Forex to najbardziej międzynarodowy rynek kapitałowy. Nie ma jednolitej platformy obrotu, a o klientów walczą zarówno brokerzy z licencją Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), jak i zagraniczni. Ci ostatni mogą mieć licencję odpowiednika KNF z innego kraju Unii Europejskiej albo działać spoza niej. Dla potencjalnego klienta to, w jakim kraju UE broker uzyskał licencję, nie ma większego znaczenia, ale to, że jej nie ma, robi już różnicę.
Prawo i interpretacja
W celu ochrony inwestorów organy nadzoru wydają tzw. rekomendacje sprowadzające się do tego, że określone kwestie należy interpretować restrykcyjniej, niż wynikałoby to literalnie z przepisów prawa.
— Co do zasady podstawą rozumienia prawa jest jego przepis, ale sposobem jego interpretacji — rekomendacja. I jest to coś, co jest bardzo żywo przez prawników dyskutowane, ale zakres regulacji gwarantuje, że klient jest właściwie poinformowany — komentuje dr hab. Paweł Wajda z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Licencjonowane firmy inwestycyjne podporządkowują się rekomendacjom organów nadzoru, bo te mogą ukarać je w trybie administracyjnym karą finansową, a nawet odebraniem licencji.
— Taka jest praktyka nie tylko KNF, ale też innych organów unijnych, to jest różnica w działalności brokera posiadającego licencję i brokera, który jej nie posiada. Tego ostatniego można rozliczyć tylko na gruncie prawa karnego. W praktyce sankcja karna jest mniej skuteczna niż administracyjna, bo postępowania karne wobec podmiotów nielicencjonowanych ciągną się latami, choćby dlatego, że nie współpracują one z prokuraturą — tłumaczy Paweł Wajda.
Pieniądze do odzyskania
W przypadku upadłości brokera foreksowego korzystanie z usług licencjonowanego gwarantuje, że odzyska się pieniądze zdeponowane na rachunku, a w przypadku obracania dużym kapitałem — przynajmniej ich część.
— Po upadłości brokera nielicencjonowanego jedynym sposobem odzyskania pieniędzy jest dochodzenie roszczeń w postępowaniu cywilnym z masy upadłości, co — jak dowodzi praktyka — jest mało realne — mówi Paweł Wajda.
Inwestor grający na rynku forex w domu maklerskim z licencją KNF może liczyć na zwrot 3 tys. EUR i 90 proc. z przedziału 3-22 tys. EUR. Wypłatą zajmie się Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych (KDPW).
Warunek: umowa z brokerem musi obejmować pośrednictwo w składaniu zleceń.
— Wielkość należności ustala syndyk, my dostajemy od niego listę i przelewamy ludziom pieniądze. W przypadku rynku forex system obejmuje zwrot niezainwestowanej gotówki, wartość kontraktów CFD, ale nie dotyczy otwartych pozycji walutowych — informuje Dariusz Marszałek z KDPW.
— Z punktu widzenia inwestora nie ma znaczenia to, w jakim kraju UE jest zarejestrowana firma inwestycyjna, bo proces wypłat jest realizowany w taki sam sposób — zaznacza Paweł Wajda.
Zapisy i praktyka
Realizacja wszystkich obowiązków regulacyjnych ma swoje konsekwencje.
— Nie oszukujmy się. To wszystko podnosi koszty i może się okazać, że firma np. z Belize ma tańszą ofertę — mówi Andrzej Tomczyk, dyrektor zarządzający polskim oddziałem Admiral Markets, działającego z estońską licencją. Mimo licencji w warunkach świadczenia usług Admiral Markets znajduje się jednak zapis, że choć spready są częścią kontraktu z klientem, to broker może je rozszerzyć „według własnego uznania”.
— Ten dokument będzie zmieniony. Poza tym nie słyszałem, by zapis ten był wobec kogoś zastosowany. Bardzo ważna jest zaś praktyka współpracy. Przed podpisaniem umowy warto porozmawiać z klientami danego brokera, jak się im z nim współpracuje. Na koniec dnia to jest najważniejsze — zaznacza Andrzej Tomczyk.