Firmy, które ponoszą gigantyczne straty na opcjach walutowych, chcą dochodzić odszkodowań w sądach. Kłopoty krajowych banków mogą być jeszcze większe, bo głównym beneficjentem zamieszania są globalne banki inwestycyjne. Jak wynika z rozmów z krajowymi bankierami (z reguły proszą o anonimowość) rola naszych banków w opcyjnym tsunami ograniczyła się jedynie do dystrybucji i operacyjnej obsługi klientów. Inkasowały za to tylko niewielką prowizję. Główne zyski zgarnie ktoś inny. Na polskich bankach spoczywa tylko ryzyko rozliczenia się z wystawcami feralnych opcji. Nominalna wartość tych skomplikowanych produktów idzie w miliardy. Kulminacja rozliczeń zawartych umów ma nastąpić za pół roku.
Ustaliliśmy, że duża część opcji wystawionych przez krajowe firmy została z automatu sprzedana przez krajowe instytucje zaufania publicznego największym globalnym bankom inwestycyjnym. Teraz te ostatnie są więc najmniej zainteresowane umocnieniem złotego, a najbardziej — rozliczeniem opcji przed czasem.
Więcej na ten temat w poniedziałkowym "Pulsie Biznesu"!