Zarząd Ganta zwołał na 3 kwietnia zwyczajne walne zgromadzenie akcjonariuszy. Jedną ze spraw, którą ma się zająć jest zmiana statutu spółki, w związku z niewykonaniem uprawnień przysługujących posiadaczom obligacji zamiennych serii ZA. Statut ma mówić o warunkowym podwyższeniu kapitału zakładowego nie jak dotąd 6 mln akcji, ale 4 mln akcji. To jednak nie najważniejszy punkt. Kluczowe będzie uzupełnienie rady nadzorczej, która obecnie jest sparaliżowana. Odeszli z niej Maciej Jasiński, Bogna Sikorska, Adam Siemieniuk i Sven Torsten Kain.
- To zbieg okoliczności, nic złego w spółce się nie dzieje. Motywacje osób, które zrezygnowały są różne, jedynie zbiegły się w czasie – zapewnia Karol Antkowiak, prezes Ganta.
- Moja rezygnacja została złożona ze względów osobistych. Składając ją nie wiedziałem o rezygnacjach członków rady nadzorczej – mówi Andrzej Szornak.
Rezygnacja Svena Torstena Kaina jest spowodowana kończącym się kontraktem w BRE Banku Hipotecznym i powrotem do Niemiec. Maciej Jasiński ma zająć się biznesem, który rodzi niebezpieczeństwo konfliktu interesów. Bogna Sikorska a powód podała względy osobiste.
W marcu spółka ma wykupić obligacje zamienne warte 26 mln zł. Prezes Ganta zapewnia jednak, że rezygnacje nie są spowodowane problemami z rolowaniem tych obligacji.
- Na razie nie ma niebezpieczeństwa, że emisja obligacji się nie uda – mówi Karol Antkowiak.
Na wyjaśnienie sytuacji czeka węgierski Futureal, od niedawna znaczący akcjonariusz Ganta i partner w inwestycjach deweloperskich.
- Mamy dobry kontakt z Gantem, ale sprawdzamy co się dzieje, czy powinniśmy cokolwiek w tej sprawie robić – mówi Anna Malarczyk, dyrektor zarządzająca Futureal w Polsce.