Na tranzycie towarów przez Polskę skorzystają krajowi przewoźnicy. Niemieccy spedytorzy skupiają się na konsolidacji.
W Polsce funkcjonuje wiele niemieckich firm z branży transportowo-spedycyjno-logistycznej (TSL), jednak trudno mówić o ich dominacji na krajowym rynku.
Jednym z niemieckich podmiotów TSL obecnych w Polsce od lat jest koncern Schenker. Według Jacka Machockiego, prezesa polskiego oddziału spółki, na krajowym rynku obecni są także inni więksi europejscy, w tym — niemieccy dostawcy usług logistycznych. Wymienić można chociażby firmy należące do grupy Deutsche Post (DHL-Danzas, Servisco), a także Kühne & Nagel, Millitzer & Münch, Helmann-Moritz i wiele innych. Istnieje również poważne zaangażowanie kapitału niemieckiego na polskim rynku przewoźników drogowych, choć są to często małe, nieznane w skali całej branży podmioty.
Mimo dużego zróżnicowania niemieckich firm TSL, w ich działalności nie obserwuje się korzystania jedynie z usług rodzimych podmiotów, choć często kooperują one ze spółkami grup kapitałowych, z których się wywodzą.
— Schenker, jako duża organizacja, pracuje w ramach sieci firm siostrzanych w różnych krajach. W Polsce współpracujemy z firmą Spedpol (70 proc. kapitału należy do grupy Schenker) oraz Railog (w 100 proc. należy do Schenkera). Do wyjątków należy współpraca z innymi agentami, firmami spoza koncernu — mówi Jacek Machocki.
Inna niemiecka firma logistyczna — Fiege, która ma centrum w Mszczonowie, przy wyborze kooperantów kieruje się głównie rachunkiem ekonomicznym, a nie np. krajem ich pochodzenia. Według Piotra Kohmana, przedstawiciela spółki, nie korzysta ona z firm niemieckich, a bardzo często z polskich przewoźników.
Zdaniem Jacka Machockiego, nie ma specjalnego wyróżnika firm z kapitałem niemieckim z branży TSL. Niektóre z mniejszych firm tego sektora specjalizują się w naturalny sposób w dostarczaniu produktów na kierunku Niemcy–Polska, natomiast wszyscy więksi dostawcy prowadzą działalność o bardzo szerokim rodzajowym i geograficznym zakresie świadczonych usług.
Kolejnym, niemieckim potentatem na krajowym rynku TSL jest Kuehne & Nagel (K&N). Firma ta, podobnie jak grupa Schenker funkcjonuje na rynku międzynarodowym. Jej polski oddział posiada biura i magazyny w Poznaniu, Warszawie, Katowicach, Rzeszowie, Leżajsku, Krakowie, Wrocławiu i Lublińcu. Specjalizują się one m.in. w spedycji lądowej i morskiej. W tej drugiej specjalności K&N korzysta ze współpracy z wieloma armatorami, głównie z firmami wybieranymi przez jej centralę w Niemczech.
Zdaniem Lesława Nawrockiego, dyrektora poznańskiego oddziału K&N, w Polsce obecni są niemieccy przedstawiciele wszystkich branż transportowych, z wyjątkiem przewozów kolejowych.
— Spory udział ma w nich jedynie spółka Polzug, która zajmuje się głównie transportem kontenerowym — mówi Lesław Nawrocki.
Spółka Polzug jest wspólnym przedsięwzięciem PKP, HHLA (Hamburskiej Spółki Akcyjnej Portu i Magazynów) oraz DB Cargo AG (kolei niemieckich), założonym w 1991 r. Firma ma pozycję pierwszego w Niemczech prywatnego operatora zwartych pociągów kontenerowych, z własną bazą wagonową. Organizuje kolejowe połączenia pomiędzy portami Hamburg i Bremerhaven oraz siedmioma regionami w Polsce.
Najbardziej interesującym podmiotem TSL jest niemiecki integrator DHL, należący do Deutsche Post. Pod wspólną marką DHL działają firmy Danzas i Servisco Euro Express, dzięki czemu nowo powstały podmiot ma szansę stać się największym branżowym przedsiębiorstwem w Europie.
Zdaniem Janusza Łacnego, członka zarządu Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce, obecnie nie ma znaczenia kraj pochodzenia integrujących się firm — miejsce konkurencji zajmuje na rynku globalna kooperacja. Lesław Nawrocki z K&L, dodaje, że niewiadomą jest przyszła polityka firm TSL po rozszerzeniu UE, która zależała będzie od rozwoju wymiany towarowej. Polska ma tą specyficzną pozycję geograficzną, że spełnia ważną rolę centrum logistycznego dla towarów, które trafiają na wschód Europy. Skorzystają na tym zapewne polskie firmy transportowe.
Jacek Machocki nieco sceptycznie patrzy na przyszłość rozwoju branży. Uważa on, że wszyscy więksi gracze TSL funkcjonują już na rynku od lat 90.
— Nie spodziewam się, aby po przystąpieniu Polski do UE nastąpił w branży TSL jakiś gwałtowny napływ kapitału do naszego kraju. To, co niewątpliwie nastąpi, to rozwój operacyjnej i handlowej współpracy między firmami — szczególnie średnimi i małymi — z Polski i z krajów dotychczas należących do UE — mówi prezes Schenkera.