45 proc. osób, które w ostatnich miesiącach zdobyły pracę tymczasową, zostało wcześniej zwolnionych z pracy. Aż 80 proc. przedstawicieli tej grupy uprzednio pracowało w gastronomii, usługach lub produkcji. 68 proc. wskazało, że z powodu koronawirusa musiało się przekwalifikować i zmienić branżę — wynika z raportu spółki rekrutacyjnej Otto Work Force Polska. Rola tzw. czasownika jest ratunkiem dla osób, które w czasie pandemii straciły etat. A czy może być korzystna także dla pracodawców, których kryzys zmusza do zaciskania pasa?
Odpowiedź twierdzącą przyniosły już trudne lata 2007-08. W początkowej fazie ówczesnego kryzysu pracownicy tymczasowi pierwsi tracili zatrudnienie, ale gdy tylko kondycja przedsiębiorstw zaczęła się poprawiać, zapotrzebowanie na nich wzrosło.
Dziś według ekspertów z firmy Otto sytuacja się powtarza. Znaczna część przedsiębiorstw nadal liczy straty spowodowane zamrożeniem gospodarki i ani myśli o wznowieniu rekrutacji. Są jednak sektory, jak przemysł spożywczy, produkcja środków czystości, e-commerce, IT, centra usług wspólnych i działalność kurierska, które się umocniły i pozyskują więcej siły roboczej niż przed pandemią. Tyle że ich oferty dotyczą głównie pracy tymczasowej. Dominują elastyczne formy zatrudnienia, etat jeszcze długo będzie rzadkością. Rozwaga przede wszystkim.
— Obawy, że nastąpi druga fala epidemii, utrata rynków zbytu, problemy z odbudową łańcucha dostaw i utrzymaniem płynności, spadek popytu… W obliczu takich wyzwań wszelkie prognozowanie jest obarczone dużym ryzykiem. A skoro przyszłość niepewna, firmy zachowują się nader asekuracyjnie, jeśli chodzi o powiększanie zespołów — mówi Ewelina Glińska- Kołodziej, dyrektor operacyjny w agencji personalnej Trenkwalder Polska.
Prognozy rekrutacyjne są najsłabsze od 2008 r. Według badania „Plany Pracodawców”, zrealizowanego przez Randstad, 59 proc. pracodawców w ciągu najbliższych sześciu miesięcy spodziewa się w Polsce recesji. To o 35 pkt proc. więcej niż w poprzedniej edycji badania. Firmy jeszcze długo będą odczuwały skutki pandemii — twierdzą autorzy analizy. Nieprzewidywalność wpływu wirusa na rynek pracy sprawia, że firmy podejmują decyzje bardzo ostrożne, pod presją maksymalnej elastyczności.
To dobra wiadomość dla osób bezrobotnych lub zagrożonych zwolnieniem z pracy, które akceptują brak etatu. Pracownicy tymczasowi narzekają jednak na brak stabilizacji. Rozumieją, że przedsiębiorców nie stać obecnie na długofalowe zobowiązania, niemniej nie uśmiecha im się los tzw. jumpera — osoby, która co rusz przeskakuje z firmy do firmy. Dlatego Polskie Forum HR przedstawiło Ministerstwu Rodziny Pracy i Polityki Społecznej rekomendację dotyczącą wydłużenia okresu zatrudnienia czasownika u jednego pracodawcy użytkownika z 18 do 30 miesięcy w ciągu 36 miesięcy.
— Proponowana zmiana pozwoli obu stronom na łagodniejsze przejście przez trudny okres. Skorzystają pracodawcy, którzy nie mogą pozwolić sobie na podejmowanie długotrwałych zobowiązań, a chcą realizować projekty i tworzyć miejsca pracy. Wygranymi mogą być również zwolnieni pracownicy, bo łatwiej i szybciej odzyskają zatrudnienie — podkreśla Anna Wicha, prezes Polskiego Forum HR.
Nowa, tymczasowa, niezgodna z wcześniej wykonywanym zawodem praca nie musi być luksusem — ale chyba lepsza taka niż żadna.