410 mln EUR dla Invaldy, 90 mln EUR dla Spire Capital czy 70 mln EUR dla Balnordu - to część zbiórek kapitału przeprowadzonych i zakończonych w ciągu ostatniego roku przez działające w Polsce i regionie fundusze private equity (PE) i venture capital (VC). Kwoty nie pokazują jednak całego obrazu.
- Polska jest w europejskim ogonie, jeśli chodzi o inwestycje funduszy zarządzających aktywami alternatywnymi. Udział samego rynku VC w PKB jest u nas prawie osiem razy niższy niż średnia unijna, a przecież UE jest pod tym względem znacznie słabsza od Izraela czy Stanów Zjednoczonych. Mamy w kraju kompetencje i dobre zespoły zarządzające, co potwierdzają osiągane stopy zwrotu, ale funduszowy ekosystem jest relatywnie mały, niedokapitalizowany i funkcjonuje w dużej mierze dzięki zagranicznym inwestorom i programom wspieranym przez instytucje publiczne. W efekcie sporo atrakcyjnych projektów wymyślonych przez Polaków realizowanych jest za granicą. Doskonałymi przykładami są ElevenLabs i Iceye - mówi Andrzej Bartos, szef zrzeszającego fundusze PE/VC Polskiego Stowarzyszenia Inwestorów Kapitałowych (PSIK), a jednocześnie senior partner w funduszu Innova.
Uzależnienie od kapitału zewnętrznego
Szef PSIK wskazuje, że na rozwiniętych rynkach fundusze średniej wielkości zazwyczaj około 60 proc. kapitału zbierają lokalnie.
- Tymczasem w Innovie w ostatnim funduszu udział krajowego kapitału wynosi ok. 20 proc., a u wielu kolegów z branży jest jeszcze niższy. Jesteśmy uzależnieni od kapitału zewnętrznego. Bez krajowych pieniędzy pozostaniemy małym rynkiem z niedużymi funduszami, które nie będą w stanie w adekwatny sposób finansować rozwoju krajowych przedsiębiorstw. Nie ma jednego uniwersalnego rozwiązania. Potrzeba systemowych zmian. Nie prosimy o pomoc, bo sobie radzimy - firmy takie jak Innova mają 30-letnią historię wysokich stóp zwrotu i płynie do nich kapitał zagraniczny. Mówimy jednak, że w Polsce jest potencjał na znacznie więcej - podkreśla Andrzej Bartos.
Bariery regulacyjne
Stowarzyszenie przekonuje, że do branży powinny zacząć trafiać pieniądze z krajowych instytucji, przede wszystkim z funduszy emerytalnych. Tymczasem OFE i fundusze zarządzane w ramach PPK zgodnie z obecnymi regulacjami w fundusze PE i VC praktycznie inwestować nie mogą.
- Na rozwiniętych rynkach kapitał do PE i VC dostarczają zazwyczaj fundusze emerytalne lub firmy ubezpieczeniowe. Dlatego w Polsce najważniejsze jest usunięcie barier inwestycyjnych - przede wszystkim dla PPK, bo OFE, ze względu na tzw. suwak, mają mniejszą motywację do inwestycji długoterminowych w nowe klasy aktywów. PPK są już jednak na tyle duże, że w strukturze ich aktywów powinno znaleźć się miejsce na private equity oraz VC - uważa Andrzej Bartos.
Szef PSIK zaznacza, że w apelach branżowych nie chodzi o to, by skarb państwa czy jego spółki bezpośrednio inwestował w fundusze PE i VC.
- Chodzi o zniesienie barier regulacyjnych i wprowadzanie zachęt dla kapitału prywatnego. Są dwie kluczowe sprawy: umożliwienie funduszom emerytalnym inwestowania w tę klasę aktywów oraz ułatwienia dla ubezpieczycieli i grup bankowych, by ich inwestycje nie były obciążone nadmiernymi kosztami obowiązkowych rezerw. Państwo powinno stwarzać warunki, by kapitał prywatny szerszym strumieniem płynął na rynek - mówi Andrzej Bartos.
Publiczne pobudzanie inwestycji
Rządowym pomysłem na wsparcie inwestycji w nowoczesne technologie za pośrednictwem funduszy jest ogłoszony w ubiegłym roku program Innovate Poland. W jego ramach tworzony jest tzw. fundusz funduszy, do którego kapitał - poza PFR i BGK - mają kierować polskie i zagraniczne instytucje finansowe. Na razie do inicjatywy dołączyło kontrolowane przez skarb państwa PZU. PFR prowadzi jednak rozmowy z szerokim gronem krajowych i zagranicznych inwestorów.
- Innovate Poland to dobry pomysł. Rozumiemy, że celem jest nie tylko przyciągnięcie polskich instytucji z udziałem skarbu państwa, ale też zagranicznego kapitału, który dotychczas z różnych powodów nie inwestował w naszym regionie. Fundusz ma być oparty na strukturach luksemburskich, które są powszechnie stosowane i dobrze rozumiane w branży. Kibicujemy tej inicjatywie, ale to tylko jeden z elementów układanki – mówi szef PSIK.
Innym elementem jest program Future Tech Poland, czyli program współzarządzany przez BGK i Europejski Fundusz Inwestycyjny (EIF). Skierowany jest do funduszy VC, które w ostatnich latach realizowały już inwestycje wspierane m.in. przez PFR.
- Udane przedsięwzięcia startupowe, które osiągną znaczącą skalę, często nie mogą liczyć na kolejne rundy finansowania od inwestorów lokalnych. W efekcie ponad połowa rund o wartości powyżej 100 mln USD jest prowadzona przez inwestorów spoza Europy, głównie z USA. Lokalny kapitał ponosi największe ryzyko początkowe, a owoce skalowania zbierają inni. W Polsce to jeszcze bardziej widoczne, bo lokalne fundusze mają pieniądze na wczesny etap, ale brakuje takich, które byłyby zdolne brać udział w rundach A czy B i wspierać start-upy przez kilka etapów rozwoju - uważa Andrzej Bartos.
W Polsce być można, ale nie trzeba
Polskie fundusze o kapitał konkurują z graczami z większych rynków, co sprawia, że o pieniądze im trudniej – podobnie jak o kupców na spółki portfelowe.
- Jako region jesteśmy w specyficznym położeniu. Często żartuję, ile lat można się wyłaniać?, bo bardzo długo mieliśmy etykietkę emerging market. W końcu staliśmy się jednak zbyt dojrzali dla inwestorów specjalizujących się w rynkach wschodzących, a w kontekście rynków dojrzałych jesteśmy z kolei marginalni. Nasz udział w europejskim rynku PE nie przekracza 1 proc., a największe globalne fundusze czują, że w Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech czy krajach skandynawskich muszą być, ale u nas co najwyżej mogą - mówi Andrzej Bartos.
Kapitału prywatnego w Polsce nie brakuje, ale nie trafia on na rynek. Aktywa gospodarstw domowych przekraczają już 3 bln zł, ale ponad połowa tych pieniędzy leży na niskooprocentowanych rachunkach bankowych.
- Mamy już jednak w Polsce trochę aktywnych family offices, które coraz chętniej rozważają inwestycje w naszą klasę aktywów. W poprzedniej dekadzie niektórzy przedsiębiorcy inwestowali bezpośrednio w start-upy i zazwyczaj się na tym sparzyli, bo w tej branży trzeba dywersyfikować ryzyko. Kapitał prywatny wciąż uczy się, jak oceniać fundusze i budować zróżnicowane, długoterminowe portfele, ale widzimy rosnące zainteresowanie. Takie biura nigdzie nie są jednak głównym dostawcą kapitału dla funduszy. Rolę tę pełnią zazwyczaj lokalne fundusze emerytalne i ubezpieczyciele - mówi Andrzej Bartos.
Zaufanie do systemu
Na dojrzałych rynkach aktywność branży PE i VC jest zazwyczaj skorelowana ze skalą lokalnej giełdy. Tymczasem GPW pod względem kapitalizacji jest zbliżona do giełdy duńskiej i dwa razy mniejsza od giełdy szwedzkiej, choć Polska pod względem PKB wskoczyła ostatnio do globalnej czołowej dwudziestki.
- Dania to obok Holandii europejski lider pod względem aktywów zarządzanych przez fundusze emerytalne. Tam gdzie majątek prywatny jest zarządzany profesjonalnie i długoterminowo, rynek kapitałowy wygląda zupełnie inaczej. Ważne jest jednak zaufanie do systemu, które niestety ucierpiało w Polsce po reformie OFE - mówi Andrzej Bartos.
GPW znacznie słabiej niż przed laty przyciąga też debiutantów. W ubiegłym roku na głównym parkiecie doszło tylko do dwóch debiutów, które nie były transferami z NewConnect. W większym z nich, czyli Diagnostyce, cały pakiet sprzedał fundusz PE MidEuropa.
- Kiedyś GPW była bardziej otwarta na debiuty mniejszych firm, bo stale płynął na nią kapitał z OFE oraz TFI, dla którego istotne było uzyskanie ekspozycji na średnie spółki. Jako Innova wprowadzaliśmy na giełdę Wirtualną Polskę w ramach IPO wartego niespełna 300 mln zł. Dziś taka oferta nie miałaby racji bytu. Trudno liczyć na udane IPO o wartości mniejszej niż 400 mln zł. W portfelach funduszy jest jednak sporo firm, które mogłyby potencjalnie trafić na giełdę – mówi szef PSIK.
Atrakcyjne branże
O ile fundusze PE inwestują w dojrzałe i rentowne spółki, które potrzebują kapitału na akwizycje lub ekspansję organiczną, o tyle fundusze VC celują w znacznie bardziej ryzykowne start-upy.
- Co ciekawe, w USA start-upy, które pozyskały kapitał w rundach seedowych, statystycznie rzadziej niż start-upy europejskie dochodzą do rundy A. Wynika to z tego, że nasz rynek jest płytszy, a w USA inwestuje się bardzo szeroko i skaluje najlepszych. U nas sito pojawia się na znacznie wcześniejszym etapie, przez co tracimy pewnie wiele projektów z potencjałem - uważa Andrzej Bartos.
Fundusze w Polsce wietrzą okazje inwestycyjne przede wszystkim w spółkach technologicznych, a także usługach, w tym usługach dla biznesu. Gorącym tematem są też firmy mogące skorzystać na wydatkach na obronność. Jednak większość funduszy ma statutowe ograniczenia, które nie pozwalają im inwestować w branżę zbrojeniową, podobnie jak np. w hazard czy używki.
- Takie fundusze mogą jednak inwestować w łańcuch dostaw. Jeśli firma produkuje systemy hydrauliczne dla maszyn i urządzeń, może je również dostarczać dla armii. Przed nami ogromne inwestycje w potrzeby obronne, choćby w budowę schronów, które będą potężnym impulsem dla sektora budowlano-montażowego. Fundusze powinny w tym uczestniczyć, tak jak powinny aktywnie wspierać ekspansję zagraniczną polskich firm swoim kapitałem i doświadczeniem - mówi Andrzej Bartos.
Mocne fundamenty
Zdaniem szefa PSIK Polska jest daleko od wyczerpania źródeł wzrostu gospodarczego, potrzebuje jednak większej krajowej aktywności.
- Nasza gospodarka ma wciąż bardzo mocne fundamenty. Mamy świetną kadrę - jesteśmy na czwartym miejscu w Europie pod względem liczby studentów STEM [nauka, technologia, inżyniera i matematyka - red.] i na pierwszym pod względem liczby studentek. Inżynierowie są też wciąż znacznie tańsi niż na zachodzie Europy. Nawet jeśli tracimy konkurencyjność w prostszych usługach, to w obszarach o wartości dodanej nasza przewaga kosztowa jest wciąż istotna. Podstawy pod gospodarkę opartą na wiedzy mamy bardzo dobre, a przedsiębiorcom nie brakuje odwagi. Brakuje im jednak kapitału i kompetencji do skalowania międzynarodowego, a to mogą zapewnić im fundusze - uważa Andrzej Bartos.
