W czwartek Filar wziął udział w Gdańsku w debacie poświęconej aktualnej sytuacji rynków finansowych w Polsce i na świecie, zorganizowanej przez Regionalną Izbę Gospodarczą Pomorza.
Członek Rady Polityki Pieniężnej powiedział PAP, że "gospodarka nie będzie rosła w takim tempie jak w roku 2007 i w roku obecnym". Filar uważa, że "przy tak niesprzyjającej sytuacji zewnętrznej (na rynkach europejskich i amerykańskich) wzrost przyszłoroczny będzie niższy".
"We wzrost 5 proc. już nie wierzę. Ale mimo niekorzystnych warunków, tempo wzrostu ponad 3 proc. nadal jest możliwe dla polskiej gospodarki" - powiedział profesor. Podkreślił jednak, że sytuacja jest niepewna i prognozy ciągle się zmieniają.
Dariusz Filar uważa, że "przy zdrowym systemie bankowym, w Polsce na razie nie istnieje groźba załamania. Jesteśmy zdrowym organizmem, który powinien się bronić i obronić". "Ale gwarancji długoterminowych nikt nie da" - dodał.
Czwartkowe osłabienie złotówki wobec dolara i euro profesor nazwał "odreagowaniem procesu, który trwał od sierpnia 2007 do sierpnia br. roku, kiedy wartość złotego umacniała się".
Profesor przyznał jednak, że "nie wie, czy złoty nadal będzie tracił na wartości". "Należy jednak zdawać sobie sprawę z tego, że dzisiejszy kurs złotego jest kursem sprzed roku - półtora i w związku z tym nie jest on jakiś niezwykły" - dodał.
W tej chwili na rynku walutowym trwa wyprzedaż złotego. Pękły wszystkie poziomy oporu, czyli 3,0 dla dolar-złotego i 3,85 dla euro-złotego. W tym drugim przypadku euro-złoty otarł się nawet o kurs 4,0, ale nie zdołał go przełamać.
Ustna interwencja NBP oraz MF raczej nie miała wpływu na rynek. Analitycy są zgodni, że obecnie o rozwoju sytuacji decydują nastroje inwestorów.
NBP podał w komunikacie w czwartek, że obecna sytuacja makro nie uzasadnia osłabienia złotego, które jest przejściowe, a dobra kondycja polskiej gospodarki będzie sprzyjać powrotowi kursu do poziomu wynikającego z czynników fundamentalnych. (PAP)