Firmy tracą zapał do dalekiej ekspansji

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 22-08-2014, 00:00

Polski eksport do Chin i USA gwałtownie wyhamował. To wypadek przy pracy czy polskie firmy przestają szukać nowych rynków?

„Reorientacja geograficzna polskiego eksportu” — ten termin zrobił w ostatnich latach błyskotliwą karierę wśród ekonomistów. W skrócie oznacza, że nasze firmy, sparzone słabym popytem ze strefy euro, coraz odważniej wchodzą na zupełnie nowe, mało rozpoznane rynki. Na łamach „PB” wielokrotnie pisaliśmy, że w imponującym tempie (sięgającym kilkudziesięciu procent) rósł nasz eksport do Chin, USA, Norwegii czy na Bliski Wschód. Wydawało się, że eksporterzy wchodzą w nowy etap rozwoju: przeszli chrzest bojowy w UE i nabrali apetytu na podbój reszty świata. Niestety, ostatnie dane ten optymizm nieco studzą. Nawet jeśli proces ekspansji naszego eksportu poza Unię trwa, to wydaje się, że w ostatnich miesiącach nieco wyhamował.

Liderzy rozczarowali

Jak pokazują wstępne dane GUS o handlu zagranicznym, rynki, które dotychczas uchodziły za sztandarowe przykłady ekspansji polskiego eksportu, obecnie zdecydowanie zawodzą. Jeszcze w ubiegłym roku eksport do Chin wzrósł o 17 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. Wzrost wydawał się zrozumiały. Państwo Środka — druga co do wielkości gospodarka na świecie — odgrywało w naszym eksporcie rolę porównywalną do Finlandii czy Rumunii. Wydawało się więc, że polscy eksporterzy w końcu zaczęli dostrzegać potencjał chińskiego rynku i będzie już tylko lepiej.

Niestety, na razie ta hipoteza się nie potwierdza. W pierwszym półroczu 2014 r. sprzedaż do Chin wręcz zaczęła spadać — eksport był o 0,3 proc. niższy niż przed rokiem. Podobnie w USA. W ubiegłym roku polski eksport rósł tam w tempie 21 proc. rocznie i pojawiła się realna szansa, że w bieżącym lub przyszłym roku największa gospodarka świata w końcu wejdzie do pierwszej dziesiątki naszych odbiorców. Nic z tego. Teraz dynamika roczna to tylko 0,5 proc. i eksportowe „top 10” szybko się oddala. Jeszcze bardziej jaskrawy przykład to Norwegia, gdzie dynamika roczna polskiego eksportu w zeszłym roku sięgnęła 26 proc., co było najlepszym wynikiem wśród państw rozwiniętych. Obecnie eksport do Norwegii nie tylko nie rośnie, ale wręcz spada — o 3,7 proc. rok do roku.

Na dalszym planie

Na słabnące zainteresowanie polskich przedsiębiorców poszukiwaniem nowych rynków zbytu wskazuje też niedawne badanie firmy doradczej Deloitte. Od kilku lat raz na pół roku przepytuje ona dyrektorów finansowych przedsiębiorstw o plany rozwojowe. Jeszcze rok temu 66 proc. ankietowanych mówiło, że wchodzenie na nowe rynki zbytu to priorytet. Pół roku później odsetek ten wynosił 59 proc., a teraz stopniał do 44 proc.

— Ekspansja zagraniczna na nowych rynkach zdecydowanie schodzi na dalszy plan wśród przebadanych przez nas firm. Obecnie priorytetem staje się dla nich inwestowanie w rozwój i umacnianie pozycji na własnych, dobrze rozpoznanych rynkach — mówi Krzysztof Pniewski, partner w Deloitte.

Czołgi i ożywienie

Co sprawiło, że polskim przedsiębiorcom odechciewa się dalekich podróży? Według Krzysztofa Pniewskiego, jednym z powodów może być sytuacja na Ukrainie.

— Konflikt rosyjsko-ukraiński mógł uświadomić niektórym eksporterom, że wchodzenie na nowe, często dość egzotyczne rynki, wiąże się z dużym ryzykiem biznesowym. To znacznie bardziej niepewna działalność niż sprzedaż na dobrze znanym i poukładanym rynku Unii Europejskiej — mówi ekspert Deloitte.

Sytuację dodatkowo komplikuje ostatnie embargo Rosji na niektóre produkty żywnościowe z Polski i UE.

— Dla naszej branży ten cios Putina był celny. UE będzie przeżywała znaczącą nadprodukcję mleka i nabiału, a to doprowadzi do wojny między europejskimi mleczarniami. O eksport będzie coraz trudniej — mówi Edward Bajko, prezes firmy Spomlek.

Ponadto ostatnie kilka lat to okres silnego kryzysu w strefie euro. To właśnie on zmusił wiele polskich firm do wchodzenia na nowe, nieznane rynki. Eksporterzy nie mieli wyboru — jeśli chcieli zwiększać sprzedaż, musieli szukać klientów poza UE. Teraz jednak gospodarka strefy staje na nogi, popyt się odradza i motywacja do kosztowego przecierania nowych szlaków spadła.

— W ostatnich kwartałach strefa euro przeżywa drobne wzloty i upadki, ale generalnie weszła na drogę ożywienia i wydaje się, że to długotrwała tendencja. Popyt z tradycyjnych rynków powinien więc się nasilać — mówi Tomasz Kaczor, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego. Czują to też przedsiębiorcy.

— Sytuacja na rynkach zachodnich się poprawia. Klienci zwiększają zamówienia, na większości rynków mamy duży wzrost — mówi Kazimierz Pazgan, właściciel Grupy Konspol.

Nadal jest szansa

Pozostaje nadzieja, że wspomniane przykłady Chin, USA i Norwegii to tylko niechlubne wyjątki, a na pozostałych nowych rynkach polski eksport nadal szybko się rozwija (dane statystyczne za pierwsze miesiące 2014 r. są jeszcze szczątkowe i nie da się z nich wyciągnąć jednoznacznych wniosków).

— Słabnący eksport do Chin czy USA może być wywołany bieżącymi wahnięciami koniunktury na tamtejszych rynkach. Wierzę, że ekspansja polskich firm na świecie trwa i będzie trwać. Kryzys w strefie euro był ważną lekcją i sądzę, że nasi przedsiębiorcy zapamiętają ją na długo. Pokazał, że nie warto trzymać wszystkich jaj w jednym koszyku i aby utrzymać długofalowy wzrost eksportu, trzeba rozglądać się po świecie — mówi Tomasz Kaczor.

Niepokojącej tendencji nie widzi też Kazimierz Pazgan.

— Nadal mocno wzmacniamy pozycję na nowych rynkach, zwłaszcza azjatyckich — w Chinach, a ostatnio wchodzimy również do Japonii — mówi właściciel Konspolu. Optymizmu nie traci też Dominik Błędzki z Polsko-Chińskiej Izby Gospodarczej.

— Nie obserwujemy nic niepokojącego. Polskie firmy nadal dynamicznie wchodzą na chiński rynek i — co ważne — nie są to już wyłącznie maszyny górnicze czy miedź, jak jeszcze kilka lat temu. Coraz większa część eksportu to dobra konsumpcyjne, np. soki, słodycze, meble czy piwo — twierdzi Dominik Błędzki. Jego zdaniem, spadek dynamiki polskiego eksportu do Chin może być w dużej mierze spowodowany embargiem na polską wieprzowinę.

— To może być jedna z przyczyn osłabienia wzrostu. Jednak polskie firmy obchodzą ten zakaz, wysyłając mięso przez Hongkong czy Singapur, więc faktyczne wyhamowanie dynamiki eksportu jest mniejsze, niż pokazują dane statystyczne — mówi Dominik Błędzki.

OKIEM EKSPERTA
To tylko chwilowy przestój

PIOTR BUJAK, ekonomista PKO BP

Wyhamowanie ekspansji polskich firm na nowych rynkach może mieć kilka powodów. Częściowo to wynika z wahań koniunkturalnych w niektórych państwach, np. kryzys na Ukrainie spowodował spadek polskiego eksportu na wschodnie rynki. To spowolnienie ekspansji prawdopodobnie można też tłumaczyć nasyceniem niektórych rynków, np. firmom stosunkowo łatwo było wejść na jakiś rynek

i w pierwszej fazie szybko rosnąć, ale od pewnego momentu trudno już jest powiększać sprzedaż i zwiększać bazę odbiorców. Po trzecie, tradycyjne rynki, czyli Europa Zachodnia, w ostatnim czasie doznają ożywienia i popyt z tych państw rośnie. Skoro firmy mogą więc łatwiej sprzedać produkcję na bliskich, dobrze rozpoznanych rynkach, to skłonność do szukania nowych klientów spada. Na dłuższą metę nie sądzę jednak, aby ekspansja eksportowa polskich firm została przerwana. Choć być może ostatnio nieco spowolniła, jestem pewny, że ten proces będzie kontynuowany.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu