Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) nieśpiesznie rozstrzyga przetargi ogłoszone wiele miesięcy temu przez jej poprzedni zarząd. Na lawinę nowych zleceń na razie się nie zanosi, bo zarządca krajowych dróg najpierw musi znaleźć fundusze albo oszczędności, które pomogą zrealizować rządowy program inwestycji, wyceniany przez resort infrastruktury aż na 198 mld zł. Jednym z pomysłów jest wsparcie inwestycji GDDKiA przez samorządy, którym zależy na budowie rond, chodników i innych obiektów poprawiających bezpieczeństwo na drogach krajowych. Resort infrastruktury przedstawił projekt nowelizacji ustaw drogowych, umożliwiający wzajemne finansowanie inwestycji przez zarządców różnych dróg. Otworzył on GDDKiA ścieżkę do funduszy samorządowych, a lokalnym włodarzom dał nadzieję na współpracę z tą instytucją przy realizacji projektów na trasach lokalnych. Projekt poparł fiskus, ale stawia warunki. Chce doprecyzowania przepisów, by jasne było, że samorządowcy mogą dofinansować drogi krajowe, natomiast autostradowej dyrekcji nie wolno finansować lokalnych tras. „Na ewentualne wprowadzenie do ustawy o drogach publicznych możliwości finansowania lub współfinansowania przez zarządcę dróg krajowych zadań na drogach innej kategorii, minister finansów zgody nie wraża”
— kategorycznie stwierdza Piotr Nowak, wiceminister finansów w opinii do projektu. Tymczasem Krajowa Rada Zarządców Dróg Powiatowych liczyła nawet na większą liberalizację projektowanych przepisów i „uproszczenie procedur udzielania wzajemnej pomocy finansowej bądź rzeczowej pomiędzy wszystkimi zarządcami dróg”. Nic z tego „Ze względu na brak zgody ministra finansów na wprowadzenie do ustawy (…)możliwości finansowania lub współfinansowania przez zarządcę dróg krajowych zadań na drogach innych kategorii, taka możliwość została usunięta” — napisali w odpowiedzi na postulat Rady przedstawiciele resortu infrastruktury. Krok dalej chciał pójść Związek Powiatów Polskich, wnioskujący o finansowanie przez GDDKiA inwestycji na lokalnych drogach, jeśli zniszczą je wykonawcy dowożący materiały do budowy autostrad i ekspresówek. Na to także nie godzą się rządowi urzędnicy, podkreślając, że wykonawcy w ramach umów z GDDKiA mają przecież obowiązek naprawiania uszkodzeń na samorządowych drogach. Barbara Dzieciuchowicz, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa, podkreśla jednak, że przerzucanie odpowiedzialności na firmy budowlane nie rozwiązuje problemu. Często bowiem samorządowcy, obawiając się, że w przyszłości nie naprawią ich dróg, utrudniają im dostęp i transport materiałów. Mają przykre doświadczenia z poprzedniej unijnej perspektywy, kiedy wielu wykonawców zbankrutowało, zeszło z placów budowy i trudno było ustalić, kto ma odpowiadać za zniszczenie części lokalnych tras.