Kilka dni temu w Japonii powstał nowy termin, o którym warto wiedzieć –
flyjin. Kto to taki? Podzielmy słowo na kawałki. Fly to latać, a jin to po
japońsku człowiek. Dlaczego latający człowiek? Po pierwsze dlatego, że rymuje
się z gaijin - japońskie słowo oznaczające cudzoziemca (zewnątrz +
człowiek = ktoś z zagranicy), przeważnie o niezbyt pochlebnym znaczeniu. A po
drugie dlatego, że dotyczy cudzoziemców, którzy na wieść o nuklearnym wypadku
zamawiają taksówkę na najbliższe lotnisko.
Flyjin powstał
najprawdopodobniej 17 marca (6 dni po trzęsieniu ziemi) na Twitterze. Stworzył
go jeden z użytkowników, chcąc jakoś określić cudzoziemców, którzy zaczęli
masowo wyjeżdżać z Tokio. Na wieść o możliwym skażeniu stolicy Japonii kraje
przenosiły pracowników ambasad do Osaki, Kobe czy Hiroshimy (zrobiła tak
Szwajcaria, Niemcy i Austria), zamykały je całkowicie (zdecydowały się na to 23
państwa), zalecały wyjazd (Francja – jeżeli mocarstwo atomowe zaleca wyjazd,
może lepiej się posłuchać), czy wreszcie ewakuując rodziny dyplomatów i
wojskowych (jak USA). Zjawisko wymagało nowego określenia i dość szybko
rozprzestrzeniło się wśród dziennikarzy i użytkowników w mediach
społecznościowych.
W światowej prasie coraz częściej komentuje się historie flyjinów. Pojawiają się opowieści wprost z japońskich korporacji: Goldman Sachs grożący utratą pracy za wyjazd z biura w Tokio; japońskie firmy, które sprawdzają, czy zagraniczni pracownicy są rzeczywiście obecni na spotkaniach i zagraniczni pracownicy, którzy z kolei bawią się w ciuciubabkę z japońskimi firmami, przylatując do tokijskich biur tylko na spotkania. Można się zastanawiać nad wiarygodnością tych historii, ale fakty pozostają nieubłagane.
Wyjazdy z Tokio stały się coraz częstsze, japońskie władze imigracyjne mówią już nawet o 160 tysiącach cudzoziemców, którzy opuścili Japonię w ostatnim czasie (jest to o 140 tysięcy więcej niż dla analogicznego okresu w 2010 roku – do takich danych dotarł „Economic Times”). Zmalał także ruch turystyczny do Japonii. Najnowsze badania z tego tygodnia pokazały, że między 11 a 31 marca na tokijskie lotnisko Narita przybyło o 75% mniej turystów niż rok wcześniej. Japońska Agencja Turystyki liczyła na kolejny znakomity rok, w 2010 kraj odwiedziła rekordowa liczbą 8,61 miliona cudzoziemców. Na 2011 prognozowano blisko 11 milionów, ale już wiadomo, że ten poziom trzeba będzie znacznie obniżyć.
Flyjini wyjeżdżają, ale życie w Japonii toczy się dalej. Wczoraj na dziedzińcu słynnej świątyni Yasukuni w Tokio zakwitło już ponad 90% wzorcowej wiśni (z najpopularniejszego gatunku somei yoshino). To właśnie na jej podstawie Japońska Agencja Meteo oznajmia, że pora kwitnienia rozpoczyna się na dobre.
* Rafał Tomański jest japonistą, autorem książki o Japonii i
Japończykach pt. "Tatami kontra
krzesła"
