W polskiej praktyce biznesowej postępowania sanacyjne często wydłużają agonię spółek, ale czasem pozwalają im stanąć na nogi. Na początku 2021 r. spółka Ferax, właściciel marki rajstop Gatta, formalnie weszła w sanację, bo nie była w stanie regulować przekraczających 100 mln zł zobowiązań wobec wierzycieli.
Po blisko trzech latach sanacja jest na finiszu. 13 września sąd zaakceptował warunki układu z wierzycielami.
– Wierzyciele mogą jeszcze złożyć zażalenia na układ, ale dość wyjątkową sytuacją jest to, że w trakcie głosowania nikt nie zgłosił zastrzeżeń do jego treści, choć oczywiście były głosy przeciw. To oznacza, że formalnie nikt nie może złożyć zażalenia na układ ze względu na to, że doprowadzi do rażącego pokrzywdzenia wierzycieli. Wszystko wskazuje więc na to, że po dwóch latach i dziewięciu miesiącach sanacji spółka, która jest największą firmą w branży i znaczącym pracodawcą w Zduńskiej Woli, będzie mogła wyjść na prostą i w ciągu siedmiu lat spłacić zobowiązania – mówi dr Patryk Filipiak, kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny i zarządca postępowania sanacyjnego w Feraksie.
Uzdrawianie biznesu
Ferax miał kłopoty od blisko dekady. Od 2018 r. przynosił straty. Już wcześniej, w 2014 r., dużym ciosem była utrata rynku rosyjskiego i mocne ograniczenie sprzedaży do Ukrainy, a te dwa kraje były jego głównymi rynkami eksportowymi. Widmo upadłości zajrzało w oczy właściciela Gatty po wybuchu pandemii, gdy brak imprez znacznie zredukował popyt na rajstopy, a kosztów stałych nie dało się szybko zmniejszyć.
Co zrobiono w ostatnich latach w spółce, by wyprowadzić ją na prostą?
– W trakcie sanacji opracowano kompleksową i długoterminową strategię rozwoju i strategię marketingową wraz z rebrandingiem. Zmieniliśmy asortyment, mocniej skupiając się na odzieży homewear, active, bielizny i gorsetów. Spółka prowadzi sprzedaż we wszystkich kanałach, w szczególności w sieci niemal 140 salonów w galeriach handlowych. Usprawniono także kanał e-commerce – wylicza Patryk Filipiak.
Zdaniem zarządcy sanacja właściciela marki Gatta to jedno z najbardziej udanych postępowań tego rodzaju w ostatnich latach.
– Bez zewnętrznego finansowania udało się ocalić przedsiębiorstwo i ponad 1,2 tys. miejsc pracy, a jeszcze więcej, jeśli doliczyć ponad pięciuset mniejszych i większych dostawców w regionie. Spółka zarabia na siebie i będzie w stanie spłacać zobowiązania, choć jej wyniki już po rozpoczęciu sanacji były pod presją ze względu na wzrost kosztów pracy, surowców i energii – ocenia Patryk Filipiak.
Największymi wierzycielami Feraksu są banki ING i Santander, które mogą liczyć na spłatę całej kwoty głównej długu. Pozostałe grupy wierzycieli dostaną mniej – główni dostawcy surowców 50 proc., a mniejsi 20 proc.
– Teraz czekamy, aż postanowienie o zatwierdzeniu układu się uprawomocni i będziemy mogli otworzyć nowy rozdział w historii spółki. W tym roku odczuwamy skutki spowolnienia gospodarczego i mniejszego ruchu w galeriach handlowych, ale wszystko wskazuje na to, że zrealizujemy plan sprzedażowy i zamkniemy rok z większymi przychodami niż w 2022 r. oraz dodatnią marżą operacyjną – mówi Piotr Słupski, członek zarządu Feraksu.
Bolesne cięcia
W ubiegłym roku Ferax miał ok. 250 mln zł przychodów. Jego biznes to głównie duża fabryka w Zduńskiej Woli i sieć salonów, z których część to placówki własne, a część – franczyzowe. Przed restrukturyzacją zatrudniała 200 osób więcej niż obecnie.
Wiosną tego roku na łamach PB przedstawiciel spółki, kontrolowanej przez Jana Kopytka, Witolda Pawelskiego i Włocha Pietra Ciulliego, zapowiadali, że po zawarciu układu z wierzycielami zaczną rozglądać się za inwestorem branżowym lub finansowym. Czy rozmowy teraz ruszą?
– Pozyskanie inwestora dla Feraksu nadal jest w planach, choć proces się opóźnił ze względu na wolniejsze niż oczekiwaliśmy zatwierdzenie układu. Na razie rozwijamy się organicznie – pozyskanie inwestora nie jest koniecznością, ale opcją, mogącą pozwolić na szybszy wzrost – mówi Piotr Słupski.
O ile producent rajstop zarabia dziś na siebie i może liczyć na układ z wierzycielami, o tyle jego siostrzana spółka Wola, zajmująca się przede wszystkim produkcją skarpet, prawdopodobnie zostanie zlikwidowana. Jej wierzyciele na układ się nie zgodzili. Firma w latach świetności zatrudniała ok. 400 osób.
– Dzierżawimy obecnie aktywa produkcyjne Woli. Produkcja jest utrzymana, na jej potrzeby przejęliśmy 115 pracowników. Realizujemy planowo zamówienia, mamy też nowe kontrakty, m.in. od armii. Nad Wolą kontrolę przejmie teraz syndyk i to z nim będziemy uzgadniać dalsze kroki w ramach postępowania upadłościowego – mówi Piotr Słupski.


