Firmy lekceważą ryzyko walutowe

Przedsiębiorcy o zabezpieczeniu się na wypadek zmiany kursów walut myślą dopiero, kiedy ponieśli już straty, ryzyko jest wysokie a zabezpieczenia drogie.

Kursy walut nie są obecnie stabilne. Notowania dolara do złotego pną się ku górze, z krótkimi przerwami, od lipca ubiegłego roku. Historycznie wysoki poziom osiągnął też w ostatnim czasie kurs brytyjskiej waluty. Z kolei euro jest na poziomie najniższym od kilku lat.

EKSPORTEM STOIMY
Zobacz więcej

EKSPORTEM STOIMY

"Regularnie zabezpieczam swoje ryzyko walutowe. To konieczne, ponieważ aż 87 proc. naszej produkcji idzie na eksport" - mówi Józef Popławski, prezes Mostostalu Pomorze Łukasz Głowala

Brak stabilności

Umacnianie się złotego w stosunku do euro może oznaczać kłopoty dla eksporterów, którzy swoje kontrakty rozliczają w tej walucie, ale wzrost kursu dolara i funta eksporterom dolarowym i rozliczającym się w funcie sprzyja. Nigdy jednak nie wiadomo, kiedy kursy walut z historycznych szczytów zaczną spadać.

— Przy atrakcyjnych kursach łatwo uśpić swoją czujność. Warto jednak również w takiej sytuacji przemyśleć możliwość przygotowania się na wypadek „ucieczki” atrakcyjnych notowań walut — radzi Sebastian Judzin, ekspert w Departamencie Doradztwa Korporacyjnego w Domu Maklerskim TMS Brokers. Na odwrót jest z importerami, którym dzisiaj dolar i funt nie sprzyjają, a euro może przynosić zyski. Jednak ani importerzy, ani eksporterzy, pomimo wzrostu ryzyka zmiany kursów walut, nie pukają tłumnie do firm, które pomagają zarządzać zmianami kursów walut.

— Co prawda obecnie mamy trochę więcej zainteresowanych zabezpieczeniami kursów walut niż wtedy, kiedy rynek jest stabilniejszy. Dotyczy to szczególnie importerów, nie widać jeszcze zupełnie niepokoju wśród eksporterów euro. Wciąż wydaje im się, że spadek kursu euro poniżej poziomu 4 zł jest tylko chwilowy — mówi Jacek Maliszewski, główny ekonomista DMK-Alpha.

Jego zdaniem, sytuacja jest jednak znacznie bardziej poważna. Możemy mieć do czynienia z potężną falą umocnienia się złotego, które skończy się równie potężnym krachem. Tak już było w 2000 r., a potem w 2008 r. Firmy niczego się jednak nie nauczyły — nie myślą o zabezpieczeniach, a jeśli już — to zbyt późno.

Trzy razy drożej

Sebastian Judzin tłumaczy, że choć od kiedy dolar zaczął drożeć, przedsiębiorcy narażeni na ryzyko walutowe w tym obszarze, mocniej zaczęli się interesować kwestią zabezpieczenia pozycji walutowej firmy, to generalnie mało która spółka była przygotowana na nagłe zmiany.

— Firmy nie tylko nie zatrudniają specjalistów od zarządzania ryzykiem walutowym, ale również nie mają przygotowanej strategii zarządzania ryzykiem walutowym i zabezpieczania pozycji walutowej. Oznacza to, że w żadnym stopniu nie są przygotowane na tak nagłe i nieoczekiwane zmiany, z jakimi mamy do czynienia dzisiaj, a wszelkie działania mające za zadanie ratowanie sytuacji mają charakter jedynie doraźny — uważa Sebastian Judzin.

Zdaniem Jacka Maliszewskiego, firmy po pomoc przychodzą zwykle wtedy, kiedy poniosły już straty na kontraktach handlowych.

— W tego typu sytuacjach przestrzegam przedsiębiorców, by nie grali va banque i nie próbowali odegrać strat spekulacją na walutach, lecz skupili się na ubezpieczaniu ryzyka kolejnych nowych kontraktów handlowych oraz ograniczyli straty na kontraktach starych. Przedsiębiorców jednak przede wszystkim interesuje to, jak odrobić już poniesione straty — mówi Jacek Maliszewski.

Szacuje, że firmy, które regularnie zabezpieczają swoje ryzyko walutowe, mogą stanowić zaledwie 2-3 proc. wszystkich narażonych na nie, kolejne 15-20 proc. kiedyś się zabezpieczała, ale przestała to robić po wydarzeniach z 2008 r., kiedy wiele podmiotów straciło na skomplikowanych strukturach opcyjnych. Reszta nie zabezpieczałasię nigdy i nie ma zamiaru tego robić, szczególnie po sytuacji z opcjami. Badanie Akcenty z końca 2013 r. na ponad 200 eksporterach i importerach pokazuje, że różne zabezpieczenia stosuje ok. 37,6 proc. firm, 45 proc. tego nie robi, a 17,4 proc. nie potrafiło tego stwierdzić. Tymczasem o zabezpieczeniu warto pomyśleć jak najwcześniej. Również ze względu na koszty.

— Koszty zabezpieczeń np. opcjami walutowymi będą zdecydowanie wyższe w przypadku kupna takiego instrumentu w okresie podwyższonej zmienności (obecnie) niż w przypadku jego kupna w czasie niższej zmienności (np. pierwsza połowa 2014 r.) — mówi Sebastian Judzin. Jego zdaniem, obecnie opcje kupna dla dolara są ponaddwukrotnie droższe niż przed rokiem.

Zdaniem Jacka Maliszewskiego, w przypadku euro za dobre ubezpieczenie (opcję) eksporterzy muszą dzisiaj zapłacić nawet 2-3 proc. marży od kwoty ekspozycji, podczas kiedy jeszcze kilka miesięcy temu mogli je kupić za 0,5 proc. — Ceny zabezpieczeń naturalnie rosną wraz ze wzrostem zmiany kursów walut. To tak jak w przypadku każdej polisy — rośnie ryzyko, rosną i stawki, ponieważ szkoda jest bardziej prawdopodobona — mówi Jacek Maliszewski.

Szerszy horyzont

Zdaniem ekspertów, wśród tych firm, które zabezpieczają swoje ryzyko kursowe, większość robi to krótkoterminowo, dorywczo, bez ustalonej polityki i procedur.

— Niewiele jest takich, które myślą o tym w dłuższym terminie — twierdzi Jacek Maliszewski. Najczęściej wykorzystywanym zabezpieczeniem jest przy tym forward — jako jeden z najprostszych i w dodatku bezkosztowych instrumentów.

— Jest to proste w swojej konstrukcji rozwiązanie, zdecydowanie najlepsze dla małych i średnich firm, które nie mają jeszcze doświadczenia z bardziej zaawansowanymi usługami finansowymi — twierdzi Radosław Jarema, dyrektor zarządzający Akcenty, instytucji płatniczej.

Dla wielu powód jest jeszcze jeden.

— Regularnie zabezpieczam swoje ryzyko walutowe. To konieczne, ponieważ aż 87 proc. naszej produkcji idzie na eksport. Korzystam jednak wyłącznie z forwardu, nigdy z opcji. Zbyt wiele znam firm, które z ich powodu upadły albo takich, którym niewiele brakowało do bankructwa — mówi Józef Popławski, prezes Mostostalu Pomorze. Zdaniem Jacka Maliszewskiego, forward nie nadaje się jednak do zarządzania długoterminowym ryzykiem walutowym.

— Instrument ten służy do zabezpieczania ryzyka krótkoterminowego, związanego z już wystawionymi fakturami walutowymi z krótkim terminem płatności. Nie nadaje się on jednak do ubezpieczania zamówień, cenników, ofert handlowych, planów budżetowych. Jeśli ktoś w taki sposób to rozwiązanie stosuje, prędzej czy później narazi się na straty. To zobowiązanie, które trzeba spełnić, bez względu na to, jak będzie wyglądała sytuacja na rynku. W dłuższym terminie znacznie bezpieczniejszym i skutecznym rozwiązaniem są opcje, które za odpowiednią opłatę dają prawo, a nie obowiązek wymiany waluty po z góry określonym kursie. Pamiętać tylko trzeba, by takie opcje nabywać, tak jak kupuje się polisy AC czy OC. Złą sławą okryły się opcje w 2008 r., ponieważ przedsiębiorcy, zamiast je nabywać, wystawiali je (często nieświadomie) — tym sposobem zamiast ubezpieczonym, stając się ubezpieczycielem — tłumaczy Jacek Maliszewski.

Podkreśla, że lepiej unikać skomplikowanych, wzajemnych struktur opcyjnych, które zgubiły wiele firm kilka lat temu.

— Niestety dostrzegam, że importerzy zaczęli stosować opcje barierowe z wyłącznikami i włącznikami — te same, które 8 lat temu pogrążyły eksporterów. Obawiam się, że historia może się powtórzyć, kiedy po toksyczne opcje sięgną również eksporterzy — mówi Jacek Maliszewski.

OKIEM PARTNERA SEKCJI
Decyduje nie szczęście, lecz wiedza

JOHN RENDALL, wiceprezes HSBC Bank Polska

Możliwe jest trafne szacowanie poziomu sprzedaży i marży, znalezienie najtańszego dostawcy surowców czy optymalizacja kosztów finansowych. Trudniejsze jest przewidywanie, jak zmieni się kurs waluty, w której dany eksporter czy importer prowadzi rozliczenia z kontrahentami. Rynek walutowy ciągle się zmienia, znane są przypadki nagłych i gwałtownych spadków czy zwyżek, których przyczyny nie zawsze są oczywiste czy przewidywalne. Monitorowanie tych zmian to zajęcie całodobowe. Podczas gdy w Polsce kończy się dzień pracy, w innych częściach świata biznes nadal trwa, a w jeszcze innych — dopiero się zaczyna. W przypadku zmiany kursu na niekorzyść firmy założona marża może zniknąć w ciągu paru godzin, stawiając przedsiębiorstwo w trudnej sytuacji. Przed takim ryzykiem można się jednak zabezpieczyć, a o tym, jak dana firma sobie radzi w warunkach zmienności walut, decyduje nie szczęście, ale wiedza. Ważne jest, aby przedsiębiorstwa narażone na ryzyko zmiany cen — czy to będzie kurs waluty, stopa procentowa czy koszt surowców — rozumiały, jak ceny te mogą się zmieniać, jaki wpływ zmiany te mogą mieć na ich zyskowność, ale także jak tym ryzykiem można zarządzać. Posiadając taką wiedzę, firma jest w stanie podjąć świadomą decyzję o zabezpieczeniu lub jego braku. Korzystanie z instrumentów zabezpieczających umożliwiających ustalenie cen na określonym poziomie daje ochronę przed niekorzystnymi ruchami na rynku. Pozwala kierownictwu fimy skupić się na tym, co potrafią najlepiej, czyli na prowadzeniu biznesu, a nie na martwieniu się o zmiany kursów walut. Zabezpieczanie przed ryzykiem może przyjmować różne formy, od bardzo prostych i popularnych (jak opcje walutowe) po skomplikowane struktury finansowe. Ważne jest to, aby korzystające z nich firmy rozumiały mechanizmy działania tych narzędzi i stosowały je zgodnie z ich przeznaczeniem. Brak zabezpieczenia oznacza, że pozwalamy rynkom finansowym decydować o wynikach firmy.

OKIEM PARTNERA SEKCJI
Decyduje nie szczęście, lecz wiedza

JOHN RENDALL, wiceprezes HSBC Bank Polska

Możliwe jest trafne szacowanie poziomu sprzedaży i marży, znalezienie najtańszego dostawcy surowców czy optymalizacja kosztów finansowych. Trudniejsze jest przewidywanie, jak zmieni się kurs waluty, w której dany eksporter czy importer prowadzi rozliczenia z kontrahentami. Rynek walutowy ciągle się zmienia, znane są przypadki nagłych i gwałtownych spadków czy zwyżek, których przyczyny nie zawsze są oczywiste czy przewidywalne. Monitorowanie tych zmian to zajęcie całodobowe. Podczas gdy w Polsce kończy się dzień pracy, w innych częściach świata biznes nadal trwa, a w jeszcze innych — dopiero się zaczyna. W przypadku zmiany kursu na niekorzyść firmy założona marża może zniknąć w ciągu paru godzin, stawiając przedsiębiorstwo w trudnej sytuacji. Przed takim ryzykiem można się jednak zabezpieczyć, a o tym, jak dana firma sobie radzi w warunkach zmienności walut, decyduje nie szczęście, ale wiedza. Ważne jest, aby przedsiębiorstwa narażone na ryzyko zmiany cen — czy to będzie kurs waluty, stopa procentowa czy koszt surowców — rozumiały, jak ceny te mogą się zmieniać, jaki wpływ zmiany te mogą mieć na ich zyskowność, ale także jak tym ryzykiem można zarządzać. Posiadając taką wiedzę, firma jest w stanie podjąć świadomą decyzję o zabezpieczeniu lub jego braku. Korzystanie z instrumentów zabezpieczających umożliwiających ustalenie cen na określonym poziomie daje ochronę przed niekorzystnymi ruchami na rynku. Pozwala kierownictwu fimy skupić się na tym, co potrafią najlepiej, czyli na prowadzeniu biznesu, a nie na martwieniu się o zmiany kursów walut. Zabezpieczanie przed ryzykiem może przyjmować różne formy, od bardzo prostych i popularnych (jak opcje walutowe) po skomplikowane struktury finansowe. Ważne jest to, aby korzystające z nich firmy rozumiały mechanizmy działania tych narzędzi i stosowały je zgodnie z ich przeznaczeniem. Brak zabezpieczenia oznacza, że pozwalamy rynkom finansowym decydować o wynikach firmy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Firmy lekceważą ryzyko walutowe