Gauguin po polsku

W 2017 roku synów częściej nazywano Tymon niż Karol, jak polski papież. Pewnie na cześć Tymona Niesiołowskiego — polskiego Paula Gauguina

W gąszczu plecionym z haseł wyszukiwarki malarstwo Niesiołowskiego prawie nie przedziera się spod rozłożystego cienia, jaki rzucają zdjęcia na tle białego sejmowego marmuru. Dzięki soczystym wystąpieniom posła, łatwiej będzie może zapamiętać malarza, a metoda doraźna jest obecnie o tyle niezbędna, że „Akt leżącej kobiety” pójdzie pod młotek już 16 maja, w środę. Ponad 80-centymetrowy olej wystawiony zostanie w stołecznym Rempeksie z ceną wywoławczą 32 tys. zł i mnóstwem wątków, od których przeglądarka rozgrzeje się już nie do pospolitej czerwoności, tylko do vermilion — na końcu z obowiązkowym „ą”.

EWA ZAMIAST JABŁKA:
Zobacz więcej

EWA ZAMIAST JABŁKA:

Tymon Niesiołowski zdecydowanie wolał akty od martwych natur czy pejzażu. „Akt leżącej kobiety” licytowany będzie na aukcji Rempeksu od 32 tys. zł. Fot. Rempex

Koncert za pół miliona

Dla bezlitośnie słabo zainteresowanego inwestora, twórczość Tymona Niesiołowskiego jest jedną z wdzięczniejszych, bo względnie łatwo ją rozpoznać na ścianie galerii, a zdecydowanie rzadko jest okazja, żeby to robić. W ubiegłym roku prace tego autora tylko sześć razy zostały sprzedane na aukcjach, chociaż to i tak sporo względem wieloletniego okresu, w którym rejestr Artprice z obojętnością odnotowywał po jednej transakcji rocznie. Ospałe oczy, które jeszcze nie zabłyszczały na samo nazwisko artysty, nadrobią prawdopodobnie, zwracając się ku rekordom z 2015 r., bo im przewodzi już „Śpiewaczka” z 1932 r., z ceną 460 tys. zł — zadumana i osłonięta aż nadto, bo nawet schodzący głęboko dekolt bluzki zastawia gruba kartka nut. W ramach gry skojarzeń warto wobec tego do sejmowego posła dołożyć teraz wątek śpiewaczy, bo kluczem do czytania przewidzianego na środową aukcję aktu jest właśnie rytm kompozycji.

Orkiestra w składzie „kotary, uda i kolana” pokazuje na obrazie zabieg określany fachowo jako rytmizowanie kompozycji — równoległe układanie się nóg czy tkanin tła sprawia, że całą scenę porządkują starannie powtarzające się linie. Żeby skomplikować, dzięki takim plisom malarza nazywa się przedstawicielem tzw. nowego klasycyzmu, czyli nurtu harmonijnego jak prążkowana klasyczna kolumnada, co w cyklu skojarzeń przekłada się na widok posła śpiewającego w rytm filarów Ministerstwa Edukacji. Doza abstrakcji pozostajejeszcze umiarkowana, bo w całą scenerię wkroczy niebawem Paul Gauguin i w poprzek Alei Szucha rozstawi tęczę.

…wielkim poetą był

Zestawianie „Aktu leżącej kobiety”, który licytowany będzie nad Wisłą, z pojedynczymi ujęciami Gauguina sprzedawanymi w Christie’s nie musi być tak nierozważne, jak można wnioskować z porównywania stawek. Owszem, „La Vague” — widok kawałka plaży, fal i trzech wystającychskał — osiągnął na majowej aukcji cenę powyżej 35 mln USD (125 mln zł), ale fakt, że Niesiołowskiemu brakuje kilku zer do tego progu, nie wyklucza zbliżenia się do Gauguina stylistką.

Pierwszy mglisty obrazek, który zarysowuje się w głowie w kontekście francuskiego malarza, to jakiś autorski miks żółtych sylwetek z kwiatami we włosach na tle pejzażu w kolorze pikantniejszego curry. Te płasko malowane figury — plamy koloru jak w komiksach z Kaczorem Donaldem — stanowią tak jaskrawy wyróżnik artysty, że zyskały kolejny ciężki wyraz: cloisonizm. Z krajowych artystów, znacznie bliżej gauguinowskiej szkoły był Władysław Ślewiński i to właśnie on zaszczepił w Niesiołowskim nieuleczalną tendencję do malowania płaskimi plamami obwiedzionymi konturem jak ze smoły.

Sam Gauguin natomiast też nie urodził się z pomysłem na taką formułę, co pokazuje nawet wspomniany obraz za ponad 35 mln USD, który ewidentnie zapowiada przejście do innej stylistyki — fale malował jeszcze impresjonista, a plażę już symbolista. Roboczo w tytule obrazu miała się pojawić „tęcza”, bo na rozświetlonej pianą wodzie światło rozszczepiło się na róż, zieleń, kolory skórki cytryny, nieba i sernika. Piasek natomiast ma już krwistość surowego steku — jest równą plamą czerwieni o nazwie vermillon, czyli cynobru ukochanego przez Gauguina. Dla większości pozostanę enigmą — pisał bardzo słusznie w czasie powstawania obrazu — ale dla garstki będę poetą. Cementując wobec tego w głowie pozycję Tymona Niesiołowskiego: poseł śpiewający w rytm filarów ministerstwa, natchniony płasko malowanym obłokiem o czarnym konturze z warszawskiego smogu. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Gauguin po polsku