W marcu sądy poinformowały o upadłości 74 firm — podaje Euler Hermes. Ich łączny obrót sięgał 1 mld zł, a zatrudnienie — ok. 5,5 tys. osób. Od początku roku ogłoszono upadłość 240 przedsiębiorstw. Rok wcześniej bankrutów było mniej — 227.
W marcu upadały firmy z różnych branż i trudno wychwycić taką, która dominowała pod tym względem. Nie było to jednoznacznie budownictwo czy też producenci wyborów metalowych, jak w poprzednich miesiącach.
Pojawili się natomiast dystrybutorzy hurtowi, w tym aż dwa bankructwa z pierwszej dziesiątki o największych obrotach związane były z motoryzacją: sprzedażą pojazdów oraz akcesoriów do nich. Przemysł spożywczy nie notował upadłości, ale znowu odczuł problemy kilku hurtowników.
Wśród dziesięciu największych pod względem obrotów przedsiębiorstw, które zbankrutowały w marcu, były dwie firmy stricte budowlane oraz jedna wyspecjalizowana w układaniu instalacji. Był tam także producent mebli i taboru szynowego. Dalej znaleźć można było m.in. cztery firmy, które związane były z produkcją czy dostarczaniem oprogramowania, a jedna upadłość dotyczyła producenta komputerów i peryferiów komputerowych. Zdaniem Euler Hermes, najbliższe miesiące nie przyniosą poprawy.
— W kwietniu i maju będzie gorzej, bo firmy oficjalnie zamkną rok i będą musiały sobie odpowiedzieć na pytanie, czy kontynuować działalność w obliczu strat, czy da się je odrobić i dodatkowo przekonać do tego wierzycieli, czy jednak godzić się z problemami i wnioskować o upadłość — uważa Tomasz Starus z Euler Hermes.
Jego zdaniem, skoro tylko 42 proc. spółek giełdowych odnotowało wzrost przychodu w IV kwartale (2 lata temu było to ponad 80 proc.) i jest to najniższa wartość tego wskaźnika od czasu dołka z III kwartału 2009 r. to firmy będą bankrutować, bo nie doczekają ożywienia.