Gdzie są chłopcy z tamtych lat

Małgorzata Ziębińska
opublikowano: 29-02-2008, 00:00

Nasza-klasa.pl... Nie przypominam sobie, by jakiekolwiek inne podobne sieciowe przedsięwzięcie odbiło się tak szerokim echem. I koncentrowało uwagę tłumów.

Naturalnie pewna grupa osób się krzywi, narzeka, natrząsa się z tego portalu, zapowiada, że absolutnie i w żadnym wypadku ich wirtualna noga w tym miejscu nie postanie. Z moich obserwacji wynika, że krytycy dzielą się na kilka grup. Najbardziej radykalna to ta, że nigdy w życiu, pod żadnym pozorem. Dlaczego? Z dwóch podobnych powodów: słaba ochrona danych osobowych oraz wolniuteńko pracujące serwery. Inni są niechętni już samemu pomysłowi — i odmawiają rejestracji z przyczyn, które można nazwać ideologicznymi: że to żałosne, że owczy pęd, że do niczego to nie prowadzi. No i ci najmniej radykalni, ale też najbardziej — mnie przynajmniej — zaskakujący: osoby rejestrujące się wprawdzie, ale jakby z rezygnacją: „ech… no trudno…”. Ale — by chronić swą niezależność — nie zamieszczają zdjęć, nie szukają nikogo. Podobnie z ludźmi, zachowującymi się tajemniczo: nie wiadomo, czy są za czy przeciw, widać jednak, że są, bo widzimy ich profile (ale pod takim warunkiem, że tej konkretnej osoby szukamy). Niekiedy znajdujemy profil bez zdjęcia, ze szczątkowymi informacjami, nieprzypisany do żadnej szkoły ani klasy. Obserwatorzy. Są, a jakoby ich nie było. Na tym polega wirtualny luksus: wszystko można, za to nic nie trzeba. W realnych kontaktach proporcje bywają odwrotne. Swoją drogą… Ciekawe, jak procentowo rozkładają się proporcje między tymi, którzy są za i tymi, co przeciw. Zapewne niebawem ktoś podejmie trud takich badań.

Zaliczam się do entuzjastycznych miłośników tego portalu. Znalazłam go przypadkiem — kilka miesięcy temu, tuż przed lawinowym wręcz napływem ludzi. Trochę od niechcenia postanowiłam odnaleźć swe klasy — i okazało się, że moja klasa z podstawówki jest już „założona”, a jeden z kolegów zamieścił nasze zdjęcia… Naprawdę poczułam wzruszenie, patrząc na twarze ludzi, z którymi wiąże się tyle emocji, przygód, spędzonych lat. I ja, taka mała jeszcze, w II e. Miałam wrażenie, jakby udało się znaleźć miejsce, w którym można przywołać dzieciństwo.

Założyłam swą klasę licealną i jakiś czas byłam tam sama — jako dumny, choć nikomu niepotrzebny moderator. Lecz ostatecznie zaczęły pojawiać się inne osoby i co rusz ich przybywa. Odnalazłam mnóstwo osób, z którymi nie chodziłam do szkoły czy klasy, a z którymi, często w dalekiej przeszłości, łączyła mnie przyjaźń. Zostałam odnaleziona przez ludzi, którzy byli i często pozostali bliscy, choć nasze życiowe drogi od dawna się nie skrzyżowały. Być może zresztą bez pomysłu kilku studentów, nadal by tak pozostało, bo jaką miałabym szansę na kontakt z najbliższą przyjaciółką z lat dziecinnych, która wybrała życie na drugim końcu świata?

Może to banalne i oczywiste, że tego rodzaju portale działają, wzbudzając w wielu takie właśnie nostalgiczne uczucia, ale czy jest w tym coś dziwnego albo niewłaściwego? Nie sądzę. Niezwykła popularność Naszej-klasy jest dla mnie przejawem, jakoś tam obecnej w nas, potrzeby powrotu do tamtych lat i do ludzi z tamtych lat; ciekawości — co się zmieniło i w jakim stopniu my się zmieniliśmy. Czy udało się spełnić marzenia, o których szeptaliśmy sobie na ucho? Kim jesteśmy teraz, bo przecież nie chodzi o zatrzymanie czasu i tworzenie galerii figur woskowych. W niektórych klasach życie aż tętni!

W odróżnieniu od flirtowo-randkowych portali, czatów, forów i innych tego typu miejsc, tutaj nie ma anonimo- wości. Każdy występuje pod imieniem i nazwiskiem, pisze o sobie, ile chce. Nie ma nicków i numerów, jesteśmy, kim jesteśmy. Kontaktujemy się z innymi, których najczęściej znamy. Wirtualny kontakt z realnymi osobami nagle okazuje się wcale nie skrajnie przerażający, lecz przeciwnie — bezpieczny i naturalny.

Może to znak, że w gruncie rzeczy tego potrzebujemy najbardziej? Prawdziwych kontaktów z prawdziwymi ludźmi, możliwości otwarcia się czasem — pod pretekstem powrotu do przeszłości. Może chcemy odnaleźć dawną, szkolną beztroskę, przywołać ten niezapomniany klimat poczucia bezpieczeństwa w relacjach z innymi podobnymi do nas, albo całkiem różnymi, ale odciśniętymi we wspomnieniach z innego życia. Może chcemy przez trochę być znowu tacy, jak kiedyś?

Ciekawe, jak wiele przyjaźni rozbłyśnie na nowo, ile młodzieńczych konfliktów odżyje, a ile znajdzie szczęśliwy kres. Wszystko przecież możliwe, skoro wychodzimy z wirtualnej rzeczywistości na świeże powietrze. l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Ziębińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu