Futbolowa maszynka zła

Pamiętacie polski film „Piłkarski poker”? Tygodnik „The Economist” zawstydza twórców tego arcydzieła i pokazuje, do czego służy dziś futbol. Polska też się pojawia

Nowy sezon piłkarski przed nami, a wraz z nim nowi gracze, drogie zestawy replik koszulek, spodenek, szalików i właściciele klubów dumnie zasiadający w lożach honorowych. Tygodnik „The Economist” pisze, że jeśli jesteś jednym z takich właścicieli, to większość obserwatorów będzie pewnie zakładała, że finansujesz piłkę, by „wyprać swoją reputację”, i jesteś gotów tracić miliony na filantropii sportowej. Brytyjczycy twierdzą, że kluby piłkarskie są często wykorzystywane do prania brudnych pieniędzy i spełniają rolę maszyn do malwersacji. Tygodnik podaje przykłady, jak to się odbywa, ale zastrzega na samym początku, że choć historie są prawdziwe, to większość szczegółów została ukryta.

Zobacz więcej

W PIŁCE BEZ ZMIAN: Jan Laguna, mistrzowsko zagrany przez Janusza Gajosa główny bohater filmu „Piłkarski poker”, to były zawodnik, który do sędziowskiego etatu dorabia „ustawianiem” meczów. Film, choć nakręcony pod koniec lat 80. ubiegłego wieku, wciąż się nie zdezaktualizował. [FOT. EASTNEWS]

Z czego mogą skorzystać nieuczciwi właściciele klubów? Pierwszy sposób to wyolbrzymiona frekwencja na meczach, która pozwala zamienić brudne wpływy z poprzedniej kariery właściciela w uzasadnione dochody. Podstęp działa najlepiej w przypadku klubów średniej klasy, które nie wyprzedają wejściówek na pniu. Prawdziwym targowiskiem możliwości wyprania pieniędzy jest jednak międzynarodowy rynek transferowy. Płatności przechodzą przez tak dużą liczbę rąk, że idealnie nadają się do ukrywania pochodzenia gotówki i kierunku jej przepływu. Transfery mają jeszcze jedną zaletę — dotyczą subiektywnych sum. Piłkarz jest przecież wart tyle, ile ktoś zdecyduje się za niego zapłacić.

Wszystko to opiera się jednak na dość wysublimowanych operacjach finansowych. Z artykułu „The Economist” wynika, że są kraje, gdzie piłka nożna jest polem bitwy, i to nie tylko w przenośni. W Bułgarii zamordowano w ciągu ostatniej dekady aż 15 szefów klubów piłkarskich, a jedna z amerykańskich depesz dyplomatycznych, ujawniona przez WikiLeaks, stwierdzała, że bułgarską plagą są zarzuty nielegalnego hazardu, ustawiania meczów, prania brudnych pieniędzy i oszustw podatkowych. Hazard i ustawianie meczów to zjawisko prawdopodobnie tak stare jak sama gra i dość dobrze znane w Polsce — nie tylko za sprawą „Piłkarskiego pokera”, ale też głośnych afer, o których rozpisywały się gazety w ostatnich latach. „The Economist” do artykułu dołączył tabelkę pokazującą, jaki odsetek profesjonalnych piłkarzy był nagabywany o możliwość „ustawienia” meczu. Polska zajęła w tym zestawieniu siódme miejsce. Wyprzedziły nas Kazachstan, Grecja, Bułgaria, Rosja, Czechy i Ukraina. Tuż za Polską uplasowały się natomiast Serbia, Chorwacja, Słowenia i Węgry. Od czasów filmu Janusza Zaorskiego niewiele się więc zmieniło — blok wschodni rządzi. Nieciekawie wygląda też inne zestawienie — odsetek piłkarzy, którzy twierdzą, że ich wypłata nie wpływa na konto na czas. Potwierdziło to aż 43 proc. ankietowanych zawodników z Polski, co daje nam miejsce w ścisłej czołówce. Gorzej jest tylko w Grecji (78 proc.), Bułgarii (55 proc.) i Chorwacji (60 proc.).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ostruszka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu