Firmy nie są skazane tylko na kredyt

Pieniądze na sprawną obsługę zobowiązań i należności można zdobyć bez konieczności zadłużania się. Pomaga w tym SCF

Przedsiębiorcy, którzy potrzebują gotówki na bieżącą działalność, nie muszą wybierać tylko między własnymi zasobami i kredytem. Na rynku prócz tradycyjnych sposobów finansowania coraz większe znaczenie zyskują także nowe narzędzia. Jednym z nich jest finansowanie łańcucha dostaw, czyli „supply chain financing” (SCF).

NOWA OPCJA:
Zobacz więcej

NOWA OPCJA:

— Finansować biznes można nie tylko kredytem. Coraz większe zainteresowanie wzbudza choćby finansowanie łańcucha dostaw (SCF). Przedsiębiorcy chcą budować takie programy, a jak już uda się je stworzyć — nigdy nie rezygnują — mówią Sebastian Szaudel i Sebastian Grabek, dyrektorzy z banku HSBC. SZYMON ŁASZEWSKI

Wielkie przebudzenie

Banki mogą zaproponować odpowiednie rozwiązania w zakresie SCF zarówno dla dostawców firm, jak i odbiorców. W pierwszym przypadku przykładem niech będzie producent ubrań (dostawca) oraz dystrybutorzy jego towarów do mniejszych sklepów (odbiorcy). — Wspomniana firma odzieżowa dostanie od banku pieniądze w terminie wymagalności faktur, czyli np. po 30 dniach, a jej kontrahenci będą mogli zapłacić później, np. po 90 dniach, biorąc na siebie koszt finansowania — tłumaczy Sebastian Grabek, dyrektor ds. faktoringu w HSBC. Nasz producent ubrań podobny program może stworzyć dla dostawców, od których kupuje m.in. materiały do szycia odzieży. Trzeba uzgodnić z bankiem, że będzie regulował swoje zobowiązania choćby po 90, a nie 30 dniach. Natomiast bank zapłaci jego dostawcom szybciej.

— Tutaj znów koszty odsetkowe poniosą kontrahenci, w tym przypadku dostawcy. Jednak mogą być pewni, że zawsze otrzymają pieniądze w terminie, ponadto dla nich to też oznacza finansowanie bez zabezpieczeń, regresu i konieczności obciążania bilansu. Do tego w dobrej cenie, ponieważ opiera się ona na ratingu firmy organizującej program — tłumaczy Sebastian Szaudel, dyrektor departamentu bankowości korporacyjnej w HSBC.

Dodaje, że obecnie można zaobserwować kilkukrotny wzrost zainteresowania firm tworzeniem programów SCF. Te rozwiązania przyszły do nas z Zachodu. Pierwsze wprowadzały je największe, międzynarodowe korporacje — dla swoich dostawców lub odbiorców. — Wcześniej w ramach grupy HSBC podpisywane były głównie umowy z limitami, nawet na kilkaset milionów dolarów, a z takich rozwiązań korzystało kilka tysięcy firm na świecie. W tej chwili mamy zarówno duże programy — dla korporacji, jak i dla średniej wielkości firm, które mogą zadeklarować obrót rzędu minimum 40 mln USD w skali roku — mówi Sebastian Grabek. Ale przedsiębiorstwa organizujące finansowanie łańcucha dostaw to niejedyni beneficjenci SCF. Na tych narzędziach korzystają także ich kontrahenci — zwykle mniejsze firmy.

— Duże korporacje stosując SCF umożliwiają mniejszym partnerom uzyskanie tańszego finansowania dzięki swojej zdolności kredytowej. A z drugiej strony mali przedsiębiorcy mają możliwość współpracy z dużymi firmami, które ograniczają ich ryzyko braku płatności. Ponadto często SCF korzysta z zaawansowanych platform internetowych, które w nieograniczonym dostępie online ułatwiają klientom obsługę operacyjną, zarządzanie zobowiązaniami i należnościami oraz ułatwiają komunikację między nabywcą a dostawcą w sieci — tłumaczy Magda Krzemińska, manager ds. finansowania handlu w banku BGŻ BNP Paribas.

— Taki program sprawdza się również jako element programów lojalnościowych dla dostawców oraz instrument pozwalający poprawić wskaźniki bilansowe — wtóruje jej Agnieszka Malik-Śmiech z departamentu finansowania handlu w Citi Handlowym.

Tańsze niż pożyczka

Eksperci zapewniają, że trudno mówić o średnich stawkach w przypadku SCF. Można jednak liczyć na to, że będą bardziej korzystne niż w przypadku kredytu. — Przedsiębiorcy będący dostawcami albo odbiorcami dużych firm decydują się na przystąpienie do takich programów tylko wtedy, kiedy ich koszt jest bardziej atrakcyjny niż inne źródła finansowania. Oni wiedzą, jakie mają możliwości odnośnie do pozyskania kredytu na rynku i jaka cena się z tym wiąże — tłumaczy Sebastian Grabek. Przy tym każda firma może, choć nie musi, mieć inną stawkę w ramach finansowania łańcucha dostaw.

— Trudno byłoby zaproponować wszystkim taką samą, ponieważ kontrahenci jednej firmy różnią się między sobą choćby skalą działania i jego zakresem. Mamy programy, w których każdy dostawca czy odbiorca dysponuje inną ceną. Przy tym generalna zasada jest taka, że im firma jest większa, tym będzie taniej — mówi Sebastian Szaudel.

Dodaje, że rozwiązania są jednak na tyle atrakcyjne, że kontrahenci dużych firm, mających wdrożony program SCF, coraz częściej pytają o możliwość dołączenia do niego lub wręcz organizacji tego typu programu dla innych swoich odbiorców.

— Nasi klienci niechętnie chwalą się, że funkcjonuje u nich takie rozwiązanie, bo często skutkuje to pojawianiem się kontrahentów,którzy nie zostali nim objęci — i zaczynają się tego domagać. Nie wszystkim można jednak zaoferować podobną współpracę — zwykle wybierani są najlepsi i najbardziej wiarygodni partnerzy — tłumaczy Sebastian Szaudel. Generalnie SCF wymaga bliskiego kontaktu dużej firmy z jej kontrahentami.

— To, co łączy finansowanie odbiorców i dostawców, to fakt, że duża firma, chcąca stworzyć podobne rozwiązanie, musi czasami zejść na ziemię — pojechać do swoich mniejszych partnerów, porozmawiać z nimi, dowiedzieć się, jakie mają problemy i gdzie mogą wspólnie zbudować wartość w takim programie. Aby go uruchomić, potrzebna jest bowiem zgoda i zainteresowanie obu stron — tłumaczy Sebastian Szaudel. M.in. dlatego wprowadzenie go w życie wymaga sporo wysiłku i czasu. Najkrótsze wdrożenie w banku w przypadku HSBC trwało 3 miesiące, a najdłuższe — aż 9 miesięcy.

— Jak się już jednak uda, to taki program działa bez zarzutu i funkcjonuje latami. Nie mieliśmy jeszcze żadnego przypadku rezygnacji z niego — mówi Sebastian Grabek.

Dziś jest prościej

Historia SCF też nie jest jednak długa. W Polsce pierwsze programy zaczęły funkcjonować ok. 13 lat temu. — Polskie firmy na początku były w ramach tych programów dostawcami dla zagranicznych gigantów. Potem zaczęły dostrzegać, że to przynosi korzyści i pytać o podobne rozwiązania u nas. Dzisiaj na rynku funkcjonuje kilkanaście dużych programów polskich firm, z czego 70 proc. działa w branży handlowej, a 30 proc. w produkcyjnej — mówi Sebastian Szaudel.

Bardzo często obejmują one również zagranicę, ponieważ wiele rodzimych firm importuje, przede wszystkim z Azji. — W takich przypadkach ważna jest współpraca z bankiem, który na danym rynku działa i dobrze go zna. HSBC w Azji ma do dyspozycji ponad 50 tys. osób. Dzięki temu nie musimy kontaktować się z Polski z kontrahentami z tego rejonu. Obsługują ich na miejscu nasi pracownicy w ich lokalnym języku — mówi Sebastian Szaudel. To daje również odciążenie personelu finansowego i działu zakupów na miejscu. Jeszcze kilka lat temu trudno było stworzyć system informatyczny, który zautomatyzowałby wszystkie procesy w ramach takiego programu. Dzisiaj jest to o wiele prostsze.

— Mamy sprawne systemy, które umożliwiają całkowitą automatyzację procesów płatniczych. To z jednej strony ułatwia tworzenie podobnych rozwiązań, z drugiej korzystanie z nich firmom — bo nie ma obecnie potrzeby, żeby dzwonić z prośbą o zapłatę, wszystko sprowadza się do kliknięcia myszką w odpowiednie okno — mówi Sebastian Grabek.

— Obecnie SCF działa w pełni automatycznie, wykorzystując systemy bankowości elektronicznej i digitalną wymianę dokumentów biznesowych, np. zamówień, faktur. Złożona analityka danych pozwala na prognozowanie przepływów pieniężnychi lepsze zarządzanie relacjami handlowymi — przyznaje Agnieszka Malik-Śmiech. Eksperci podkreślają, że ważnym aspektem supply chain financing jest dyscyplina płatnicza.

— Wydłużone terminy płatności w normalnych warunkach często są przekraczane, bo nie wiążą się z tym żadne konsekwencje. Niby jest możliwość naliczania w podobnych sytuacjach odsetek ustawowych, ale nikt tego nie robi. Natomiast przedsiębiorcy funkcjonujący w programie supply chain financing są bardzo zdyscyplinowani, ponieważ za każdy dzień opóźnienia muszą zapłacić. Dzięki temu nie tworzą się zatory płatnicze — przekonuje Sebastian Grabek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Firmy nie są skazane tylko na kredyt