Mimo nerwowej sytuacji na rynku nieruchomości Gantowi udało się mocno podciągnąć sprzedaż pod koniec roku. Jeszcze przed miesiącem nie był pewien, czy w IV kwartale uda mu się powtórzyć rezultat z III, gdy sprzedał 164 lokale. Okazało się, że znacząco go poprawił.
— Czwarty kwartał zakończyliśmy 210 sprzedanymi mieszkaniami. To niewiele mniej, niż w rekordowym drugim kwartale, gdy znaleźliśmy nabywców na 205 lokali — mówi Henryk Feliks, wiceprezes Ganta.
W listopadzie w jednej transakcji pakietowej spółka sprzedała 41 mieszkań, ale pod koniec roku hurtowych nabywców już nie było. To klienci indywidualni podciągnęli sprzedaż o 90 lokali w jeden miesiąc.
— Mieszkania o powierzchni około 48-55 metrów kwadratowych sprzedają się bez żadnego problemu. Kłopot jest z większymi, ale to rynek jak każdy inny — jest strona popytowa i podażowa i pytanie brzmi tylko, przy jakiej cenie się zrównoważą — tłumaczy Henryk Feliks.
Gant wprowadza kolejne promocje, by wesprzeć sprzedaż. Zachęca klientów do składania propozycji cen, za jakie gotowi są kupić mieszkanie. Na razie strategia przynosi efekty.
— Okazało się, że w większości przypadków oczekiwania cenowe klientów nie odbiegają od naszych możliwości udzielenia upustów — mówi Henryk Feliks.
Dodaje, że trudno mówić o średniej cenie sprzedaży, bo wszystko zależy od lokalizacji. W większości projektów udaje mu się utrzymać minimalną marżę na poziomie 1 tys. zł na metrze kwadratowym.
Więcej na temat Ganta znajdziesz we wtorkowym "Pulsie Biznesu"