Fundusze pieniężne przegrały z lokatami

  • Jagoda Fryc
26-02-2014, 00:00

W ostatnich latach zarządzający zazwyczaj nie dawali zarobić tyle, ile banki na depozytach. Teraz może być inaczej, bo oferta konkurentów jest słabsza

Ostatni raz taki szturm TFI przeżywały w szczycie hossy z 2007 r. Co prawda na dużo większą skalę, ale również stawka w grze była wówczas wyższa. Dziś rajd giełdowych małych i średnich spółek też przyciąga świeżą gotówkę, jednak to nie „misie”, lecz fundusze pieniężne podbijają serca inwestorów. W 2013 r. do ich portfeli napłynęło 7,2 mld zł, a w styczniu tego roku 1,2 mld zł. Fundusze te kuszą obietnicą ochrony realnej wartości oszczędności i nie boją się stawać w szranki z lokatami, mimo że nierzadko schodzą z pola bitwy na tarczy. W ubiegłym roku zarobiły średnio 3,2 proc. brutto, co po odliczeniu 0,9-procentowej inflacji daje 2,3 proc. realnego zysku. Tymczasem klient, który w styczniu 2013 r. założył lokatę, po roku dostał średnio 4,7 proc. brutto, czyli 3,8 proc. po odliczeniu inflacji. Na 34 fundusze pieniężne, jedynie 6 zdołało w ubiegłym roku pokonać przeciętny depozyt. W ciągu ostatnich pięciu dokonały tego tylko raz — w 2012 r., a w starciu z najlepszą lokatą były zwykle bez szans.

Nadzieja matką…

W styczniu 2009 r. Noble Bank oferował klientom nawet 8,5 proc. na rocznej lokacie dla kwoty 5 tys. zł. Żaden fundusz pieniężny w tym czasie nie wypracował wyższej stopy zwrotu. Przeciętne oprocentowanie sięgające 6,5 proc. pobiło wtedy 7 funduszy, a najzyskowniejszy — UniKorona Pieniężny — zarobił 8,1 proc.

Rok później najlepsze roczne lokaty kusiły 7-procentowym zyskiem, a średnio dawały 5,1 proc. Wówczas 10 funduszy pokonało przeciętną lokatę, ale tylko dwa pobiły depozytowego lidera. W 2011 r. zarządzający przegrali z kretesem, a w 2012 r. najatrakcyjniejszą ofertę banków Idea i Noble (7,8 proc.) pokonali jedynie spece z Amplico TFI i Opery. Za rok wynik pojedynku może być inny, bo przeciwnik jest dziś dużo słabszy. Z danych Open Finance wynika, że w styczniu średnie oprocentowanie rocznej lokaty wynosiło zaledwie 2,62 proc. brutto, a najlepsza (w FM Banku) oferowała 3,71 proc. Nie ma się jednak co łudzić — stopy procentowe są na historycznie niskich poziomach, a widmo ich podwyżki, choć dalekie, to jednak nieuchronne. Zwrot w polityce pieniężnej oznacza natomiast spadek cen obligacji. Dlatego, żeby fundusze pieniężne miały w ogóle szansę konkurować z produktami bankowymi, muszą dokładać do portfeli obligacje firm, bardziej ryzykowne, ale przez to wyżej oprocentowane od papierów skarbowych.

— Ceny obligacji firm mają szansę rosnąć choćby ze względu na potencjalne zainteresowanie ze strony OFE. Sukces funduszy zależy jednak od trafnej selekcji — uważa Emil Szweda z obligacje.pl. Z selekcją bywa różnie (o czym przekonali się np. klienci Idea Premium, który stracił na obligacjach DSS), dlatego ryzyko funduszu pieniężnego jest wyższe niż lokaty. Tymczasem nagrodą za jego podjęcie wcale nie są wyższe zyski.

Walka na nierównych zasadach

Z danych Analiz Online wynika, że na koniec czerwca ubiegłego roku obligacje przedsiębiorstw zajmowały w portfelach funduszy pieniężnych średnio około 30 proc. W niektórych przypadkach udział sięgał ponad 70 proc. (Eques Pieniężny), a w niektórych nie przekraczał nawet 5 proc. (PZU Gotówkowy). To ma znaczący wpływ na potencjał zysku: Eques w 2013 r. zarobił 5,9 proc., a PZU jedynie 2,3 proc. Nie o to jednak chodzi, by popadać w panikę, gdy tylko w bilansie funduszu ujrzymy papiery korporacyjne. Ważniejsze jest to, kto je emituje. Gdy w portfelu przeważają obligacje dużych, rozpoznawalnych spółek wchodzących w skład indeksu WIG20, mamy większą pewność, że zarządzający nie będzie miał problemu ze spieniężeniem inwestycji. Papiery dłużne największych banków (PKO BP, mBank) czy polskich gigantów, takich jak PGNiG czy Ciech, znajdziemy np. w portfelu Arki Ochrony Kapitału. Duże spółki, choć relatywnie bezpieczniejsze, oferują jednak niższą rentowność obligacji. Dlatego część funduszy bierze udział w emisjach mniejszych podmiotów, które czasem oferują odsetki na poziomie nawet kilkunastu procent w skali roku. W portfelu Novo Gotówkowego znajdziemy np. obligacje spółki Poznańska 37, oferującej 17 proc., czy Pańskiej z kuponem 11 proc.

Druga strona medalu

Inwestycja w fundusz pieniężny, choć zazwyczaj mniej zyskowna niż lokata, ma swoje zalety. Na depozycie bankowym można zarobić więcej, ale rezygnacja przed upływem terminu lokaty oznacza utratę wypracowanych odsetek (nie dzieje się tak na kontach oszczędnościowych). Fundusze pieniężne umożliwiają natomiast wypłatę kapitału w każdym momencie bez żadnych konsekwencji. Posiadacze jednostek tzw. funduszy parasolowych mogą też przenosić pieniądze między różnymi grupami (np. z funduszy akcyjnych do pieniężnych) bez konieczności płacenia podatku od zysków kapitałowych.

Polacy przeprosili się z lokatami
Saldo depozytów zgromadzonych w bankach na rachunkach gospodarstw domowych wzrosło w styczniu o 6,18 mld zł (1,15 proc. m/m), do 542,66 mld zł. W zdecydowanej większości pieniądze te powędrowały na lokaty terminowe, których stan zwiększył się o 5,03 mld zł (1,94 proc. m/m), do 264,98 mld zł. — Wprawdzie wciąż znajduje się na nich o 6,05 mld zł mniej niż rok temu, ale od kilku miesięcy można zaobserwować wyraźny wzrost zainteresowania lokatami. To o tyle istotne, że od września oprocentowanie depozytów — oprócz długoterminowych — utrzymuje stały poziom — komentuje Michał Sadrak, analityk Open Finance. [KZ]
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jagoda Fryc

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Fundusze / Fundusze pieniężne przegrały z lokatami