Porozumienie producentów i eksporterów gazu na wzór naftowego OPEC, o którym ostatnio dość głośno na łamach prasy, nie jest oczywiście zbyt dobrą wiadomością, bo zmowy kartelowe nigdy nie są dobre dla rynku ani dla konsumentów. Uważam jednak, że gazowy OPEC — gdyby do jego powstania doszło, a przecież nie jest to takie pewne — będzie znacznie mniej szkodliwy niż jego naftowy odpowiednik.
Rynek gazu jest zupełnie inny niż rynek ropy — dominują na nim długoterminowe kontrakty na dostawy gazu rurociągami. Cena jest uzależniona od cen ropy. Ewentualne zmowy cenowe mogłyby dotyczyć gazu płynnego, jednak choć jest on coraz popularniejszy, wciąż stanowi niewielki procent rynku. OPEC naftowy toleruje prawa rynku i manipuluje podażą surowca, wpływając w ten sposób na cenę. Na zdominowanym przez długoterminowe kontrakty rynku gazu takiej możliwości nie będzie.
Powstanie gazowego OPEC jest oczywiście w interesie Rosji, Algierii, Wenezueli, Iranu i innych producentów. Jeśliby ta idea się zmaterializowała, należałoby się liczyć, że stopniowo cena gazu będzie rosła, będzie dochodziło do przypadków zmowy cenowej. Warto jednak zauważyć, że udział w takim porozumieniu wykluczyła np. Norwegia. Dzisiejsze dyskusje na ten temat są raczej środkiem nacisku na odbiorców i odpowiedzią na przymiarki Unii Europejskiej — głównego konsumenta rosyjskiego gazu — by o dostawach paliw rozmawiać w kontekście całej UE, a nie poszczególnych krajów członkowskich.
Janusz Steinhoff
były wicepremier i minister gospodarki