Futbol trzeba rozumieć

Rozmawiał Marcel Zatoński
opublikowano: 25-09-2016, 22:00

3 PYTANIA DO JESPERA JØRGENSENA

„PB”: Kibice zawsze marzą o tym, by ich kluby

1 rywalizowały z najlepszymi jak równy z równym. To może się zdarzyć? Jesper Jørgensen: Nigdy — ani w przypadku ligi polskiej, ani podobnej pod względem potencjału finansowego ligi duńskiej. Europejskiej wielkiej piątki po prostu nie da się dogonić, bo mniejsze ligi nie mają i nie będą miały potencjału globalnego. Nie znaczy to, że na boisku nie da się rywalizować i wygrywać — oczywiście da się, tylko trzeba być konsekwentnym, ostrożnym w stawianiu sobie celów, które nie powinny być zbyt ambitne, a przede wszystkim stabilnie, długoterminowo budować kulturę klubu, a nie szastać pieniędzmi na transfery. Łatwe to nie jest, bo presja kibiców na szybkie wyniki jest nieporównywalna z presją akcjonariuszy w normalnych spółkach.

Futbol to nie jest normalny biznes?

2 Nie jest — i to problem, z którym często zderzają się biznesmeni inwestujący w piłkę. Model biznesowy klubu piłkarskiego jest bardzo specyficzny i trzeba go dobrze zrozumieć. Zazwyczaj pod koniec sierpnia, gdy zamyka się okienko transferowe, można z dużą dokładnością oszacować koszty — i to w długim terminie, bo ma się zawodników na długookresowych kontraktach. Są to też koszty, których nie można łatwo i szybko ściąć. Tymczasem przychody — czy to z dnia meczowego, czy od sponsorów — są w wielkim stopniu uzależnione od wyników na boisku. Gdy wyniki są słabe, rośnie presja na szybkie inwestycje, np. drogie transfery, bo co roku klub ryzykuje spadnięciem z ligi, a w konsekwencji utratą najbardziej stabilnego strumienia przychodów, czyli kontraktów z transmisji.

Co zarządzający klubami robią źle?

3 Myślą w zbyt krótkiej perspektywie i podejmują decyzje, oczekując natychmiastowych rezultatów, za mało inwestują w szkolenia, w rzeczy, które nie przekładają się od razu na miejsce w tabeli. To widać choćby po priorytetach przy scoutingu — najczęściej szuka się piłkarzy szybszych, silniejszych, wyższych, zwyczajnie lepszych. Nie myśli się o budowaniu określonej kultury drużyny w długim terminie, dopasowywaniu elementów do układanki i stabilizacji na pewnym poziomie. Groźny jest przerost ambicji: gdy ma się drużynę na szóste miejsce w lidze, można się tym zadowolić i negocjować dobre kontrakty, można też zacząć wydawać na transfery bez pamięci, bo przecież podium i mistrzostwo są tak blisko. Problem w tym, że potem przez lata można nie odzyskać stabilności finansowej.

JESPER JØRGENSEN - partner Deloitte w Danii, doradca w sprawach biznesu piłkarskiego

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Marcel Zatoński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Futbol trzeba rozumieć