Czytasz dzięki

Firmy robią zapasy na pandemię

Przedsiębiorstwa nie chcą mieć pustych magazynów. Zyskują operatorzy logistyczni, którzy mają nadzieję, że tym razem koronakryzys nie zerwie łańcuchów dostaw.

Przedsiębiorcy zapewniają, że dzięki doświadczeniom z pierwszej fali pandemii nieco łatwiej jest im przygotować się do rozpędzającej się obecnie lawiny. Starają się utrzymać łańcuchy dostaw i dbają, by ich magazyny nie stały puste. Nie kryją jednak obaw.

— Trudno ocenić, jak w najbliższych miesiącach będzie wyglądać sytuacja — choć na dziś nie należy spodziewać się całkowitego zawieszenia serwisu, nawet w przypadku międzynarodowego lockdownu — mówi Patryk Świderski, dyrektor produktu drobnicy międzynarodowej w Rohlig Suus Logistics.

Ruch rośnie

Dodaje, że podobnie jak na początku marca, kiedy koronawirus dotarł do Polski, firmy eksportujące i importujące towary uzupełniają stany magazynowe lub zrobiły to w okresie letnim.

— To przekłada się na większą liczbę zleceń. Doświadczenie zdobyte w pierwszym i drugim kwartale pozwoliło nam przygotować się do drugiej fali pandemii. Jako kompleksowy operator logistyczny, w przypadku wydłużonego czasu oczekiwaniana granicach lub na przykład wstrzymania ruchu lotniczego, jesteśmy w stanie zaoferować klientom alternatywne serwisy — morski lub kolejowy — dodaje Patryk Świderski.

Na razie towarowy ruch drogowy ma się świetnie. Wskaźniki przejazdu ciężarówek wskazują, że rzeczywiście firmy uzupełniają bieżące braki towarów i tworzą zapasy w magazynach. Z danych Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad wynika, że w ostatnim tygodniu ruch ciężarówek zwiększył się o 6-7 proc. w porównaniu z danymi z października 2019 r. Podobne wskaźniki wzrostu przewozów ciężarowych są notowane od wielu tygodni. Urząd Transportu Kolejowego od kilku kwartałów wskazuje natomiast, że wprawdzie kolejowy ruch towarowy maleje, bo np. spadają dostawy węgla, ale dynamicznie rosną przewozy intermodalne. Ich znaczenie coraz częściej doceniają międzynarodowi przedsiębiorcy. Unilever, działający w 190 krajach — także azjatyckich — doświadczenia potrzebne w działaniu na rynku w okresie pandemii zdobywał zanim dotarła ona do Europy.

— Przenieśliśmy tiry na tory. W szczycie pandemii to właśnie kolej okazała się efektywnym sposobem dostarczania towarów — twierdzi Jerzy Glinkowski, dyrektor łańcucha dostaw na Polskę i kraje bałtyckie w Unilever.

Grupie pomaga digitalizacja. Stworzyła komputerowe modele fabryk, dzięki czemu może zdalnie zarządzać procesem produkcyjnym.

— Dostosowaliśmy poziomy zapasów w kluczowych kategoriach, zwiększyliśmy moce produkcyjne niektórych produktów w naszych fabrykach oraz u kooperantów. Nie oznacza to jednak braku ryzyka, np. nagłej zmiany popytu czy niespodziewanych regulacji związanych z drugą falą pandemii — dodaje Jerzy Glinkowski.

Na kraj i eksport

Firmy mające krajowych dostawców czują się bezpieczniej, ale równocześnie martwią się o stabilność relacji eksportowych.

— Wierzymy, że niezależnie od skali wyzwań, które czekają nas w najbliższych miesiącach, dzięki ścisłej współpracy z naszymi partnerami biznesowymi uda nam się zachować ciągłość łańcucha dostaw. Tym bardziej że wykorzystywane przez nas surowce, przede wszystkim mąka, pochodzą z Polski, więc nie musimy martwić się możliwymi kolejkami na granicach. Nasze pieczywo transportowane jest jednak również za granicę — do krajów europejskich oraz USA i Korei Południowej — mówi Michał Zajezierski, wiceprezes piekarni Nowel.

Twierdzi, że branża logistyczna, na bazie doświadczeń z pierwszej fali pandemii, jest przygotowana na wyzwania, które pojawią się w najbliższych miesiącach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane