Gazówki chwieją się bez wsparcia

ZGH Bolesław odłożyły projekt bloku gazowego na półkę, bo się nie opłaca. Państwowe firmy optymistycznie budują

— Bez systemu wsparcia inwestycja w gazówkę na siebie nie zarobi — uznał zarząd Zakładów Górniczo-Hutniczych Bolesław (ZGH Bolesław), największego w Polsce producenta cynku. Spółka należąca do giełdowego Stalproduktu to jeden z najbardziej energochłonnych zakładów przemysłowych w Polsce. Nic dziwnego, że zarząd od dawna pracował nad stabilizacją kosztów energii, poprawą zarządzania tym medium, a także modernizacją systemu produkcji ciepła. I wymyślił — elektrociepłownię opalaną gazem, o mocy 20 MW.

Zobacz więcej

TO TYLKO KWESTIA CZASU: Mirosław Bieliński, prezes państwowej Energi, prowadzi właśnie przetarg na budowę bloku gazowego w Grudziądzu. Jest optymistą – spodziewa się, że prędzej czy później ceny gazu spadną. A rentowność planowanej inwestycji wzrośnie. [FOT. WM]

Poczekalnia na rok

— Mieliśmy już gotowy projekt i kompletne finansowanie. Jednak Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW), który zadeklarował sfinansowanie 75 proc. tej kwoty, zażądał deklaracji, że zrealizujemy inwestycję nawet przy braku systemu wsparcia. A na to nie jesteśmy gotowi — tłumaczy Henryk Kaliś, pełnomocnik zarządu ds. zarządzania energią elektryczną w ZGH Bolesław.

ZGH wyliczyły, że w obecnych warunkach projekt będzie na granicy opłacalności — bieżąca produkcja energii i ciepła pokryje koszty bezpośrednie, ale już kosztów finansowych i amortyzacji — nie. Nie przyniesie też w zasadzie zwrotu z inwestycji.

Bez wsparcia nie da rady, a wsparcia nie ma.

Potrzebne certyfikaty

Do końca 2012 r. kogeneracja, czyli produkcja energii elektrycznej i ciepła w skojarzeniu, była wspierana za pomocą systemu żółtych (dla źródeł gazowych) i czerwonych (dla źródeł węglowych) certyfikatów. System wprowadzono w 2007 r., na pięć lat. Potem, jak zapowiadali rządzący, miał zostać przedłużony. Miały się też pojawić pomarańczowe certyfikaty — wspierające nowo powstające, nowoczesne źródła kogeneracyjne. Jednak prace nad nowym dokumentem się przedłużają.

— Bez wsparcia taka inwestycja jest zbyt ryzykowna, a inwestor potrzebuje wyraźnej zachęty. Wobec jej braku zdecydowaliśmy się odłożyć projekt na półkę, na rok — tłumaczy Henryk Kaliś.

Na temat opłacalności inwestycji w energetykę gazową dyskutuje się już od pewnego czasu. Takie bloki, z założenia wysokosprawne i niskoemisyjne, dają w tej chwili niepewną perspektywę zysków — ze względu na taniejącą energię i drogi gaz. Dlatego lista planowanych inwestycji w bloki gazowe jest długa i liczy 20 pozycji, a lista bloków w trakcie realizacji — ledwie dwie. To Stalowa Wola, należąca do PGNiG i Tauronu (firm kontrolowanych przez skarb państwa), oraz Włocławek, należący do PKN Orlen (też kontrolowanego przez państwo). Czy będą kolejne? Trudno powiedzieć. Projekt Blachownia, szykowany przez PGNiG i KGHM, ma być rewidowany. Kilka przetargów, m.in. na blok w Puławach (to projekt państwowych PGE i Grupy Azoty) oraz w Grudziądzu (państwowej Energi), trwa.

Gazowi optymiści

— Zakładamy po prostu, że prędzej czy później ceny na rynku gazu spadną. Z takim trendem wiążę zresztą większe nadzieje niż z ewentualną poprawą koniunktury dla projektów węglowych — mówi Mirosław Bieliński, prezes Energi. Podobne prognozy snują władze PGNiG.

— Gaz będzie coraz atrakcyjniejszym paliwem dla energetyki — zwłaszcza w porównaniu z węglem. W Europie obserwujemy przecież odchodzenie od wiązania cen gazu z cenami ropy, na rzecz formuł opartych na cenach spotowych. Należy też pamiętać o rozbudowie infrastruktury, czyli gazoporcie w Świnoujściu i nowych interkonektorach, a także o planowanej liberalizacji rynku gazu — wylicza Joanna Zakrzewska, rzecznik PGNiG.

Europejskie gazówki też cierpią
Elektrownie opalane gazem przeżywają problemy w całej Europie — inwestorzy przerzucają się po prostu na węgiel, który tanieje. Węglowi sprzyjają ponadto niskie ceny uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Przykładowo, od 2009 r. GdF Suez zamknął lub zawiesił działalność w Europie bloków gazowych o łącznej mocy ponad 8 tys. MW. Z podobnymi problemami borykają się m.in. EON i RWE w Niemczech, Centrica Energy w Wielkiej Brytanii i Enagas w Hiszpanii.

 

Jest biznes, jest ryzyko
PIOTR ŁUBA, partner w PwC

Uważam, że projekt gazowy ma dziś sens, jeśli jest to elektrociepłownia działająca na potrzeby zakładu przemysłowego, a zatem ma zapewniony stabilny odbiór ciepła przez cały rok. Wtedy, jeśli dodatkowo założymy, że nowe prawo energetyczne zapewni system wsparcia kogeneracji gazowej, to otrzymamy projekt potencjalnie rentowny. Oczywiście, takie założenie wiąże się z ryzykiem, ale taki jest przecież biznes. Natomiast projekty bloków gazowych, które miałyby produkować wyłącznie energię elektryczną [taki profil ma mieć np. Blachownia — red.], uważam obecnie za ryzykowne. Choć z biegiem czasu to może się zmienić.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu