Gazowe gry w chowanego

Agnieszka Korniejenko
opublikowano: 2007-10-18 00:00

Coroczne kryzysy energetyczne między Rosją a Ukrainą nie wywołują w Europie reakcji, może poza leniwymi pomrukami Komisji Europejskiej, wzywającymi, jak ostatnio, do uregulowania zasad współpracy rosyjsko-ukraińskiej. Wezwania to tyleż cyniczne, co bezzasadne.

Powyborczy tydzień upłynął w Kijowie pod znakiem targów o przyszłą rządową koalicję między niebieskimi Regionami Ukrainy a pomarańczowym Blokiem Julii Tymoszenko. Obie siły muszą zawrzeć polityczne przymierze, aby stworzyć nowy rząd. Zwycięski Wiktor Janukowycz, choć nie jest w stanie stworzyć samodzielnie parlamentarnej większości, od poniedziałku śle kurierów do Moskwy. Najpierw z gazową mediacją wyruszył minister paliw i energetyki Jurij Bojko, potem premier pojechał po błogosławieństwo na Kreml. W tym samym czasie ogłoszony przez Gazprom „dług Ukrainy” urósł z 1,3 do 2,2 mld dolarów. Zdaje się, że tyle wynosi cena za głowę Julii Tymoszenko, której na stanowisku szefowej rządu nie chce widzieć ani prezydent Juszczenko, ani Janukowycz, ani energetyczni stratedzy kremlowscy. I trudno się dziwić, bo Tymoszenko już za rządów swojego promotora Pawła Łazarenki (skazanego w USA) w latach 90. zajmowała się „od kuchni” biznesem energetycznym, a jako wicepremier, a potem premier dążyła do uszczelnienia sektora energetycznego.

Rosyjska praktyka ekspansji energetycznej na Ukrainie nie różni się niczym od prowadzonej we wszystkich krajach WNP. Najpierw tworzone są spółki pomostowe, których współwłaścicielem jest Gazprom, potem pozyskiwani są wysoko ustawieni w hierarchii państwowej polityczni lobbyści, którzy wspierają na miejscu politykę szantażu ekonomicznego, w końcu zostają przejęte kolejne ogniwa w handlu surowcami energetycznymi. Na Ukrainie w pierwszej kolejności został pozbawiony monopolu narodowy dostawca gazu spółka Naftohaz Ukrainy, potem znikąd zjawiły się Gazpromowe spółki UkrHazEnergo i Ros-UkrEnergo. Nie warto pytać ani o wywiązywanie się Gazpromu z wieloletnich umów dwustronnych, ani o przesłanki ekonomiczne, które pozwalają ten sam gaz sprzedawać za 60 dolarów jednemu odbiorcy i za 230 dolarów innemu.

Ta praktyka monopolistyczna ma też swoje wady. Gazprom, będąc dominującym właścicielem spółek pomostowych, wykluczył jako stronę swoich roszczeń rząd Ukrainy, który jednak ma ostatni argument: ustawowy zakaz sprzedaży linii przesyłowych. RosUkrEnergo, które przejęło monopol na handel gazem dla Ukrainy, jest spółką szwajcarską, a wyliczony dług odpowiada 10 mld m sześc. gazu i wskazuje, że przez cztery miesiące

Gazprom mógł obywać się bez

płatności wnoszonych przez odbiorców ukraińskich. Łańcuszek pośredników pokazuje, że Gazprom może wykazać każdą wygodną dla politycznego szantażu sumę, bo płacenia zaległości domaga się od podmiotu, którego przynajmniej w 50 proc. jest właścicielem. Do tego ukraińskie magazyny zostały ubiegłej ciepłej zimy zapełnione rekordową ilością surowca, którego wartość wykazywana jest obecnie jako część niespłaconej kwoty.

Dlatego nawoływania premiera Zubkowa i szefa Gazpromu Aleksija Millera, przy deklaracjach, że Europa pozostaje niezagrożonym konsumentem rosyjskich paliw, przypominają zabawę w chowanego. Gazprom nagłaśnia i wynosi na polityczny poziom problemy, które w dogodnych okolicznościach własnymi siłami kreuje. Na boku pozostaje pytanie, jaki wpływ te gazowe perypetie będą mieć na kształt przyszłego ukraińskiego rządu? Podpisane przez ministra Bojkę gwarancje o spłacie rzekomego zadłużenia do 1 listopada wskazują, że i tym razem w roli wybawcy zziębniętego ukraińskiego narodu wystąpił Wiktor Janukowycz.

Agnieszka Korniejenko

dr, wykładowca Centrum Wschodniego POU

Możesz zainteresować się również: