA

Corporate Communications Manager, CC Group, firma doradzająca spółce Peixin

Regularna komunikacja z rynkiem jest niezbędnym elementem profesjonalnych relacji inwestorskich. Spółki zagraniczne, które dodatkowo nie prowadzą działalności biznesowej w Polsce, nie mają łatwego zadania ze względu choćby na barierę językową czy geograficzną. Dlatego naszym zdaniem szczególnie istotne jest, aby w takim przypadku na miejscu, w Polsce, dostępna była osoba, która będzie pierwszym kontaktem dla inwestorów, co pozwala na skrócenie dystansu pomiędzy nimi a spółką. Ponadto niezbędne są regularne spotkania członków zarządu spółki z inwestorami oraz mediami finansowymi — spotkania takie w przypadku Peixin organizowane są w Warszawie każdorazowo po publikacji wyników finansowych. Dodatkowo, z myślą przede wszystkim o inwestorach indywidualnych, organizujemy czaty inwestorskie, a na stronie www spółki zamieszczane są prezentacje oraz informacje prasowe. Z inwestorami — zarówno instytucjonalnymi, jak i indywidualnymi oraz dziennikarzami jesteśmy w stałym kontakcie mailowym i telefonicznym, odpowiadając na ich bieżące zapytania. Członkowie zarządu są również gotowi do wzięcia udziału w telekonferencjach, jeśli pomiędzy ich wizytami w Polsce zaistniałaby potrzeba bezpośredniego kontaktu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane