Gdynia zatoką offshore

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 23-08-2010, 00:00

Na Pomorzu kiełkuje nowa idea. Idea, która może rozkwitnąć na giełdowym parkiecie.

Polskie firmy skrzyknęły się, by robić biznes na terenach stoczni

Na Pomorzu kiełkuje nowa idea. Idea, która może rozkwitnąć na giełdowym parkiecie.

15 września odbędzie się przetarg na sprzedaż części majątku Stoczni Gdynia, który nie znalazł nabywców w poprzednich przetargach. Jej prezes Patryk Michalak uważa jednak, że warto sprzedawać nie tylko aktywa, ale i pomysł na biznes, który można byłoby tam prowadzić. Nie zasypia gruszek w popiele.

— Stocznia Gdynia nie może prowadzić żadnej działalności ani podejmować jakichkolwiek inicjatyw jako podmiot prawa handlowego. Dlatego jako osoba fizyczna, ale we współpracy z zarządcą kompensacji stoczni, opracowałem program, dzięki któremu możliwe będzie aktywizowanie aktywów postoczniowych. Znalazłem także partnerów do współpracy. Chcemy wejść na rynek offshore, czyli działalności na rzecz górnictwa morskiego — mówi Patryk Michalak.

Stocznia nie może działać sama, bo prowadzi proces kompensacji, którego celem jest zbycie majątku. Zakończenie albo umorzenie postępowania będzie oznaczało upadłość stoczni. Ale majątek może "pracować".

W grupie siła

Projekt nosi roboczą nazwę "Gdynia zatoką offshore". Przystąpiły do niego: Stocznia Gdańsk, zakłady Hipolit Cegielski Poznań, Energomontaż Północ Gdynia (należący do giełdowego Energomontażu-Północ i pośrednio do Polimeksu-Mostostalu), Crist, Euro-Cynk, Gefako, Stocznia Marynarki Wojennej, Vistal i Germanisher Lloyd.

— We wtorek 24 sierpnia jedziemy na targi do Stavanger, by nawiązać kontakty z firmami z branży paliwowej. Będziemy się prezentować jako Gdynia offshore shipyard group — dodaje Patryk Michalak.

— Jedziemy na spotkania z naszymi dotychczasowymi klientami, ale mamy nadzieję także na zdobycie nowych. Liczymy, że jako grupa pozyskamy większe kontrakty, na przykład na budowę jednostek FPSO — mówi Andrzej Rodziewicz, dyrektor handlowy Energomontażu-Północ Gdynia.

FPSO to statki (nowe albo przebudowane tankowce), które służą do wydobycia z dna morza ropy i gazu wstępnego ich oczyszczenia, transportu i przechowywania. Zdobycie kontraktów na ich budowę to właśnie cel projektu "Gdynia zatoką offshore".

— Jeśli się uda, będziemy musieli powołać jeden podmiot, który reprezentowałby grupę w kontaktach z klientami. Kontrakty byłyby realizowane przez spółki celowe zawiązane przez nowy podmiot, który występowałby jako inwestor pasywny razem z firmami wykonawczymi — prognozuje Patryk Michalak.

Dodaje, że drogą uzyskania kapitału przez nowy podmiot będzie przeprowadzenie emisji akcji na rynku regulowanym albo NewConnect.

W Polsce trudniej

Przedstawiciele firm mają nadzieję, że projektem zainteresują się także polskie firmy paliwowe.

— Lotos, Petrobaltic, PGNiG czy Orlen mają plany rozwoju własnej działalności wydobywczej. Urządzenia do poszukiwania czy eksploatacji złóż zamawiają w Norwegii czy Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Chcielibyśmy namówić ich na statki FPSO — mówi Patryk Michalak.

Stara się o spotkanie z przedstawicielami tych spółek.

— Ale jak na razie łatwiej idą nam kontakty z zagranicznymi firmami — z żalem stwierdza prezes stoczni.

Spodziewa się także, że projektem w przyszłości może zainteresować się KGHM Polska Miedź.

— Złoża miedzi się kończą i w perspektywie 20-25 lat firmy z tego sektora będą musiały pomyśleć o wydobyciu z dna morza, a do tego potrzebne będą statki oraz inne specjalistyczne jednostki nowego typu — prognozuje szef gdyńskiej stoczni.

Strefa pomoże

Resorty skarbu i gospodarki rozmawiają z Komisją Europejską i analizują możliwości objęcia strefą terenów stoczniowych — zarówno tych, które pozostały do sprzedaży, jak i tych, które już znalazły nabywców. Większość tych aktywów jest mocno zdewastowana i może tylko służyć działalności stoczniowej. Jako strefa zamierzamy jednak uzbroić te tereny tak, by mogły służyć działalności ogólnoprzemysłowej. Jesteśmy na etapie przygotowania projektu. Jego pierwszy etap będzie kosztować 25-30 mln zł.

Teresa Kamińska, prezes Pomorskiej SSE

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu