Zmieniąjąca się rzeczywistość rynkowa zmusza firmy windykacyjne do błyskawicznego przystosowywania się.
Ofiarą wysokich wymagań rynku padają nie tylko małe, nowe firmy, ale także te z wieloletnim doświadczeniem, długą historią i listą klientów. Tak pokutują za niedostosowanie się do nowych warunków funkcjonowania w branży. Im bardziej elastyczna reakcja na sygnały z otoczenia, tym większa szansa na utrzymanie się w grze.
Kto wypada, kto zostaje
— W miejsce spółek, które musiały zakończyć działalność, wchodzą młode firmy, które mają znacznie mniejsze szanse na przeżycie, jednakże często ich nowe pomysły uzupełniają lukę na rynku — mówi Krzysztof Matela, prezes spółki EGB Investments, który jest jednocześnie prezesem Polskiego Związku Windykacyjnego.
Dlatego tak duże znaczenie ma wysoka jakość oferowanych usług.
— Nasi klienci mają możliwość sprawdzania na bieżąco, co zrobiliśmy w ich sprawie. Otrzymują również regularne raporty. Małe firmy nie dysponują często takimi możliwościami. Brak im również dostępu do bazy informacyjnej, skąd mogą czerpać informacje o dłużniku. My korzystamy z bazy danych wywiadowni gospodarczej, zawierającej informacje o 500 000 firm w Polsce — mówi Marek Rechciński, dyrektor biura windykacji Coface Intercredit.
Przez pewien czas powstawały firmy, które psuły rynek. Po pierwsze nie postępowały etycznie, a po drugie swoją pracę kończyły na wezwaniu dłużnika do zapłaty. Teraz to już za mało.
— Obecnie można zaobserwować proces poszukiwania przez klientów innych, nowych rozwiązań. Wymusza to coraz szerszy zakres usług i coraz niższe stawki — przekonuje Marek Rechciński.
Niskie stawki są częstym wabikiem stosowanym przez małe firmy. Z racji ponoszenia mniejszych nakładów mogą one dużo łatwiej konkurować ceną swoich usług.
— Dobrze, jeśli firmy takie są profesjonalnie przygotowane do prowadzenia działalności, mają opracowane procedury postępowania i dobrze znają usługę, którą zamierzają świadczyć — mówi Krzysztof Matela.
Bolączką małych biur windykacyjnych i częstym powodem ich rynkowej porażki jest obok braku pomysłu znikomość kapitału. Duże firmy mają tę przewagę nad małymi, że są w stanie obsługiwać największe, wielomilionowe transakcje.
— Niewielkie firmy ze względu na szczupłe zasoby kapitałowe nie są w stanie sprostać wymogom technicznym, osobowym i jakościowym stawianym przez duże i średnie przedsiębiorstwa. W tej branży konieczne są ciągłe inwestycje. Kapitał potrzebny jest również na wykupywanie długów — tłumaczy Wojciech Andrzejewski, członek zarządu spółki PRESCO.
W związku z tym świadczą one usługi tylko w wąskim zakresie (np. windykacja terenowa) i tylko w określonym regionie, bądź kompleksowo, ale dla sektora małych firm. Może to być receptą na sukces, ale i na fiasko. Dlaczego? Brak dostępu do szerszego kręgu odbiorców uniemożliwia rozwinięcie skrzydeł i działanie na dużą skalę. Sporo może tu zmienić otwarcie się granic wyrażające się większym zainteresowaniem inwestorów branżą windykacyjną.
— Zwiększony napływ inwestycji zagranicznych spowoduje powstanie nowych przedsiębiorstw, co zwiększy rynek usług windykacyjnych. Ponadto, znacznie ułatwiony dostęp do kapitału zwiększy możliwości polskich firm i umożliwi im zagraniczną ekspansję. Często odbywa się to drogą wykupywania polskich firm przez zagraniczne — mówi Wojciech Andrzejewski.
Problem w tym, że największy kawałek z tego tortu i tak dostanie się najpewniej firmom, które od dawna już windykują za granicą, we współpracy z tamtejszymi biurami.
Przepisy
Duże utrudnienie dla branży stanowią nadal niejasne, uchwalane w pośpiechu przepisy prawne, które nie precyzują lub wcale nie uwzględniają kwestii związanych z rynkiem wierzytelności w Polsce. Do tej pory na przykład nie wiadomo, jak rozliczać VAT w przypadku cesji wierzytelności.
— Jeżeli Ministerstwo Finansów nie dostosuje polskich przepisów do realiów europejskich, to za dwanaście miesięcy może się okazać, że większość polskich firm windykacyjnych będzie działała poza granicami kraju, gdzie obowiązują korzystniejsze przepisy podatkowe — mówi Krzysztof Matela.
Budżet państwa może zatem nie dostać złamanego grosza od firm windykacyjnych, bo całość płaconych przez nie podatków zasili skarbce innych krajów Europy.