Fikcja złapana, surowo karana

Rafał Kerger
opublikowano: 02-05-2006, 00:00

Póty dzban wodę nosi, póki się ucho nie urwie. Komuś, kto fabrykuje fikcyjne faktury, fiskus może wymierzyć nawet 2,8 mln zł kary.

Do „PB” trafił taki oto e-mail: „Mąż ma działalność gospodarczą na własne nazwisko, rozlicza się na zasadach ogólnych, na KPiR [Książka Przychodów i Rozchodów — red.], księgowość prowadzi nam znajoma księgowa. Wczoraj dowiedziałam się, że mąż wystawił znajomemu ze spółki z o.o. fakturę, ponieważ ten znajomy potrzebował jej na określoną kwotę do rozliczeń. Faktura zostanie wciągnięta w ewidencję u jednego i u drugiego, ale przepływu gotówkowego ani przelewu pieniędzy nie będzie. Kolega męża ma tylko oddać mu zapłacony VAT i podatek. W moim odczuciu jest to przestępstwo skarbowe. Uświadomiłam męża, że tak robić nie można, bo nie ma śladu w rachunkach bankowych. Mąż na to, że przecież może być przepływ gotówkowy. Nie wiem, co robić. Jak urząd skarbowy może to sprawdzić?”.

Niestety — jak wynika z doświadczeń organów kontroli skarbowej — wystawianie pustych faktur i tworzenie wirtualnych kosztów to jedna z praktyk przyczyniających się do wizerunku polskiego przedsiębiorcy jako kombinatora. Choć raz czy drugi takie postępowanie może zostać niezauważone, to nie jest ono ani legalne, ani bezpieczne — to po prostu przestępstwo karnoskarbowe.

Szukają fikcji

— Urzędy skarbowe podczas kontroli rzeczywiście szukają fikcyjnych faktur, zwłaszcza przy tzw. usługach niematerialnych, czyli doradztwie, pośrednictwie itp. Tu, w odróżnieniu od na przykład faktur za dostawę towaru, często nie ma fizycznego śladu wykonania usługi — mówi Wojciech Sztuba, doradca podatkowy, partner w kancelarii TPA Horwath, Sztuba Kaczmarek.

Problemem nie jest brak śladu rozliczenia w wyciągach bankowych, bo do równowartości 15 tys. euro przedsiębiorcy mogą dokonywać rozliczeń gotówkowych, a więc bez pośrednictwa banku.

— Urzędy skarbowe koncentrują się na związku kosztu z działalnością. Podatnik musi wykazać, że usługa, za którą zapłacił, została rzeczywiście wykonana. Faktura czy nawet umowa nie jest tego dowodem — dodaje Wojciech Sztuba.

Urząd zainteresuje się także ceną na fakturze, jeżeli transakcji dokonali członkowie jednej rodziny lub osoby w inny sposób powiązane. Gdy cena bez uzasadnienia odbiega od warunków rynkowych, zakwestionuje wysokość odliczonego kosztu i VAT. W dodatku to przedsiębiorca musi udowodnić, że nie sfabrykował faktur.

Od Joe Smoczyńskiego, polonusa prowadzącego w Warszawie kancelarię Moore Stephens Smoczyński i Partnerzy, można usłyszeć, czym różni się podejście organów skarbowych do firm w Polsce i w Wielkiej Brytanii. Tam to przedsiębiorcom trzeba udowodnić, że są nieuczciwi, bo zakłada się, że postępują zgodnie z prawem. U nas na odwrót — kontrolerzy zakładają, że przedsiębiorca jest nieuczciwy, więc musi udowodnić, że działa wedle litery prawa. Joe Smoczyński na to narzeka. Pewnie słusznie. Tyle że u nas na problem dokumentacji fikcyjnego obrotu w celu tworzenia sztucznych kosztów i zaniżania podstawy opodatkowania zwróciło uwagę nawet Ministerstwo Finansów. Zrobiło to w opublikowanych niedawno wytycznych w sprawie podstawowych zakresów obszarów kontroli podatkowej na rok 2006.

Kary mogą sięgać milionów

Kodeks karnoskarbowy w art. 62 par. 2 stwierdza, że kto fakturę lub rachunek wystawia w sposób nierzetelny albo posługuje się takim dokumentem, podlega karze grzywny do 240 stawek dziennych.

— Oznacza to, że najwyższa kara może wynieść do 2,877 mln zł, najniższa — 299,7 zł — tłumaczy Magdalena Kobos z Izby Skarbowej w Krakowie.

Stawki dzienne ustala się zależnie od zamożności przedsiębiorcy i skali przestępstwa. Najniższa stawka dzienna wynosi jedną trzydziestą najniższego wynagrodzenia (899,10 zł), najwyższa — aż czterystukrotność tej jednej trzydziestej.

Jeśli urząd skarbowy wykryje fabrykowanie faktur, to proponuje wysokość kary sądowi, do którego wnosi sprawę.

— Ostateczną decyzję o wysokości sankcji ustala sąd — wyjaśnia Andrzej Kulmatycki z Izby Skarbowej w Warszawie.

Mimo to pewien przedsiębiorca i tak twierdził w rozmowie z nami (anonimowo), że jeżeli wyciągnie do „szukającego” kosztów znajomego pomocną dłoń i wystawi mu gotówkową fakturę VAT za fikcyjną transakcję, to żaden z nich nie będzie miał problemów ze skarbówką. Bo potem dopną do tej faktury kwitek potwierdzający, że sprzedawca przyjął zapłatę do kasy (tzw. KP).

— To nie jest wyjście. 99 procent kontrolerów zażąda dowodów wykonania usługi. Jeśli ich nie przedstawimy, to zapłacimy. Ponadto faktura zostanie wyrzucona z kosztów firmy i nie będzie można od niej odliczyć VAT — dyskredytuje natychmiast ten wywód Artur Cmoch, wspólnik w kancelarii Grynhoff, Woźny i Wspólnicy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Kerger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu