W okresie szczytu koniunktury na światowych rynkach kapitałowych powstawały specjalistyczne fundusze inwestujące w sektory zaawansowanych technologii. Prognozy potencjalnych zysków szacowane były nawet na kilkadziesiąt procent. Niestety, szacunki okazały się zbyt optymistyczne, a zamiast zysków inwestorzy ponieśli ogromne straty.
Konsekwencją hossy z 2000 r. było przekonanie o nadchodzącym okresie prosperity. Pojawiły się opinie o nowej jakości w gospodarce, nowych metodach wyceny, dzięki którym np. akcje Optimusa miałyby być warte nawet 600 zł, a Elektrimu 100 zł. Instytucje finansowe zaczęły wprowadzać na rynek nowe rodzaje funduszy — fundusze inwestujące na zagranicznych rynkach. Pierwszym z nich był Skarbiec-Gwarancja 2002 (luty 2000). Później pojawiły się kolejno Top Ameryka CA IB TFI (marzec 2000), Skarbiec Net przekształcony z funduszu prywatyzacyjnego (maj 2000) i Pioneer 5 będący klonem amerykańskiego funduszu Pioneer Fund (czerwiec 2000).
Zbliża się drugi rok istnienia Funduszu Skarbiec-Gwarancja. Za kilka miesięcy inwestorzy będą mogli zgłosić się po zagwarantowane minimum 100 zł. Trudno jednak mówić, by fundusz okazał się sukcesem. Niemal dokładnie dwa lata temu Andrzej Dorosz, prezes TFI Skarbiec, powiedział „PB”, że „...istnieją przesłanki do poprawy koniunktury na rynku zachodnioeuropejskim, co zaowocuje wzrostem cen akcji największych spó- łek i wzrostem wskaźników giełdowych. Nabywcy certyfikatów mogą więc liczyć na stopę zwrotu, po 2,5 roku istnienia funduszu, wysokości od 60 do 90 proc.”
Zyski okazały się jednak iluzoryczne. Zarówno WIG 20, jak i indeks EuroStoxx 50, na który liczyli pomysłodawcy Skarbca-Gwarancji — znajdują się obecnie na poziomach o 30 proc. niższych. Certyfikaty Skarbiec-Gwarancja notowane są zaledwie po 92 zł, przez co ich pierwotni nabywcy poniosą nie tylko realną (zwłaszcza przy ubiegłorocznych poziomach stóp), ale też nominalną stratę. Pierwsze jednostki były sprzedawane bowiem po 102,5 zł.
Fundusz Top Ameryka zaoferowany przez CA IB TFI zadebiutował w wielkim stylu. W ciągu dwóch pierwszych miesięcy działalności zebrał aktywa wysokości 30 mln zł. Niestety, marzec 2000 r., czyli moment startu funduszu, to niemal szczyt światowej koniunktury. Wartość jednostki funduszu od początku notowań spadła już o 25 proc.
Co więcej, problemem nie jest tylko spadek cen amerykańskich akcji, ale również silny złoty.
Kolejny fundusz szczytu koniunktury to Skarbiec Net. Tu wprowadzający trafili wyjątkowo źle — było już po wzrostach i jednostka wpadła niemal w czarną dziurę. Od swojego debiutu wartość jednostki Skarbiec Net straciła ponad 40 proc.
— Fundusz jako jedyny w Polsce umożliwia agresywne inwestowanie we wzrostowy sektor, co oczywiście wiąże się z odpowiednio dużą skalą ryzyka. Na koniec tego roku podziewamy się 25-35-proc. stopy zwrotu, inwestując w technologiczne spółki niszowe lub we wczesnej fazie rozwoju — mówi Piotr Kuba, zarządzający Skarbcem Net.
Wiadomo, że pionierzy mają bardzo trudne zadanie. Przecierają szlaki innym, którzy bazują na ich doświadczeniu i unikają podobnych błędów. Nowe koncepcje tym bardziej narażone są na ataki, im bardziej ich twórcy czy zwolennicy są przekonani o swojej racji. Nowości na rynkach finansowych są jednak konieczne — dzięki temu rynki się rozwijają. Ich wprowadzenie musi jednak przypaść na dobry moment. Niestety, na rynku finansowym sprzedaż produktów w chwili, gdy są one modne i popularne, jest najczęściej złą strategią.
— Ludzie najczęściej naśladują trendy. Tworząc fundusz w dołku koniunktury moglibyśmy nie zebrać pieniędzy na rozpoczęcie działalności. Można zakładać również, że tworząc Skarbiec Net dwa lata wcześniej, na szczycie koniunktury, wpłynęłyby do nas ogromne środki i późniejsze straty klientów byłyby nieporównanie większe. Zastanawiając się nad inwestycją w taki fundusz, należy brać pod uwagę własną strategię. Jeśli inwestora nie przeraża duża zmienność wartości jednostki, może zainwestować część środków na najbliższe 2-3 lata — mówi Piotr Kuba.
Okiem eksperta
- Otwierając fundusze Top Ameryka i Top Europa, nie dążyliśmy do utworzenia funduszu będącego właśnie na fali. Prace nad Top Ameryka trwały długo, konieczne było uzyskanie zgody KPWiG na utworzenie pierwszego funduszu inwestującego za granicą oraz opracowanie i wdrożenie procedur inwestowania w USA (makler i sub-depozytariusz). Dodając Top Europę do naszej oferty, chcieliśmy przede wszystkim rozszerzyć możliwości inwestowania na rynkach europejskich. Gdybyśmy kierowali się wyłącznie krótkoterminową atrakcyjnością rynku europejskiego, powinniśmy zrezygnować z tworzenia funduszu w roku 2001. Mamy długoterminowe plany związane z naszymi funduszami i korelacja momentu ich uruchomienia z koniunkturą giełdową może wyłącznie wspomóc kampanię marketingową.
Grzegorz Świetlik
prezes CAIB TFI
- Uważam, że tworzenie funduszy inwestujących w walory firm jednego sektora jest perspektywicznym rozwiązaniem. Uruchomienia funduszu w momencie największej euforii nie można traktować jako pomyłkę. W tym czasie towarzyszy mu największe zainteresowanie. W okresie trwania hossy trudno ocenić, kiedy ona się zakończy. Uważam, że również klient decydując się na kupno jednostek funduszu powinien założyć odpowiedni moment, nie zapominając o dywersyfikacji swojego portfela i dostosowaniu go do stopnia ryzyka i własnych preferencji. Obecnie jest dużo lepszy moment do kupowania jednostek niż kiedy fundusze te powstawały. Jednak ciężka sytuacja na rynku akcji może utrudnić osiągnięcie satysfakcjonującej stopy zwrotu w najbliższym czasie. Trzeba więc założyć dłuższy horyzont czasowy.
Andrzej Łucjan
analityk BM BPH PBK