Łódź, miasto zbudowane na przedsiębiorczości, obumiera. Młodzi emigrują do stolicy, a ci, którzy postanowili zostać na miejscu, napotykają niekończące się bariery rozwoju. Jerzy Kropiwnicki, nowy prezydent miasta, zapowiada wsparcie małej i średniej przedsiębiorczości, ale nie ukrywa, że najbardziej interesują go problemy firm handlowych.
„Puls Biznesu”: Łódź przemysłowa powstała w wyniku decyzji administracyjnych dziewiętnastowiecznych decydentów. Czy ma szansę powrócić tutaj dobra atmosfera do rozwoju przedsiębiorczości?
Jerzy Kropiwnicki: Jako prezydent miasta stawiam na małą i średnią przedsiębiorczość. To właśnie takie firmy tworzą w Łodzi ponad połowę miejsc pracy. Wszystkie decyzje mające wspomóc małą i średnią przedsiębiorczość są podejmowane po konsultacjach ze specjalnie powołaną Radą Przedsiębiorców.
Jak to się przekłada na konkretne działania?
— Od tego roku handlowcy i usługodawcy będący właścicielami małych i średnich firm płacą o 25 proc. mniej za wynajmowanie magazynów i pomieszczeń socjalnych oraz połowę mniej za wynajem piwnic. Już wkrótce będą też mieli możliwość wykupienia od gminy lokalu na preferencyjnych warunkach.
Zaprezentował się Pan jako wielki przeciwnik hipermarketów...
— Nie jestem ideologicznym przeciwnikiem hipermarketów, nie godzę się jednak, aby powstawały w centrum miasta. Ich miejsce jest na obrzeżach, gdzie można zadbać o bezpieczny dojazd i wygodne parkingi, a przede wszystkim, gdzie nie stanowią zagrożenia dla małych firm, takich jak sklepy osiedlowe i butiki w centrum miasta.
Ale Manufaktura jednak powstanie.
— Jeśli chodzi o centrum Manufaktura, chciałbym, aby kompleks ten nie był kolejnym hipermarketem, ale miejscem rekreacji dla łodzian. Na spotkaniu z francuskimi inwestorami podzieliłem się obawami związanymi z postępującym zamieraniem przedsiębiorczości na Piotrkowskiej. Zachęciłem przedstawicieli firmy budującej ten obiekt do obejrzenia pustych lokali na głównej ulicy Łodzi, między innymi po Galerii Centrum i Saspolu.
Z jakim skutkiem?
— Czekam na odpowiedź.
Wspominał Pan o tym, że Manufaktura miałaby stać się nie tylko centrum handlowym, ale i rekreacyjnym. Czy nie obawia się Pan, że zaszkodzi w ten sposób nie tylko kupcom, ale i obecnym właścicielom obiektów o tym charakterze?
— W bezpośredniej bliskości Manufaktury nie ma takich obiektów, które pełniłyby funkcje rekreacyjne.
Cały czas podkreśla Pan rolę handlu. A co z produkcją, która w Łodzi zanika?
— To, co powiedziałem na temat sklepów, odnosi się do działalności produkcyjnej (rzemieślniczej) i usługowej. Na moją pomoc może liczyć każdy łódzki przedsiębiorca.



