Fundusze mają rokna urealnienie wyceny

opublikowano: 10-02-2019, 22:00

Ministerstwo Finansów robi duży krok w kierunku pokazania klientom TFI rzeczywistego ryzyka, rzekomo bezpiecznych, funduszy obligacji

Wycena skorygowaną ceną nabycia, zwana też liniową, ma zniknąć z funduszy inwestycyjnych najpóźniej z początkiem 2020 r. — wynika z projektu rozporządzenia Ministerstwa Finansów. W praktyce chodzi o wycenę obligacji. Zmiany zasad rachunkowości mają sprawić, że nie będą już wyceniane na 100 proc. nominału powiększane codziennie o odsetki, jakie proporcjonalnie przypadają na każdy dzień aktualnego okresu odsetkowego. Mechanizm ten sprawia, że obligacja może być przez TFI wyceniana na 100 proc. nominału aż do momentu bankructwa emitenta, nawet jeśli jego kłopoty są znane.

Nawet jeśli fundusz dłużny będzie solidnie zarabiał, to
od 2020 r. jego notowania będą bardziej zmienne. Do tego sprowadza się projekt
rozporządzenia, przygotowanego w resorcie finansów, którym kieruje Teresa
Czerwińska.
Zobacz więcej

ŻEGNAJCIE WYNIKI JAK OD LINIJKI:

Nawet jeśli fundusz dłużny będzie solidnie zarabiał, to od 2020 r. jego notowania będą bardziej zmienne. Do tego sprowadza się projekt rozporządzenia, przygotowanego w resorcie finansów, którym kieruje Teresa Czerwińska. Fot. Marek Wiśniewski

„Wieloletnia praktyka wytworzyła system wyceny produktów dłużnych odbiegający od międzynarodowych standardów (…). Zastosowanie skorygowanej ceny nabycia wytwarza nieprawdziwe postrzeganie produktów wycenianych zgodnie z tą metodą jako produktów o niskiej zmienności wartości i tym samym wysokim bezpieczeństwie” — czytamy w uzasadnieniu projektu rozporządzenia.

— Powiedzieć, że jestem zachwycony to może trochę za dużo, ale jest to projekt bardzo dobrego rozporządzenia. Jesteśmy jednym krajem jaki znam, w którym problem nierynkowej wyceny obligacji w portfelach funduszy narósł do tej skali. W projekcie rozporządzenia są zaś zawarte trzy elementy, które uważam za istotne. Po pierwsze rozszerzenie definicji aktywnego rynku o rynek międzybankowy. Po drugie, uznanie wyceny rynkowej za wycenę godziwą i po trzecie — stwierdzenie, że jeśli ktoś chce nadal używać wyceny za pomocą teoretycznego modelu, to nie w oparciu o prostą wycenę liniową jak dotychczas, ale z uwzględnieniem w modelu danych rynkowych — komentuje Bartosz Pawłowski, dyrektor ds. inwestycji bankowości prywatnej mBanku.

Dodatkowym elementem urealniającym wyceny ma być obowiązek uzgadniania modelu wyceny z bankiem depozytariuszem.

— Samo odejście od wyceny liniowej nie jest remedium na problemy, które prędzej czy później się pojawią — a pojawią się wtedy gdy przyjdzie spowolnienie gospodarcze i część emitentów obligacji zacznie mieć problemy z obsługą zadłużenia — studzi nastroje Grzegorz Pułkotycki, dyrektor inwestycyjny w firmie Starfunds.

Świetne wyniki i nagły krach

Najgłośniejszym przypadkiem tego do czego może prowadzić wycena liniowa jest sprawa funduszy Idea (potem zmieniły nazwę na Inventum). Podobne problemy nie były jednak obce funduszom DWS czy Copernicusowi Dłużnych Papierów Korporacyjnych. Scenariusz był z grubsza ten sam. Najpierw fundusz notujący na papierze dobre wyniki przeceniał z dnia na dzień jednostki o kilkanaście procent, by zaraz potem zawieszać wypłaty.

Nie można wykluczyć, że takie sytuacje nadal będą się zdarzały, ale poza samą zmianą zasad rachunkowości Ministerstwo Finansów chce by TFI informowały klientów o skali zaangażowania poszczególnych funduszy w instrumenty wyceniane w oparciu o jakikolwiek założenia modelowe i związane z tym ryzyko braku płynności.

— Klienci rozróżniają obligacje skarbowe i korporacyjne. Dalsze dzielenie obligacji korporacyjnych — a przecież o to chodzi — nie będzie dla nich jasne — uważa Grzegorz Pułkotycki.

— Dotychczas takie informacje można było znaleźć w sprawozdaniach finansowych. Nawet jeśli teraz będą udostępniane w przystępniejszej formie, to nie wydaje mi się by klienci funduszy je zrozumieli — wtóruje mu Bartosz Pawłowski.

Jego zdaniem przekazanie tych informacji w prostej formie jest jednak zasadne.

— W Polsce większość funduszy sprzedaje się przez doradców. Jeśli doradcy dostaną te informacje w przystępnej formie, to będą mogli sprawniej nakierować klienta na fundusz odpowiadający jego potrzebom. Będą mogli w prosty sposób wytłumaczyć klientom, że wartość jednostek funduszu X waha się bardziej niż funduszu Y, ale to fundusz X jest realniej wyceniany — wyjaśnia dyrektor z mBanku.

— Kto zweryfikuje czy założenia modelu w jednym TFI są adekwatne do założeń w innym? Przecież, w zależności od przyjętego modelu ta sama informacja może różnie wpłynąć na wycenę tej samej obligacji — zwraca uwagę Grzegorz Pułkotycki.

Frakcje w branży TFI

Metody wyceny od dawna dzielą branżę. Grupa skupiona wokół PKO TFI, TFI PZU i NN Investment Partners TFI unika wyceny liniowej, więc dla ich klientów nic się nie zmieni, albo zmieni się bardzo niewiele. Po drugiej stronie barykady stoją m.in. Union Investments TFI, Quercus TFI, AgioFunds TFI i częściowo Investors TFI. Ich klienci mogą odczuć wzrost zmienności wycen funduszy operujących na rynku długu (w przypadku Quercusa chodzi głównie o fundusz Ochrony Kapitału).

— Mamy nadzieję, że nowe metody wyceny okażą się w praktyce lepsze od dotychczasowych, a wyniki funduszy jeszcze bardziej porównywalne. Zakładamy, że wówczas klientom będą oferowane głównie najlepsze rozwiązania — mówi Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.

Niewątpliwie jednak nie da się wszystkich lokat funduszy wyceniać rynkowo. Niektóre, małe emisje długu korporacyjnego w całości potrafią trafić do jednego funduszu. Zresztą niemal całość obrotów obligacjami korporacyjnymi odbywa się na rynku międzybankowym, a żaden bank w Polsce nie udostępnia publicznie statystyk związanych z handlem papierami poszczególnych emisji. Ze względu na płynność warszawska giełda jest uznawana za rynek dający dość ułomną wycenę obligacji. Nawet papiery rządowe są tam notowane po cenach znacząco różniących się od rynku, na którym operuje się wolumenami interesującymi TFI i banki. Z drugiej strony projekt rozporządzenia wskazuje, że w przypadku wyceny „teoretycznej”, w pierwszej kolejności należy opierać się na modelach, których wszystkie znaczące dane można zaobserwować na aktywnym rynku.

— Jeżeli obligacja nie ma rynku, który zapewnia płynność i wycenę, to co robi w funduszu otwartym, w którym TFI oferuje możliwość umorzenia jednostek w dowolnym momencie i wypłaty pieniędzy dwa dni później — pyta Bartosz Pawłowski. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu