Film na giełdzie - bez szału

opublikowano: 27-02-2013, 00:00

„Last Minute”, nakręcony m.in. za pieniądze spółek z giełdy, nie zachwycił. Wizja zarobienia milionów oddala się

Ta przygoda była momentami jazdą bez trzymanki, która skończyła się szczęśliwie — mówił Patryk Vega na premierze filmu „Last Minute”, którego jest reżyserem.

CZEKANIE NA HAPPY END: Anna Szarek i Ludwik Sobolewski na premierze „Last Minute” byli w doskonałych nastrojach. Nie wiadomo jeszcze, w jakich nastrojach za kilka tygodni będą szefowie spółek, które zainwestowały w film. [FOT. ARC]
CZEKANIE NA HAPPY END: Anna Szarek i Ludwik Sobolewski na premierze „Last Minute” byli w doskonałych nastrojach. Nie wiadomo jeszcze, w jakich nastrojach za kilka tygodni będą szefowie spółek, które zainwestowały w film. [FOT. ARC]
None
None

— Mam słowa najwyższego uznania dla tych osób, inwestorów, którzy uwierzyli w ten projekt i wykazali się niewątpliwą odwagą — dodawał Emil Stępień, do niedawna menedżer na GPW, dziś współwłaściciel Ent One, producenta i dystrybutora „Last Minute”.

Po pierwszym weekendzie wyświetlania w kinach wciąż nie wiadomo, czy ta odważna jazda przyniesie zysk inwestorom.

Wiadomo natomiast, że „Last Minute” nie powtórzy sukcesu „Listów do M”, które były jednym z biznesowych pierwowzorów produkcji Ent One. Oficjalne dane dają w ostatni weekend debiutującemu filmowi Vegi dopiero czwarty wynik pod kątem frekwencji — w sumie 50,5 tys. widzów oraz 1 mln zł wpływów z biletów.

„Listy do M.” zaczęły od 340 tys. widzów, „Ciacho”, wcześniejsza komedia Vegi, miała na starcie 216 tys. widzów. Zamiast gorącej komedii w Egipcie widzowie w ostatni weekend częściej wybierali „Syberiadę polską”, „Zambezię” i „Drogówkę”. — 50 tys. to jak na ten film wynik raczej średni. Myślałem, że będzie gorzej — przyznaje Tomasz Jagiełło, założyciel i prezes sieci kin Helios.

— W typowaniu wyniku otwarcia trafiłem bez pudła. Nie jest on satysfakcjonujący, jednak nie wyklucza osiągnięcia przez projekt rentowności.

Spodziewam się końcowego wyniku na poziomie ponad 300 tys. widzów — uważa Sławomir Jarosz z ABS Investment, którego spółki zainwestowały w „Last Minute”.

Według wcześniejszych analiz Ent One, „Last Minute” miał przebić barierę 10,5 mln zł wpływów i wykazać ponad 3,6 mln zł zysku. To oznacza około pół miliona widzów w kinach. Zdaniem prezesa Heliosa, nawet 300 tys. będzie w obecnej sytuacji niespodzianką. — Recenzje filmu nie są szałowe, nie należy się zatem spodziewać wyniku lepszego niż 4-5 krotność weekendu otwarcia — mówi Tomasz Jagiełło.

W największym polskim serwisie filmowym Filmweb średnia ocen dla „Last Minute” to 4,7 pkt w 10-stopniowej skali. To lepiej niż „Ciacho”, ale dużo gorzej m.in. od „Listów do M” czy „Drogówki”, które mogą pochwalić się notami powyżej 7 pkt. „Film nie jest jednak zabawny, a bohaterowie sprawiają wrażenie wyciętych z papieru. Cały film sprawia wrażenie sklejonego w pośpiechu, robionego faktycznie na »last minute«" — ocenia recenzent Filmwebu. Nie wszyscy się z nim zgadzają.

— Film nie jest zły. Fakt, że nad scenariuszem można by popracować. Pamiętajmy jednak, że polskie kino, jeśli nie ma dofinansowania publicznego, boryka się z problemem ciasnych budżetów. To potem widać na ekranie — zaznacza Sławomir Jarosz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane