— Gdyby były niższe, to ludzie chętniej płaciliby je w Polsce — tak od lat odpowiada Zygmunt Solorz, pytany o kwestie podatkowe, z których większość i tak płaci w ojczyźnie.

Pod tym — jakże oczywistym — zdaniem podpisaliby się zapewne wszyscy przedsiębiorcy znad Wisły. Ale że słowa „obniżka” i „podatki” nie chodzą w naszym kraju w parze, w głowach ludzi nadających ton polskiemu biznesowi zachodzi mentalnościowa zmiana. Dla wielu z nich decyzje podatkowe LPP to nie zwykła operacja optymalizacji kosztów, ale bardziej reakcja na to, co dzieje, a raczej nie dzieje się w sferze podejścia państwa do przedsiębiorców.
Pamięć Jakubasa
Ponad dwa lata temu Warren Buffett napisał do Obamy: „najbogatsi Amerykanie płacą za niskie podatki”. Wówczas w „PB” wykorzystaliśmy list krezusa z Omaha jako pretekst do tekstu o odczuciach polskich przedsiębiorców wobec obowiązku i skali biznesowej dziesięciny. Zbigniew Jakubas oceniał jeszcze wtedy, że polskie 19 proc. podatku CIT nie powinno uwierać. Dziś nie jest już tak stanowczy.
— Wyznaję zasadę, że gdzie prowadzę działalność, tam płacę podatki. Jednak mam świadomość, że w Polsce nie są one na atrakcyjnym dla biznesu poziomie. Trzeba pamiętać, że LPP dużą część biznesu, czyli produkcję, prowadzi w Azji. Biznes pamięta też obietnice PO o 15-procentowych stawkach — mówi Zbigniew Jakubas. Nie ucieka do rajów podatkowych, jednak sam nie raz wścieka się, gdy przychodzi mu toczyć kolejne absurdalne potyczki na interpretacje prawne z rodzimym fiskusem.
Droga Variselli
Stawek w polskim systemie fiskalnym nie musi już znać Ryszard Varisella, niegdyś właściciel m.in. kilku browarów, dziś rozwijający interesy za pomocą wehikułów zarejestrowanych za granicą. Zresztą samo pojęcie „za granicą” nie jest w jego przypadku precyzyjne. — Od młodzieńczych lat płacę podatki osobiste poza Polską, obecnie jestem rezydentem Monako. I może w Polsce jest to nowy, bulwersujący problem, ale za granicą dojrzały kapitał korzysta z rajów podatkowych.
Polskie firmy muszą podjąć rękawicę obcej konkurencji, także w sferze kosztów — uważa Ryszard Varisella. Przy czym zastrzega, że nie jest tak, że w odwiecznym wyścigu między kreatywnością przedsiębiorców a zakusami fiskusa prawo moralne pozostaje bez znaczenia.
— Ono jest ważne, ważna jest droga środka, świadomość korzystania z infrastruktury danego państwa przy rozwijaniu firmy. Trzeba starać się być i konkurencyjnym, i lokalnym. Jednak w zimnej kalkulacji, walce o przetrwanie pierwsze znika pojęcie patriotyzmu. Pieniądz nie czuje emocji. Zwycięża rachunek — ocenia inwestor. Wojciech Kostrzewa, prezes Grupy ITI (mającej swoje korzenie m.in. w luksemburskim holdingu), zaznacza, że przenosiny polskich firm na np. Cypr go nie oburzają.
— Cypr nie jest rajem podatkowym, ale członkiem UE — podkreśla Wojciech Kostrzewa. Jednak, wedle zapewnień szefa Grupy ITI, Polska jest niechlubnym wyjątkiem w UE. Bo jedynie kilka krajów wspólnoty nie ma prawnie uregulowanych kwestii spółek holdingowych.
— Od 20 lat, jako Polska Rada Biznesu, bezskutecznie lobbujemy za tym rozwiązaniem. Gdyby istniała możliwość zawiązania takiej spółki, nad Wisłą z pewnością sporo firm wolałoby kreować miejsca pracy dla księgowych i prawników w Polsce, a nie za granicą. Mamy nowy rok i nowego ministra finansów, więc może da radę coś zmienić w tej kwestii? — mówi Wojciech Kostrzewa, narzekając na brak zrozumienia ze strony władzy.
Porywy Kluski
Na władzę nie liczy już Roman Kluska, który po sprzedaży Optimusa zapłacił grubo ponad 100 mln zł podatku. Dobrowolnie.
— Miałem w ręku analizy prawne i wyrok NSA w bliźniaczej sprawie, zwalniający sprzedającego z podatku. Ale zapłaciłem, byłem dumny, byłem gospodarczym patriotą. A potem jak państwo mnie potraktowało? Jak traktuje dalej? — pyta retorycznie Kluska. Jak wynika z jego słów, dziś miałby poważny dylemat etyczny w kwestii porywów fiskalnego patriotyzmu. — Patriotyzm jest ważny, bez niego nie przetrwalibyśmy 1000 lat jako naród. Jednak powstaje pytanie: czy jest sens płacić podatki w Polsce, skoro rząd za nasze pieniądze stawia przed przedsiębiorcami coraz to nowe bariery, produkuje kolejne złe prawo?