WIG20 ma trudności z wydostaniem się z czerwonej strefy. Dzięki cudownemu fixingowi udało się zakończyć sesję na niewielkim minusie , ale nie neguje to słabości parkietu.
GPW ma coraz większe trudności z dotrzymaniem kroku najważniejszym parkietom w Europie. Także korelacja indeksów naszego regionu jest coraz trudniejsza do zaobserwowania. WIG20, węgierski BUX i czeski PX50 nie podążają w podobnym rytmie i dysproporcja pomiędzy nimi się pogłębia. Zagraniczne fundusze często wrzucają je do wspólnego koszyka, więc taka rozbieżność wskazuje na większy udział w kształtowaniu kierunku handlu na warszawskim rynku przez rodzimych inwestorów. Także deprecjacja złotówki nie musi się wiązać tylko z aktywnością obcego kapitału. Polskie banki i fundusze również przecież operują na rynku walutowym. To może sugerować znaczne pogorszenie się nastrojów wśród naszych instytucji.
Przed południem indeks blue chipów miał spore kłopoty z określeniem kierunku. Co chwila zmieniała się jego barwa — z zielonej na czerwoną i odwrotnie. Taka zmienność musiała wpływać na wyceny czołowych spółek. Problemy z utrzymywaniem dobrej formy miał od samego początku KGHM. Lubińskiemu koncernowi szkodziła taniejąca miedź i rozmowy zarządu ze związkami zawodowymi na temat wzrostu płac. Pod presją sprzedających ponownie znalazły się banki. Wydaje się, że trzycyfrowa wartość akcji Pekao jest poważnie zagrożona. Także kurs PKO BP ma ogromne trudności z przerwaniem fatalnej passy. Honoru w tym segmencie starały się tradycyjnie już bronić PGNiG i TP.
Na szerokim rynku mocno przeceniono Paged. Po informacji o stratach na opcjach walutowych kurs nurkował 30 proc. Ponownie w opałach znalazł się inny bohater opcji — Odlewnie Polska. Na przeciwległym biegunie brylował Action, próbujący odreagować poprzednie zniżki.
Ostatecznie WIG20 zakończył wtorkową sesję nieznaczną przeceną o 0,12 proc. Najlepszą formę, ale przy bardzo niskich obrotach, utrzymały do końca PGNiG i TP, a ponownie największym balastem okazał się PKO BP. Mimo wtorkowych ograniczonych spadków GPW nie jest w stanie wyrwać się z niedźwiedziego uścisku. Nie bardzo widać na horyzoncie silnych obrońców rynku. Takie sesje to tylko wymarzony scenariusz dla daytraderów. U stabilnych inwestorów zmniejszają jednak one sentyment do akcji, a mocno przetrzebiony obóz optymistów nie ma teraz oparcia nawet w globalnych rykach.
Waldemar Borowski