Gant szykuje się na duży buy-back

Adrian Boczkowski
opublikowano: 28-03-2008, 00:00

Kurs dewelopera spadł przez rok o 70 proc. Teraz może być tylko lepiej

Gdyby przyjąć za pewnik prognozę wyników Ganta na ten rok, byłaby to z pewnością jedna z najtańszych wskaźnikowo spółek na GPW. Cena do zysku wynosi jedynie mniej więcej 3, podczas gdy średnia na GPW — ponad 13. Biorąc pod uwagę zyski za zeszły rok, c/z wynosi około 5,5 (średnia wśród deweloperów to blisko 8,5). Dodatkowo, wycena papierów Ganta spadła ostatnio poniżej ich wartości księgowej, która wynosi — według szacunków spółki — około 38 zł. To wszystko zachęciło byki do ataku.

W ostatnich miesiącach problemu ze sprzedażą nie doświadczyli jedynie sprzedawcy luksusowych apartamentów. Gant postawił jednak na mieszkania w klasie popularnej. Przez zastój w tym segmencie w IV kwartale spółka nie zrealizowała prognozy na zeszły rok, która mówiła o 102 mln zł czystego zysku. Prognozę wykonano jednak w 92 proc., a to nie dyskredytuje zarządu. Tym bardziej że podnosił ją dwukrotnie.

Kierownictwo Ganta podtrzymuje prognozę na ten rok, która zakłada 172 mln zł czystego zysku. Wydaje się ona ambitna, ale w I kw. spółka sprzedaje znacznie więcej mieszkań niż pod koniec zeszłego roku. Może to być jedynie wiosenne ożywienie, a marże pójdą w dół. Podaż nowych lokali zwiększyła się w tym roku skokowo, a jednocześnie banki coraz ostrożniej udzielają kredytów. W pewnym stopniu negatywne tendencje równoważy wzrost płac oraz wciąż duży deficyt mieszkań, szacowany na 1,5-2 mln lokali. Warto jednak zauważyć, że nawet przy możliwym niewielkim spadku cen mieszkań, Gant uzyska na nich i tak bardzo dobrą rentowność. Grunty, na których stoją, kupował jeszcze przed ostatnią falą wzrostów cen.

Jeśli Gant nie pozyska w tym roku dużego akcjonariusza finansowego, nie wyemituje nowych akcji lub nie sprzeda papierów dłużnych przynajmniej za 100-200 mln zł, to wzrost zysków o kilkadziesiąt procent w kolejnych latach okaże się nierealny. Zarząd Ganta zapewnił nas jednak, że finansowanie nowych inwestycji nie stanowi dla niego problemu, a zysk w przyszłym roku ma znacznie przekroczyć tegoroczne rezultaty — w głównej mierze dzięki sprzedaży mieszkań przy ul. Sokołowskiej w Warszawie (70 tys. mkw. powierzchni użytkowej).

Kurs Ganta nie wybił się jeszcze z trendu spadkowego, choć wczorajsza sesja może być początkiem fali wzrostów, co uwiarygodniły wysokie obroty. Z powodu wielokrotnie wyższej wartości fundamentalnej spółki niż przed laty, nieprawdopodobne wydaje się testowanie silnego wsparcia na poziomie 8 zł za akcję (dołek z lipca 2006 r.). Można liczyć na szybki powrót wyceny walorów Ganta do 50-55 zł za sztukę. Przełamanie tego poziomu przy wysokich obrotach otworzyłoby drogę dużym zwyżkom, nawet do ponad 200 zł za papier. Kurs Ganta nie urośnie jednak tak mocno bez powrotu pozytywnego nastawienia inwestorów do całej branży deweloperskiej i powrotu optymizmu na szeroki rynek.

Rynkową wycenę Ganta może wspomóc skup własnych akcji. Prezes, Dariusz Małaszkiewicz zdradził „PB”, że deweloper chce przeznaczyć na buy-back kilkadziesiąt milionów złotych z zeszłorocznego zysku oraz podobną kwotę z tegorocznego. Stosowna uchwała WZA powinna być zatwierdzona w tym półroczu (audytor przyspieszył już prace nad raportem z 2007 r.). Być może wśród kupujących akcje Ganta pojawi się też Małaszkiewicz. Dowiedzieliśmy się, że upłynnia on część osobistych aktywów i szykuje gotówkę na skup walorów Ganta. Prezes wybierze się na zakupy pod jednym warunkiem — jeśli utrzyma się niska wycena dewelopera na GPW.

Adrian Boczkowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu