Gazprom liczy na Stary Kontynent

Mimo że Rosja jest w niełasce, największy producent gazu na świecie uważa, że zamówienia z Europy wzrosną

W dobrym humorze zarząd Gazpromu poprowadził doroczną konferencję, poświęconą perspektywom eksportowym koncernu. Ten największy producent gazu na świecie odczuwa wprawdzie spadek cen ropy naftowej, od której uzależnia ceny sprzedawanego przez siebie surowca, ale patrzy na to z dystansem.

— Ludzie lubią wspominać dobre czasy, a zapominać o złych. Przypominam, że w 2002 r. ropa kosztowała 25 USD za baryłkę [dziś to około 60 USD — red.]. Wahania cenowe nie są więc dla nas powodem do strachu — oświadczył Aleksander Miedwiediew, wiceprezes Gazpromu.

Rosjanie wypełnią lukę

W przeliczeniu na rubla, który słabł w minionym roku, przychody Gazpromu wzrosły w 2014 r. do 5,5 mld RUB, z 5,2 mld RUB w 2013 r. Zysk netto stopniał jednak o ponad 80 proc., z 1,1 mld RUB do 0,16 mld RUB w 2014 r. Spadł też w ujęciu wolumenowym eksport do Unii Europejskiej — o 13,8 proc., do 121,3 mld m sześc.

Mimo to Aleksander Miedwiediew z zadowoleniem przedstawił wczoraj wykres obrazujący udział rosyjskiego gazu w europejskim rynku. Jeszcze w 2012 r. było to 25,4 proc., a w 2014 r. już 30,2 proc. I będzie dalej rósł.

— Produkcja gazu z własnych źródeł spada w Europie. I to szybciej, niż zmniejsza się zapotrzebowanie na gaz. To oznacza, że powstanie luka, którą Europa będzie musiała wypełnić importem. Oczekuję, że wkrótce rozpoczniemy z europejskimi krajami negocjacje na temat dodatkowego wolumenu dostaw — przewiduje Aleksander Miedwiediew.

To perspektywa spójna z wizją, którą w maju przedstawił na łamach „PB” Laszlo Varro, dyrektor rynków gazu, węgla i energii elektrycznej w Międzynarodowej Agencji Energii (IEA). — Z perspektywy Moskwy sytuacja rynkowa wygląda naprawdę nieźle — przekonywał Laszlo Varro.

Wzrost importu z surowców z Rosji może być Europie nie w smak, skoro z powodu konfliktu na Ukrainie objęła Rosję sankcjami ekonomicznymi. Do tego Europa promuje inwestycje zwiększające niezależność od dostaw ze Wschodu.

— Mam nadzieję, że rozsądek w Europie przeważy — mówi Aleksander Miedwiediew. O rozsądku ekonomicznym mówił też Laszlo Varro, który przewidywał, że Europa ostatecznie zdecyduje się na kupowanie od Rosji więcej gazu, bo będzie tańszy niż surowce z innych kierunków.

Turcja zamiast Ukrainy

Przewidując utrzymanie pozycji w Europie, Gazprom prze naprzód z inwestycją w gazociągprowadzący z Rosji przez Morze Czarne do Turcji (Turkish Stream), który ma zastąpić zablokowany przez Europę projekt South Stream (wiodący przez Bułgarię). — Porozumienie z rządem Turcji w tej sprawie może zostać podpisane do końca czerwca — zapowiedział Aleksander Medwiediew.

Turkish Stream ma też zastąpić dotychczasową drogę tranzytową przez Ukrainę, z którą Gazprom — jak już wcześniej zapowiadał — nie zamierza przedłużać umowy („dalszy tranzyt przez Ukrainę jest niemożliwy, nawet gdyby słońce zamieniło się miejscami z księżycem” — zauważył wczoraj Miedwiediew).

Umowa z Ukrainą kończy się w 2019 r. Przewidywany przez Rosję wzrost europejskiego popytu na gaz nie przełoży się jednak — wedle słów Miedwiediewa — na istotne zmiany w strukturze kontraktów. Moskiewscy dziennikarze pytali, czy Gazprom pójdzie w ślady Statoil i usztywni ceny (dziś zależą od kilku parametrów, w tym ceny ropy), a także o ewentualne odejście od formuły take or pay (bierz lub płać).

— Nasi odbiorcy nie byliby zadowoleni, gdybyśmy odeszli od elastycznych cen. A formuła take or pay jest potrzebna nie tylko nam, ale też klientom, którzy opierają na niej plany inwestycyjne — zauważał Aleksander Miedwiediew. Polski PGNiG renegocjuje właśnie kontrakt z Gazpromem. W maju sprawa trafiła do arbitrażu w Sztokholmie. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy