Finansowy rentgen szkód osobowych

Mariusz GawrychowskiMariusz Gawrychowski
opublikowano: 2014-08-11 00:00

Ile kosztuje utrata nogi? Odpowiedzi udzieli system do wyceny szkód osobowych. Na stole leżą dwa rozwiązania, zarobi jedno

Jaka jest wartość ludzkiej ręki lub nogi? Każdy odpowie, że są bezcenne. Ubezpieczyciele na co dzień muszą odpowiadać na takie pytania, decydując o wypłatach odszkodowań za uszczerbek na zdrowiu. Od lat bazują na tabelach, podobnych do tych, których używa Zakład Ubezpieczeń Społecznych (ZUS). To rozwiązanie ma mnóstwo wad i jedną zaletę: istnieje. Dlatego ruszyły prace nad stworzeniem nowego standardu, który umożliwiłby dokładne oszacowanie wartości szkód osobowych.

Na pierwszy ogień

Od razu pojawiły się dwa konkurencyjne projekty, jak to zrobić. Pierwsze rozwiązanie to Międzynarodowa Klasyfikacja Funkcjonowania, Niepełnosprawności i Zdrowia (ICF), stworzona przez Światową Organizację Zdrowia. Ten dokument ma pomagać w opisie skutków zdarzeń, czyli określać, co się stało i jak poważne ma to znaczenie dla życia i zdrowia człowieka. Drugie narzędzie stworzyły Polskie Towarzystwo Medycyny Sądowej i Kryminologii oraz Polskie Towarzystwo Medycyny Ubezpieczeniowej. To system HBT Index, czyli rozwiązanie IT, który wyliczy wartość odszkodowania dla konkretnej szkody osobowej. Obecnie bliżej sukcesu jest klasyfikacja ICF. W Polskiej Izbie Ubezpieczeniowej (PIU) zapadła decyzja o poparciu tego rozwiązania.

— Uznaliśmy, że ICF ma największe szanse stać się powszechnym standardem i dlatego go najpierw testujemy — wyjaśnia Tomasz Tarkowski, wiceprzewodniczący komisji ds. likwidacji szkód w PIU i członek zarządu PZU.

Według niego, jednolity standard oceny szkód osobowych oznacza korzyści nie tylko dla ubezpieczycieli, którym będzie łatwiej szacować wielkość wypłat, ale także dla poszkodowanych. Pozwoli na obiektywną ocenę ich stanu i porówna kwoty odszkodowań dla osób o podobnych uszkodzeniach organizmu. Dodatkowo może się też przełożyć na wzrost średniego odszkodowania. Obecnie ubezpieczyciele starają się wypłacać jak najniższe świadczenia. Wyjątkiem są sprawy, które lądują w sądach, które zwykle orzekają kwoty kilkakrotnie większe niż proponowane przez towarzystwa. Gdy pojawi się standard, różnice staną się mniejsze, co oznacza, że Kowalski nie będzie musiał decydować się na walkę w sądzie, by dostać sute świadczenie.

Miliony do wzięcia

Decyzja izby jest wstępna, co oznacza, że piłka cały czas jest w grze. Stara się to wykorzystać druga strona, która próbuje zaszczepić HBT Index, gdzie się tylko da.

— Kilka towarzystw ubezpieczeniowych prowadzi testy naszego rozwiązania — twierdzi prof. Jarosław Bernet, szef Polskiego Towarzystwa Medycyny Sądowej i Kryminologii i jeden z udziałowców firmy HBT Polska, która ma zająć się komercjalizacją indeksu.

Żaden z największych ubezpieczycieli nie przyznał się do udziału w testach. Także profesor odmawia podania nazw firm, które biorą w nich udział. Według niego, nie życzą sobie tego z uwagi na możliwą presję ze strony PIU, która postawiła na konkurencyjny ICF.

— Próbujemy także przekonać sądy do naszego rozwiązania. Są już pierwsze wyroki, które zapadły na podstawie naszego indeksu. Czekamy na ich uprawomocnienie — mówi prof. Jarosław Bernet.

Jak zawsze w takich sytuacjach, chodzi o pieniądze. W ubiegłym roku do poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych trafiło ponad 5,3 mld zł odszkodowań z OC komunikacyjnego. Z tego minimum 20 proc. przypada na szkody osobowe, co daje minimum 1 mld zł. A to przekłada się na kilkadziesiąt milionów złotych rocznie opłat za korzystanie z systemów do ich oceny.

Rola dla resortu

HBT Indeks ma działać w modelu podobnym do np. motoryzacyjnego Audateksa czy Eurotaksa, które pobierają opłaty z korzystanie z systemu. Co prawda ICF jako klasyfikacja jest darmowa, ale potrzebna jest osoba, która na jej podstawie oszacuje wysokość odszkodowania. To koszt około tysiąca złotych za szkodę. Drogo, co mrozi krew w żyłach ubezpieczycieli. Dlatego zdają sobie sprawę, że ICF nie obsłuży większości mniejszych szkód, takich jak złamanie nogi. Mimo to są już pierwsze firmy w Polsce, które są zainteresowane świadczeniem usług na podstawie klasyfikacji. Dla branży ważna będzie decyzja ZUS. Zakład nie wyklucza możliwości sięgnięciapo jedno z rozwiązań przy orzekaniu o uszczerbku na zdrowiu.

— ICF to tylko narzędzie, a nie gotowy standard — podkreśla Grażyna Hart, naczelny lekarz ZUS. HBT Indeks także nie jest pozbawiony wad. Nie wiadomo, jak wygląda algorytm obliczający wielkość odszkodowań.

— Najlepszym rozwiązaniem byłoby zaangażowanie w proces tworzenia standardu resortu sprawiedliwości, opartego na corocznej analizie wyroków sądowych — mówi przedstawiciel jednego z ubezpieczycieli.

Według Michała Trochimczuka, członka zarządu firmy doradczej Sollers Consulting, podobne rozwiązanie funkcjonuje z powodzeniem w Wielkiej Brytanii. Resorty sprawiedliwości są zaangażowane w proces wypłat także w państwach skandynawskich. Określaniem wysokości szkody osobowej zajmują się ministerialni rzeczoznawcy.

— Najważniejsze jest to, by system oceny szkód osobowych — obojętnie jaki — stał się rynkowym standardem i był używany nie tylko przez ubezpieczycieli, ale także przez sądy czy ZUS. Jeśli tak się nie stanie, nawet takie jego cechy, jak łatwość w użyciu czy dokładność w ocenie szkody, nie będą się liczyły, bo będzie po prostu bezużyteczny — ocenia Tomasz Tarkowski.