Fisherman wymaga cierpliwości wędkarza

Julia Kafka
opublikowano: 1998-12-21 00:00

Fisherman wymaga cierpliwości wędkarza

Restauracja serwująca przyzwoite dania rybne to w stolicy rzadkość. Takim właśnie lokalem jest Fisherman, który usadowił się przy Rynku Starego Miasta. Warto jednak zaznaczyć, że gdyby szyper kutra rybackiego wzorował się na organizacji pracy Fishermana, szybko poszedłby na dno wraz z łajbą.

Wystrój nawiązuje do wnętrza starego szkunera. Projektant zadbał o najdrobniejsze nawet detale. Całość uzupełniona akwariami pełnymi egzotycznych ryb wydaje się nieco kiczowata, ale być może tak powinno wyglądać wnętrze restauracji serwującej ryby i owoce morza.

Kuchnia przyzwoita. Co prawda serwowany na przystawkę węgorz wędzony nie zasługuje nawet, aby go porównywać z krewniakami podawanymi w mazurskich tanich barach, ale zupy prezentują się już o wiele lepiej. Sztormowa jest pyszna, a kociołek marynarski zachęca nie tylko smakiem, ale i oryginalnym sposobem serwowania.

Podobnie jest z daniami głównymi. Szaszłyk z łososia i filet z soli mogą przekonać wybrednych do powrotu do Fishermana. Jednakże eskalop po admiralsku z cokolwiek nieświeżego łososia i zbyt suchy filet z sandacza w migdałach studzą nieco ten zapał.

Desery nie są najmocniejszą stroną menu. Sorbet Pacific to nic szczególnego, podobnie jak lody spod wody, ale co tam. Do Fishermana nie przychodzi się dla łakoci.

Kelnerki dość sprawne, umiarkowanie taktowne, za to nader urodziwe. Co z tego, kiedy na rachunek trzeba czekać niemal tyle czasu, ile Kolumb potrzebował, aby dopłynąć do Ameryki i powrócić do ojczyzny.