Od 24 lutego zarządzający funduszem Investor Agrobiznes przestanie szukać okazji wśród spółek zajmujących się wytwarzaniem produktów żywnościowych i przeniesie się do Frankfurtu, gdzie zapoluje wyłącznie na niemieckie firmy o solidnych fundamentach i dużym potencjale osiągnięcia wysokiej stopy zwrotu. Zmiana polityki inwestycyjnej to pokłosie znikomej popularności poprzedniej strategii. W portfelu funduszu są aktywa warte zaledwie 9 mln zł, a silnik sprzedaży jednostek uczestnictwa od siedmiu lat kręci się na małych obrotach. Być może to wina stóp zwrotu, bo nazwanie tego funduszu stabilnym i przewidywalnym byłoby sporym nadużyciem — od 2008 r. raz jest na wozie, a raz pod nim, ale ostatecznie zarobił w tym czasie 65 proc.

— Mimo że wyniki były relatywnie dobre, to i tak ciężko było przekonać klientów do funduszu. Sprzedaż jednostek jest znacznie poniżej naszych oczekiwań, dlatego podjęliśmy decyzję o przekształceniu — tłumaczy Zbigniew Wójtowicz, prezes Investors TFI.
Bessa niestraszna
Investors to niejedyne TFI, które uważa, że warto inwestować na niemieckim rynku. Niebawem zysków na frankfurckiej giełdzie poszuka także Caspar. Powiernicy tłumaczą, że Niemcy to jedna z najsilniejszych światowych gospodarek, a zarazem jeden z najważniejszych rynków akcji, który w dodatku rośnie jak na drożdżach. W 2015 r. indeks DAX zyskał 10 proc., a przez ostatnie 5 lat — ponad 55 proc. I o ile nie można odmówić giełdzie i gospodarce niemieckiej dotychczasowej siły, tak nie da się też obojętnie przejść obok istotnych zagrożeń. W przypadku hossy pod flagą niemiecką sprawę komplikują problemy na arenie geopolitycznej, związane m.in. z kryzysem imigracyjnym w Europie, ale również widmem bessy w Stanach Zjednoczonych, ocierających się o recesję. Przedstawiciele Investors TFI uważają jednak, że strach ma wielkie oczy, i przekonują, że to, co dławi USA, przewrotnie pomaga Europie.
— Akcje notowane na giełdach Europy Zachodniej powinny zachowywać się lepiej niż na Wall Street, licząc w lokalnej walucie. Na korzyść Starego Kontynentu przemawia znacząca poprawa sytuacji gospodarczej, osłabienie euro oraz niskie ceny surowców.
Natomiast w USA coraz wyraźniejsze są negatywne skutki niskiej ceny ropy. Jej obecna cena 30 USD za baryłkę dla części firm oznacza perspektywę bankructwa — mówi Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji w Investors TFI.
Gdyby stan gospodarki amerykańskiej oceniać tylko przez pryzmat spadających cen ropy, to nadejście recesji byłoby nieuchronne. Ekspert z Investors TFI przypomina jednak, że po wyłączeniu branży energetycznej przemysł w USA — co prawda powoli — ale nadal rośnie. Coraz wyższa jest też sprzedaż detaliczna, podbudowana relatywnie dużym zatrudnieniem, wzrostem płac i wysokim poziomem zaufania wśród konsumentów.
— Zakładamy więc, że rynek akcji w USA nie wejdzie w regularną bessę — uspokaja Jarosław Niedzielewski.
Metamorfoza konieczna
Bez względu na to, jakie argumenty przemawiają dziś za inwestycją na niemieckiej giełdzie, to nie da się ukryć, że zmiana strategii Investor Agrobiznes była raczej nieuchronna. Powód? Fundusz niepozyskujący klientów jest po prostu kulą u nogi, bo tworzy koszty stałe związane z działalnością operacyjną, a po jakimś czasie, gdy aktywa skurczą się do minimum, produkt staje się dla towarzystwa nierentowny. Z takim problemem, w mniejszej lub większej skali, mierzy się co drugie TFI na rynku.
Dość powiedzieć, że nawet w ofercie PKO TFI, które na zaplecze sprzedażowe narzekać nie może, widnieją tzw. martwe fundusze. PKO Infrastruktury i Budownictwa, który przez ostatni rok zarobił 0,1 proc., a w skali trzech lat jest ponad 3 proc. pod kreską, ma w portfelu 18 mln zł. To malutkie aktywa na tle pozostałych, nierzadko miliardowych funduszy tego największego towarzystwa na rynku detalicznym. W takich wypadkach zwykle jedyną deską ratunku jest właśnie metamorfoza.
Taktyka ta zadziałała przed laty np. w TFI Allianz, który za pomocą funduszu walutowego chciał wyciągać klientów z niegdyś bardzo popularnych depozytów walutowych. Fundusz się jednak słabo sprzedawał, a jego aktywa nie przekraczały średnio kilkunastu milionów złotych. Dziś, pod nazwą Allianz Polskich Obligacji Skarbowych, zarządza portfelem wartym 122 mln zł. Również do BPH Ochrony Kapitału, który stworzony został na zamówienie konkretnego dystrybutora, gotówka miała płynąć szerokim strumieniem. Przez rok od utworzenia trafiło niespełna 10 mln zł. Pod nowym szyldem o nazwie BPH Selektywny fundusz stara się wypracowywać dodatnią stopę zwrotu, co przyciągnęło 110 mln zł.
NOWE PRODUKTY
TFI PZU chce powtórzyć sukces
Dywersyfikacja jest ochroną przeciw ignorancji. Ma ona niewielki sens, jeśli wiesz, co robisz — mawiał Warren Buffett. Podobną maksymą będą kierować się Piotr Bień i Roch Pietroń, zarządzający nowym funduszem PZU FIZ Akcji Focus. Zgodnie ze statutem, w jego portfelu jest miejsce na maksymalnie 30-50 spółek notowanych na polskiej i zagranicznych giełdach, a selekcja opierać się ma na analizie fundamentalnej. Taką strategię od niedawna zaczął stosować PZU Akcji Spółek Dywidendowych i z przeciętnego produktu stał się całkiem zyskownym funduszem. W 2015 r. zarobił prawie 19 proc. — najwięcej na rynku.
— Sukces zmiany stylu zarządzania PZU Akcji Spółek Dywidendowych pokazał zalety większej koncentracji portfela. Te unikalne kompetencje naszych zarządzających chcemy udostępnić także w naszym kolejnym funduszu inwestycyjnym zamkniętym — PZU FIZ Akcji Focus. Jego filozofię można skrótowo opisać jako inwestowanie skoncentrowane i aktywne. Czyli, powiedzmy, 20-30 pozycji w portfelu, ale aktywnie handlowanych. Będziemy się koncentrować na rynku polskim, gdzie zarządzający tym funduszem widzą szanse na zysk z aktywnej selekcji — wyjaśnia Łukasz Kwiecień, wiceprezes zarządu TFI PZU.
NOWE PRODUKTY
TFI PZU chce powtórzyć sukces
Dywersyfikacja jest ochroną przeciw ignorancji. Ma ona niewielki sens, jeśli wiesz, co robisz — mawiał Warren Buffett. Podobną maksymą będą kierować się Piotr Bień i Roch Pietroń, zarządzający nowym funduszem PZU FIZ Akcji Focus. Zgodnie ze statutem, w jego portfelu jest miejsce na maksymalnie 30-50 spółek notowanych na polskiej i zagranicznych giełdach, a selekcja opierać się ma na analizie fundamentalnej. Taką strategię od niedawna zaczął stosować PZU Akcji Spółek Dywidendowych i z przeciętnego produktu stał się całkiem zyskownym funduszem. W 2015 r. zarobił prawie 19 proc. — najwięcej na rynku.
— Sukces zmiany stylu zarządzania PZU Akcji Spółek Dywidendowych pokazał zalety większej koncentracji portfela. Te unikalne kompetencje naszych zarządzających chcemy udostępnić także w naszym kolejnym funduszu inwestycyjnym zamkniętym — PZU FIZ Akcji Focus. Jego filozofię można skrótowo opisać jako inwestowanie skoncentrowane i aktywne. Czyli, powiedzmy, 20-30 pozycji w portfelu, ale aktywnie handlowanych. Będziemy się koncentrować na rynku polskim, gdzie zarządzający tym funduszem widzą szanse na zysk z aktywnej selekcji — wyjaśnia Łukasz Kwiecień, wiceprezes zarządu TFI PZU.
40 tys. EUR Równowartością tej kwoty trzeba dysponować, aby móc zainwestować w PZU FIZ Akcji Focus. Certyfikaty są sprzedawane w emisji niepublicznej.
9 proc. O tyle spadł DAX od początku roku.
25 proc. O tyle indeks wzrósł przez ostatnie 3 lata.
40 tys. EUR Równowartością tej kwoty trzeba dysponować, aby móc zainwestować w PZU FIZ Akcji Focus. Certyfikaty są sprzedawane w emisji niepublicznej.
9 proc. O tyle spadł DAX od początku roku.
25 proc. O tyle indeks wzrósł przez ostatnie 3 lata.